Bluff Kapicy. Gdzie podział się szkodnik z Ministerstwa Finansów

Wiceminister finansów Jacek Kapica, uważany przez przedsiębiorców za największego szkodnika, odszedł ze stanowiska, ale chce pozostać urzędnikiem.

Jak dowiedziała się „Gazeta Finansowa” został przeniesiony do warszawskiej izby celnej. Wiceminister finansów i szef Służby Celnej Jacek Kapica (we wrześniu skończył 45 lat) to symbol ucisku urzędniczego rządów Platformy Obywatelskiej. Wprowadził do praktyki m.in. zmianę interpretacji prawa podatkowego i egzekwowanie go pięć lat wstecz. W ten sposób zniszczył doskonale rozwijający się polski przemysł produkcji karetek dla szpitali. Pojazdy obłożył akcyzą i ściągał ją 5 lat wstecz. Zarządził również, że kontrole podatkowe muszą być skuteczne – według urzędników w 80 proc. Sam Kapica przyznawał się do żądania „tylko” 50 proc. skuteczności. Można to porównać tylko z sytuacją, gdyby minister sprawiedliwości żądał od policji złapania określonej liczby przestępców. Teraz postanowił zagrać o przeżycie pod nową władzą. W listopadzie zrezygnował ze stanowiska podsekretarza stanu i pojechał na urlop. Próbuje docierać do polityków PiS z komunikatem, że jest apolitycznym fachowcem, znienawidzonym za bezwzględną walkę z nadużyciami. – Gdyby PiS go wziął, to w oczach przedsiębiorców by się pogrążył. Stał się dla nas uosobieniem urzędniczego zła. Dlatego nie spodziewam się, aby jego taktyka odniosła sukces – komentuje Cezary Kaźmierczak. Skutki działań Kapicy dla gospodarki i budżetu państwa są opłakane i będą ponoszone jeszcze przez lata. A symbolem jego kompetencji jest nasyłanie Służby Celnej, aby karała uczestników towarzyskich pokerów w akademikach za złamanie ustawy hazardowej.

Protegowany Sławomira Nowaka

Na stanowisko wiceministra finansów Kapica trafił w 2008 r. dzięki protekcji Sławomira Nowaka. Ta nieoficjalna informacja została potwierdzona na nagraniu rozmowy Nowaka z byłym wiceministrem finansów Andrzejem Parafianowiczem. Ostrzegał on Nowaka, aby nie szedł z problemami swojej żony, która miała kontrolę podatkową do niego. – Jedyne, co osiągniesz, to notatkę. Jego. Na ciebie – mówi. – (…) Przecież ja miałem z nim zawsze dobre relacje (…) – dziwi się początkowo Nowak, który przyzna później, że to on „ściągnął Kapicę na wiceministra finansów”. „Możesz być jego najlepszym kumplem, ale teczuszka z notatkami zawsze się przyda. To jest taki typ. I przypomina dalej, jak Kapica zeznawał w czasie afery hazardowej. – Przecież myśmy siedzieli, jak były te transmisje z komisji śledczej, (…) jak on zeznawał, nie. Pamięta to, wiesz, my trzymaliśmy za niego kciuki, oczywiście. Nie damy się, kur.. Proszę tu jest notatka z szesnastego. A z siedemnastego? Proszę”. Właśnie owe notatki, czy jak kto woli „haki” miały być powodem, dla którego PO utrzymywała Kapicę i cierpiała za niego uderzenia mediów opisujących kolejne wyczyny.

Wizerunek walczącego z korupcją i nadużyciami Kapica zaczął kreować sobie podczas tzw. afery hazardowej w 2009 r. Zawdzięcza go stenogramom z podsłuchów Ryszarda Sobiesiaka i Jana Koska. Hazardowi baronowie właśnie jego określali jako główną przeszkodę w napisaniu korzystnej dla nich ustawy. Tusk zrobił z niego uczciwą twarz rządu. Dano mu nawet ochronę osobistą BOR, aby pokazać, iż dba się o uczciwych urzędników.

Dziecko Unii Wolności

Tymczasem Kapica, jak bliżej przyjrzeć się jego działaniom okazuje się aktywnym uczestnikiem gry lobbystów o ustawę hazardową. Zaczynał karierę w polityce w Unii Demokratycznej, a później Unii Wolności. Jego promotorem był Zbigniew Bujak, który zrobił z niego swojego szefa gabinetu, gdy objął funkcję prezesa Głównego Urzędu Ceł. Po upadku rządu AWS-UW Kapica stracił pracę jako urzędnik i próbował bez sukcesów swoich sił jako przedsiębiorca w branży cateringowej. „Wszyscy się ślizgają z płatnościami. Żeby osiągnąć cel biznesowy, trzeba to zaakceptować. To nie dla mnie” – tłumaczył Kapica w jednym wywiadów. W 2004 r., gdy Marek Belka został premierem miał zadanie od Aleksandra Kwaśniewskiego zbudowania nowej formacji politycznej z połączenia dogorywającej Unii Wolności z SLD. Integracja tych środowisk pozwoliła Kapicy odzyskać urzędniczy etat. W 2006 r. za rządów PiS został szefem Izby Celnej w Szczecinie, dziś liczy właśnie, że tamte kontakty pozwolą mu zachować wysoką pozycję w strukturach resortu.

Ciekawym wątkiem jest fakt, że beneficjentami działań Kapicy, który walczył z rodzimym hazardem była i jest firma G-Tech mająca doskonałe układy z politykami UW. Tymi samymi, których tak dobrze znał Kapica. Ideą G-Tech jest zastąpienie automatów do gry, które Kapica konsekwentnie przez całą swoją kadencję likwidował, wideoloteriami organizowanymi przez państwowy Totalizator. G-Tech ma tak skonstruowaną umowę, że dostaje procent od wpływów Totalizatora.

Pod koniec lat 90. Kapica poznał się z Grzegorzem Bielowickim, także działaczem UW, ale również człowiekiem, który prowadzi interesy profesorowi Józefowi Blassowi (był jego pełnomocnikiem). W 2006 r. podczas śledztwa w Teksasie okazało się, że Blass otrzymał od G-Tech 20 mln USD (sic!) za m.in. monitorowanie polskiego rządu. Prof. Blass miał bowiem doskonałe kontakty z polskimi politykami (środowisko dawnej Unii Wolności). Nigdy nie wyjaśniono za co zapłacił G-Tech ogromne pieniądze. Kapica twierdzi, że nie kontaktował się z Bielowickim od 2007 r.

Nie potrafi jednak się wytłumaczyć dlaczego wspierał firmę G-Tech. W grudniu 2009 r. „Polska The Times” podała, że w latach 2008-2009 resort przygotował pięć wersji nowych rozwiązań ustawowych. Wszystkie projekty miały trzy wspólne cechy: zyskiwały na nich dwa podmioty – Totalizator Sportowy (TS) i współpracująca z nim amerykańska firma G-Tech. A za przygotowania tych projektów odpowiadał wiceminister finansów i szef Służby Celnej Jacek Kapica. Odmówił jednak wówczas odpowiedzi na pytania kto stworzył korzystne dla G-Tech prawo. Gdy informacje o działaniu MF w interesie Totalizatora i G-Techu zaczęły trafiać do CBA, zapisy o wideoloteriach w tajemniczy sposób nagle zniknęły z projektu ustawy hazardowej.

Na wojnie z automatami o niskich wygranych państwo straciło minimum 6 mld zł budżetowych wpływów (jedna czwarta pieniędzy potrzebnych na rządowy program 500 zł na dziecko). Gdy w 2012 r. Europejski Trybunał Sprawiedliwości uznał, że polskie prawo hazardowe (zwane lex Kapica) zostało uchwalone z naruszeniem prawa europejskiego, doszła jeszcze kwestia odszkodowań za nielegalnie likwidowane automaty, które branża szacuje na kilkanaście miliardów złotych. Podobny los może spotkać kolejną ustawę z września 2015 r., która prawdopodobnie także zostanie zaskarżona do ETS.

Wróg przedsiębiorców

Obsesja niszczenia przedsiębiorców nie ograniczyła się w wypadku Kapicy tylko do branży hazardowej. Była też prawidłowość, ta sama co w wypadku właścicieli automatów. Na działalności Kapicy zyskiwały zagraniczne firmy. Kompletnie niezrozumiałe było uderzenie w producentów pojazdów sanitarnych (karetek). Wygrywaliśmy konkurencję z zagranicznymi koncernami jakością i niską ceną. I chociaż prawo podatkowe nie zmieniło się, to Kapica uznał, że karetka nie jest już pojazdem specjalistycznym, ale osobowym i przez to podatek akcyzowy trzeba płacić. Nie przeszkadzały mu w kontynuowaniu tych działań wyroki sądu jak np. Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach ze stycznia tego roku.: „[działania ministra Kapicy – przyp. Red.] doprowadziły w istocie do nieuprawnionego poszerzenia katalogu wyrobów akcyzowych, a tym samym do naruszenia art. 217 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stanowiącego, że nakładanie podatków (…) następuje w drodze ustawy”.

Podobnie potraktowano branżę spirytusu skażonego. Polscy producenci zaczęli być systematycznie niszczeni ulubioną bronią ministra – pobieraniem niby zaległej akcyzy, której dotychczas nikt nie wymagał. Tym razem jednak wynik tej walki nie jest tak oczywisty. Skutek? W 2014 r. import skażonego spirytusu przemysłowego z UE do Polski wzrósł blisko trzykrotnie. Czyli zamiast zarabiać i wytwarzać w Polsce tworzymy – dzięki Kapicy – miejsca pracy za granicą.

Ostatnią ofiarą zmiany interpretacji przepisów przez podległą Kapicy skarbówkę są firmy, które straciły w 2008 r. w czasie kryzysu miliony złotych na tzw. opcjach walutowych. Na początku 2009 r. złoty gwałtownie osłabł skutek był taki, że duża część z firm splajtowała, ale części udało się powoli spłacić zadłużenie i wyjść na prostą. W szeregu firm, które zaliczyły koszty spłaty opcji do wyniku firmy wybuchła panika, bo urzędy skarbowe zakwestionowały tę praktykę i rozpoczęły ściągnie zaległych podatków 5 lat wstecz.

– Wiceminister Kapica w czasie swoich rządów stał się ucieleśnieniem urzędniczej pychy, arogancji, szkodnictwa, działań wrogich, niezrozumiałych, antyspołecznych – wszystkich negatywnych działań ministerstwa finansów przez urzędników. On ich kreował, wymuszał (są na to dowody w postaci notatek z narad) działania. Tych których nie chcieli się stosować do jego pokrętnych interpretacji usuwał ze stanowisk. Bez wątpienia mocno się przyczynił do tego, że postrzeganie Platformy jest dziś takie a nie inne – podsumowuje Kaźmierczak. Pozostaje mieć nadzieję, że nie uda mu się nikogo nabrać na opowieści o apolitycznym fachowcu niszczonym za dbanie o państwo. Z drugiej strony, gra na zwłokę – w jego wypadku ma sens. Im dłużej pozostanie w resorcie, tym więcej notatek napisze.

——

 

 

 

 

 

Jan Piński

Dziennikarz z 18-letnim stażem. Były szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, a także były redaktor naczelny "Uważam Rze". Aktualnie naczelny "Gazety Finansowej" i gf24.pl. Z zamiłowania szachista (były wicemistrz Europy juniorów). Motto: dziennikarz nie pisze co wie, ale zawsze wie co pisze.