Banksterzy padają w ciszy

Przynajmniej trzy duże polskie banki są zagrożone upadłością. O kłopotach dwóch z nich już jest głośno na warszawskich salonach, ale sprawa ich ujawnienia jest przeciągana do końca jesieni. Po pierwsze, aby właściciele zdążyli ukryć majątek, a po drugie, by wina za pojawienie się kłopotów spadła na nowego szefa Komisji Nadzoru Finansowego. Trzeci bank stanie się niewypłacalny, jeżeli Sejm uchwali ustawę redukującą długi osób mających kredyty we frankach szwajcarskich. Ta ustawa – jeżeli powstanie – pozwoli również „zwalić” winę na rząd za wszystkie bankructwa w systemie.

„W 2016 r. upadnie kilka małych banków – co pozostanie bez wpływu na polski system finansowy – ale ich upadki nie będą efektem wprowadzenia podatku bankowego, a niewłaściwego zarządzania i nadzoru” – powiedział na początku marca wiceminister finansów Konrad Raczkowski i za swoją szczerość zapłacił stanowiskiem. „Nie ma żadnego ryzyka związanego z upadłością banków w Polsce” – uspokajał w Sejmie wiceminister finansów Leszek Skiba. Zapewnił, że nadzór nad sektorem działa dobrze, żaden bank nie ma postępowania naprawczego (te są tylko w SKOK-ach) i w ogóle jest super. Nie jest. Nie ma powodów do paniki, ale zaklinanie rzeczywistości i niedostrzeganie problemów może okazać się kosztowne.

Komisja Nadzoru Finansowego, Minister Finansów, Związek Banków Polskich – wszyscy oni prześcigają się w zapewnianiu nas, że polski system bankowy jest całkowicie stabilny i nic, ale to absolutnie nic mu nie zagraża. Przeciwne komunikaty pojawiają się tylko przy okazji działań polityków, gdy ci zamierzają trochę przykręcić śrubę dla instytucji, które zarabiały na frankowiczach. Nic dziwnego. Jakakolwiek przeciwna informacja np. ukazująca nie najlepszą sytuację finansową któregokolwiek z banków natychmiast wywołałaby panikę, szturm klientów na oddziały i w konsekwencji upadłość tego banku. Dlatego też dopóki istnieje choćby minimalna szansa, że dany bank może jakimś cudem się z kłopotów wydostać, to do ostatniej chwili będziemy zapewniani, że wszystko jest w najlepszym porządku, a nasze pieniądze są bezpieczne. Owszem są, ale tylko do kwoty 100 tys. euro (ok. 430 tys. zł) gwarantowanej przez państwo.

Przynajmniej trzy duże banki mają obecnie poważne kłopoty – wynika z informacji Gazety Finansowej. Dwa z nich ratuje wyłącznie kreatywna księgowość. KNF w pełni zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa i trzeba przyznać, że sporo robi. Ale głównie to, by odsunąć konieczność ogłoszenia przykrych wiadomości na koniec bieżącego roku. Dlaczego ten termin jest tak ważny? – Kończy się kadencja Jakubiaka i będzie już wtedy nowy szef KNF. Programy naprawcze, wymuszone przejęcia, nacjonalizacje czy upadłości nie będą więc naszą winą, ale „dobrej zmiany” – uśmiecha się nasz informator z politycznego otoczenia obecnego przewodniczącego KNF. Łatwo zrozumieć intencje Andrzeja Jakubiaka. To były podwładny Hanny Gronkiewicz-Waltz, który  – jak twierdzą nasi informatorzy – po zakończeniu kadencji ma zamiar powrócić na fotel wiceprezydenta Warszawy. Ogłoszenie dziś, że za rządów tej komisji dwa banki „wymsknęły” się nadzorowi, nie wpłynęłoby dobrze tak na prywatne kariery, jak i notowania PO, z którą kojarzone są obecne
władze KNF.

Właściciele (celowo nie precyzujemy czy chodzi o osoby fizyczne czy instytucje) zagrożonych banków dodatkowych kilka miesięcy spokoju chcą wykorzystać, aby ukryć jak największą część majątku przed wierzycielami. Nieco lepsza jest sytuacja trzeciego z zagrożonych banków. Ten ma jeszcze szansę ocaleć. W tej chwili jeszcze bezpośredniego zagrożenia dla płynności finansowej nie ma, choć jest na granicy. Jednak wewnętrzne analizy jednoznacznie pokazują, że wejście w życie w tym roku ustawy o pomocy frankowiczom skończy się gwałtownym upadkiem. – Nie mamy żadnych szans tego przetrwać. Mamy jeden z największych portfeli frankowiczów w Polsce, a zeszły rok był dla nas nie najlepszy. Dobrze, że bonusy zdążyli nam wypłacić [roczne premie w wysokości od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych – red.]. – mówi nasz informator z kierownictwa banku. Bank, o którym mowa ma jeszcze jasne zabezpieczenie – jego właścicielem jest duża zagraniczna instytucja finansowa. Szefowie liczą na pomoc, ale po cichu przyznają, że właściciel nie ma interesu politycznego i ekonomicznego w takiej pomocy. W prywatnych rozmowach zgodnie mówią, że perspektywa dokapitalizowania jest raczej mało realną perspektywą. Bardziej prawdopodobna jest już „nacjonalizacja” banku przez ratujący go rząd.

Dlaczego wspominamy tylko o jednym banku, podczas gdy opublikowany dopiero co komunikat KNF mówi aż o sześciu? Rozbieżność? Niekoniecznie. Analitycy Komisji nieoficjalnie przyznają, że choć większa ilość banków może mieć kłopoty po wejściu w życie ustawy, ale tak naprawdę tylko jeden będzie nie do uratowania – jest zbyt duży i ma zbyt duży portfel frankowiczów, żeby możliwe było jego przejęcie przez któryś z innych polskich banków.

————————————————

Więcej w najnowszej „Gazecie Finansowej”

E-wydanie: https://wogoole.pl/marzec/212-gazeta-finansowa-122016.html