Andrzej Sadowski: Liczę na nowe 100 dni rządu

Bez sukcesu gospodarczego, same projekty socjalne nie dadzą się sfinansować. Pieniądze pochodzą bowiem z realnej gospodarki, a nie z drukarni. Z Andrzejem Sadowskim, ekonomistą, członkiem powołanej przez prezydenta RP Narodowej Rady Rozwoju, prezydentem Centrum im. Adama Smitha rozmawiał Grzegorz Jakubowski.

 

Gazeta Finansowa: Janusz Szewczak, poseł PiS i były główny ekonomista SKOK zapowiedział, że na przełomie 2016 i 2017 roku może dojść do wielkiego kryzysu ekonomicznego, większego od tego z 2008 roku. Po udzielonym wywiadzie podniosły się głosy, że to zapowiedź szukania usprawiedliwienia dla obietnic, których rządowi nie uda się zrealizować.

Andrzej Sadowski: To mogą być oddzielne sprawy. Kryzys po spekulacyjnym krachu na rynkach finansowych w 2008 r. się nie skończył. Mimo wielokrotnych zapowiedzi, że został przezwyciężony w strefie euro i Unii Europejskiej, okazuje się, że trwa dalej. Zaklina się go kolejnymi dziesiątkami pustych miliardów euro miesięcznie wprowadzanych do obiegu już od dłuższego czasu. Czymś innym są jednak daleko idące socjalne zobowiązania wyborcze obecnego rządu, których nie da się zrealizować bez uwolnienia od biurokratycznego poddaństwa polskich przedsiębiorców. Tylko uwolnieni od szkodliwych przepisów polscy przedsiębiorcy są w stanie dać pieniądze na tak ambitne cele, które sobie rząd wyznaczył. W warunkach obecnego systemu tego się nie da zrobić. Kryzys czy dekoniunktura nie mogą być alibi dla utrzymywania blokujących rozwój przepisów i tym samym usprawiedliwienia dla niezrealizowania programu wyborczego.

W wywiadzie dla wPolityce.pl stwierdził Pan, że rządowi udało się dotychczas zrealizować tylko swoje hasła wyborcze związane z obszarem socjalnym. Jak rząd może chcieć realizować swoje obietnice? Czy ciężar znowu przyjmą na siebie przedsiębiorcy?

Nawet stosowanie metod policyjnych wobec przedsiębiorców i dalszy wzrost represji skarbowych pod hasłem uszczelnienia systemu nie sprawią, że rząd otrzyma więcej pieniędzy, bo większe pieniądze da zmiana, a nie reforma systemu podatkowego oraz obniżenie opodatkowania, zwłaszcza pracy na etacie. Bez zmian systemowych nie da się uzyskać takiego strumienia przychodu dla rządu, aby mógł utrzymać wydatki, związane, chociażby z tym, co już przegłosował parlament. Możliwość realizacji celów rządu jest uzależniona od gospodarki, a jej większe możliwości zależne są od rządu, który do tej pory nie zlikwidował szkodliwych przepisów. Bez ich likwidacji nie da się uzyskać z gospodarki więcej na finansowanie programów socjalnych w naturalny (a nie represyjny) sposób.

Jakie wyzwania stoją przed polską gospodarką?

Polska może i powinna rozwijać się w tempie dwucyfrowym, a nie marnym, na poziomie trzech z przecinkiem. Fabryki pracują na jedną zmianę, a technologicznie są najnowocześniejsze w Europie i mogą pracować na trzy zmiany. Nie pracują jednak dlatego, że jest dużo szkodliwych przepisów, które spowalniają i podrażają funkcjonowanie polskich przedsiębiorstw.

Jak ocenia Pan program 500 zł na dziecko? Jaki alternatywny program prodemograficzny doradziłby Pan rządzącym?

W Estonii przeprowadzono podobny projekt, finansując urodzenie dzieci i faktycznie, skokowo, zaczęło się rodzić więcej dzieci. Rządzący muszą jednak pamiętać, że w Polsce rodzina utrzymuje się nie z dotacji, ulg, zasiłków, tylko z własnej pracy. Aby uzyskać trwały efekt, trzeba zauważalnie obniżyć opodatkowanie pracy, która jest dzisiaj opodatkowana na poziomie wódki. Ta bowiem jest opodatkowana na poziomie ok. 68 proc., a praca na etacie, łącznie z ZUS-em, składkami i podatkami, powyżej 69 proc. To praca jest źródłem bezpieczeństwa rodziny, i nawet jeśli się dzieci urodzą (a na pewno się urodzą w ramach działania 500+), to spotka je taki los, jak te, które urodziły się wcześniej. Dzisiaj kończą one studia i nie mając pracy w Polsce, emigrują za granicę. Chodzi o to, aby praca była w Polsce, tu na miejscu. I dla dzieci, które urodzą się za kilka miesięcy, i dla dzieci, które się urodziły kilkanaście lat temu.

Jaki wpływ na polską gospodarkę i budżet mają imigranci z Ukrainy? Według niektórych, są oni ostatnią nadzieją dla zapewnienia świadczeń emerytalnych dla Polaków.

Ukraińcy (jeżeli tylko będą mieli szansę powrotu do własnej ojczyzny, w której będzie lepiej, a nie gorzej) nie będą czuli żadnych obligacji do pracowania na emerytury dla Polaków. Obywatele Ukrainy są u nas tylko dlatego, że w ich kraju dzieje się źle, ale gdy sytuacja ulegnie poprawie, zaczną pakować walizki. Polacy raz już tak podobnie zrobili. Wracali z głębokiej emigracji po 1988 roku, bo Polska była krajem największego cudu gospodarczego końca XX wieku. Z różnych miejsc na świecie wracali tutaj dlatego, że stworzono tu niebywałe możliwości. Ukraina stoi przed podobną szansą. Jeżeli ją wykorzysta, to jej obywatele będą wracali do siebie, a nie zostawali.

Jak Pan ocenia ogłoszony niedawno plan wicepremiera Morawieckiego? Czy czegoś w nim zabrakło?

Źródłem bogactwa jest praca, a nie wydawanie pieniędzy. Bez uwolnienia pracy od fiskalnych ciężarów i różnych administracyjnych ograniczeń nie ma mowy o tym, aby dobrobyt był trwały, a nie na kredyt.

W wywiadzie dla „Frondy” stwierdził Pan, że Polska nie potrzebuje nowych fabryk, bo te, które już istnieją, są jednymi z najnowocześniejszych w Europie. Co zatem jest potrzebne, aby wskrzesić polski przemysł? Czy reindustrializacja jest Polsce potrzebna?

Polski przemysł i polscy przedsiębiorcy są w stanie rozwinąć swoje przedsiębiorstwa i zatrudnić i na drugą, i na trzecią zmianę pracowników. Industrializacja Polski dokona się w wyniku przywrócenia wolności gospodarczej, a nie nakazu. Przedsiębiorcom trzeba zlikwidować wszystkie zasieki i pułapki, które mają na drodze do rozwijania swoich przedsiębiorstw, a których nie ma w innych krajach. Nie ma powodu, dla którego polski przedsiębiorca ma mieć dłużej podłączaną energię elektryczną do swojej fabryki niż przedsiębiorca niemiecki, któremu energię elektryczną podłączą w ciągu 28 dni. Nie musi płacić w dodatku łapówek. Jeśli obecny rząd nie poprawi w Polsce warunków i nie sprawi, że nie będą gorsze niż w Niemczech, a powinny być dużo lepsze, to nie będzie trwałej reindustrializacji.

Jak Pan ocenia pierwsze sto dni nowego rządu? Jakie zmiany rząd Beaty Szydło powinien wprowadzić jak najszybciej?

Liczę na nowe sto dni, podczas których rząd uwolni gospodarkę. Sukces przedsiębiorczych Polaków, który bez wątpienia po tej liberalizacji nastąpi, będzie największym atutem, umożliwiającym wygranie kolejnych wyborów. Bez sukcesu gospodarczego, nie będzie źródeł finansowania projektów socjalnych. Pieniądze pochodzą z realnej gospodarki, a nie z drukarni.