Branża mięsna czeka na zmianę koniunktury

Bieżący rok obfituje w rekordową ilość czynników, wpływających negatywnie na działalność krajowych zakładów mięsnych. Analitycy wieszczą sektorowi falę upadłości, czołowy gracz rynku zapowiada zwolnienia grupowe, a po Europie rozprzestrzenia się nowy wirus zagrażający bydłu. To jednak dopiero początek kłopotów.

Łukasz Rawa – Na wizerunek branży mięsnej fatalnie wpłynęła afera solna. Co prawda okazało się, że sól odpadowa trafiała nie tylko do produkcji wędlin, jednak przekaz, jakoby właśnie przetwory mięsne były produktem szczególnie niebezpiecznym, przez kilka dni dominował w mediach. To wystarczyło, żeby nadszarpnąć, budowaną latami przez polskich producentów reputację w oczach konsumentów w kraju oraz na rynkach zagranicznych. Jest jeszcze za wcześnie, aby ocenić, w jakim stopniu odbije się to na rentowności przedsiębiorstw z branży.

Trudności z eksportem poza UE
Dodatkowe problemy z eksportem mogą pojawić się w związku z epidemią wirusa ze Schmallenbergu. Rosja, która jest czołowym odbiorcą polskiego mięsa, zapowiedziała już wprowadzenie od 20 marca tymczasowego zakazu importu bydła, owiec, kóz oraz trzody chlewnej z Unii Europejskiej. Jak zauważają analitycy agencji FAMMU/FAPA, rozszerzenie embarga na trzodę chlewną jest zaskakujące, ponieważ wirus ze Schmallenbergu nie atakuje świń. Jednak Rosselkhoznadzor powołuje się na niespełnianie przez stronę unijną rosyjskich wymogów w zakresie eksportu żywca trzody chlewnej do Rosji oraz brak odpowiednich gwarancji dotyczących bezpieczeństwa wysyłanych zwierząt.

Nastały chude lata
Na rynku krajowym też jest ciężko. W związku z wysokimi cenami surowca mięsnego, przetwórcy chcieliby podnieść ceny w detalu. Jednak nie mogą tego zrobić, ponieważ konsument nie udźwignąłby drastycznego skoku cen, zaś małe podwyżki nie rekompensują w zadowalającym stopniu strat. W tej sytuacji stosunkowo najlepiej odnajdują się liderzy rynku. Natomiast drobne podmioty balansują na krawędzi opłacalności. Zwłaszcza, że to właśnie one są najmocniej narażone na szkodliwy wpływ szarej strefy, która według obserwatorów rynku działa na ogromną skalę. Tymczasem na polu walki z nielegalnym handlem nie dzieje się nic.

Nieunikniona konsolidacja?
Warto też zwrócić uwagę, że na sytuację producentów mięsa i wędlin ma wpływ ogólne osłabienie koniunktury makroekonomicznej. Branża mięsna nie cieszy się dobrą opinią wśród banków i instytucji finansowych. To jeden z powodów, dla których procesy konsolidacyjne zachodzą w niej bardzo powoli. Jak zauważa Tomasz Łączyński, prezes Zakładów Mięsnych Pekpol Ostrołęka – podmiotów jest dużo, a marże produktów są bardzo niskie. Do tego dochodzi niestabilność i duże wahania cen surowca. Nic nie wskazuje na to, żeby w 2012 r. coś się miało w tych kwestiach zmienić. Dlatego polskie firmy mięsne ostrożnie planują inwestycje. Niewielu graczy rozważa przejęcia, choć zdarzają się wyjątki, takie jak np. PKM Duda czy Grupa Drosed. Przeważnie jednak zakłady koncentrują się na rozwijaniu potencjału, który tkwi jeszcze w optymalizacji zarządzania, w informatyce, logistyce i handlu. Pod względem wyposażenia parków maszynowych, wydajności i technologii produkcji krajowi producenci nie odstają już w tej chwili od przedsiębiorstw w wysokorozwiniętych
krajach Europy.

 

Autor jest dziennikarzem strony portalspozywczy.pl