Cargill-MacMillan – autentycznie wielcy

Możliwe, że słynna amerykańska rodzina Cargill – MacMillan nie jest najbogatszą dynastią na świecie, choćby z tego względu, że póki co, zarówno Rockefellerowie jak i Rotschildowie z pewnością radzą sobie całkiem nieźle, niemniej fakt pozostaje faktem, że, oficjalnie przynajmniej, nikt tak jak oni właśnie nie może poszczycić się tym, że aż 14 z obecnie żyjących na Ziemi miliarderów to któryś z nich.

Popatrzmy choćby na, co jest powszechnie wiadome, najbogatszych z nich, a więc Waltonów – tych cwaniaków od Wal-Marta. Ich szacowany na dziś majątek wynosi niemal 150 miliardów dolarów, natomiast jeśli uwzględnić tych, co się owymi miliardami podzielili, jest tylko sześcioro. Weźmy takich Kochów. Ci mają wprawdzie zaledwie połowę tego, co się udało zebrać Waltonom, no ale ich za to jest już tylko czwórka. Podobnie, Forrest junior, Jacqueline i John Marsowie również zarobili dotychczas więcej od Cargillów i MacMillanów, jednak w ich wypadku mamy tylko to rodzeństwo i na nich koniec. W przypadku klanu Cargill – MacMillan mamy do czynienia z czymś pod każdym względem autentycznie wielkim. Bezpośrednio w biznes zaangażowane są 23 osoby, z czego, jak już to zostało zauważone, 14 to miliarderzy. Popatrzmy więc na nich:

  1. Pauline MacMillan Keinath – $5,8 mld
  2. Whitney MacMillan – $4,7 mld
  3. Gwendolyn Sontheim Meyer – $3,7 mld
  4. Austen Cargill, II – $3,3 mld
  5. James Cargill, II – $3,3 mld
  6. Marianne Liebman – $3,3 mld
  7. Sarah Chaney – $1,6 mld
  8. Alexandra Daitch – $1,6 mld
  9. Lucy Stitzer – $1,6 mld
  10. Katherine Tanner – $1,6 mld
  11. Cargill MacMillan, III – $1 mld
  12. John MacMillan – $1 mld
  13. Martha MacMillan – $1 mld
  14. William MacMillan – $1 mld

Największa prywatna korporacja

Skoro już wiemy, z kim mamy do czynienia, przyjrzyjmy się samemu biznesowi. Otóż, to co jest tu niezwykle ciekawe, i co się rzuca w oczy niemal w jednej chwili, to fakt, że najbogatsza z nich wszystkich Pauline MacMillan Keinath, na liście Forbesa zajmuje bardzo dalekie, dopiero 254 miejsce, co by mogło wskazywać na to, że Cargill to biznes taki sobie. Tymczasem firma, o której mówimy, jest dziś największą prywatną korporacją w całych Stanach Zjednoczonych. Szacuje się, że gdyby właściciele Cargilla zdecydowali się wejść na giełdę, z aktualnym obrotem w wysokości 138 miliardów dolarów, firma zajmowałaby dziewiąte miejsce w kraju za Valero Energy, a przed Ford Motor Company. I zagadki owej niezwykłej skromności Cargillów i MacMillanów nie wyjaśnia nawet fakt, że przez ową niechęć do emisji aukcji, swój wzrost firma zawdzięcza przede wszystkim reinwestowaniu dochodów (dziś stanowi to jakieś 80 proc. z owych zarabianych przez nich każdego roku miliardów), co siłą rzeczy musi mieć wpływ na osobistą sytuację finansową każdego z nich.

Czołowi eksporterzy zboża

Bo proszę zwrócić uwagę, o czym my tu dziś rozmawiamy. Cargill to firma, która zatrudnia dziś 140 tysięcy osób w 68 krajach na świecie, w tym również jak najbardziej w Polsce, i odpowiada za 25 proc. całego amerykańskiego eksportu zboża. To nikt inny jak Cargill również pokrywa 22 proc. całego krajowego zaopatrzenia w mięso, będąc jednocześnie praktycznym monopolistą w imporcie argentyńskiej wołowiny. To nikt inny jak Cargill jest największym producentem drobiu w Tajlandii. To przez Cargilla przechodzą wszystkie jajka serwowane w restauracjach McDonalda w Stanach Zjednoczonych. To nikt inny jak Cargill wreszcie jest jedynym w Stanach Zjednoczonych producentem specjalnie wytwarzanej soli, która jest stosowana na amerykańskim rynku fast foodów.

Własność rodzinna

Ponieważ ponad 85 proc. wartości firmy znajduje się w rękach rodziny, Cargill pozostaje interesem wzorowo zamkniętym. Efektem tego jest to, że swój wzrost Cargill zawdzięcza w ogromnej większości systematycznemu reinwestowaniu zysków, a nie finansowaniu z zewnątrz. Co również warte podkreślenia, od wielu lat bezpośredni zarząd nad firmą rodzina zleca ludziom spoza klanu, takim jak Gregory R. Page, Warren Staley, czy obecny CEO David W. MacLennan i to oni się głównie zajmują budowaniem sukcesu korporacji. Jeśli spróbujemy prześledzić publiczną działalność i karierę osób, które są uważane za właścicieli firmy i uda nam się uzyskać tu jakiekolwiek informacje – co jest właściwie praktycznie niemożliwe – jedyne czego się ewentualnie dowiemy, to to, że ktoś tam jeździ na koniu, kto inny spędza czas na swoim rancho, a jeszcze kto inny jest w ogóle nikim i jeśli się go prosi o rozmowę, to oświadcza, że nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Która więc z osób ściśle reprezentujących rodzinę trzyma na tym interesie rękę? Nie wiadomo. Prezesem Cargilla jest poprzedni CEO, Gregory R. Page, natomiast obecnym CEO, jak już wspomnieliśmy, jest człowiek nazwiskiem David W. MacLennan, który ukończywszy 65 rok życia, zgodnie z tradycją, zostanie zastąpiony przez kogoś innego – również zgodnie z tradycją – nie będącego członkiem klanu.

Produkty rolne

Na czym więc ów biznes się opiera? Cargill to przede wszystkim handel zbożem i innymi produktami rolnymi, oraz ich dystrybucja. Poza tym, firma zajmuje się hodowlą bydła, przetwórstwem, oraz produkcją pasz. Nieco z dala od podstawowego terenu działań, znajdują się tak różne interesy jak handel energią z jednej strony, czy zarządzanie ryzykiem na rynku nieruchomości.

Początki biznesu

Firma została założona w roku 1865 przez Williama W. Cargilla, szkockiego emigranta, który chwilę po tym, jak kupił duży magazyn zbożowy w Conover w stanie Iowa, do pomocy wziął swojego brata Sama i w ten sposób powstała lokalna firma pod bardzo adekwatną nazwą W.W. Cargill & Brother. Już razem zaczęli stawiać kolejne magazyny plus wielki tartak. W roku 1875 Cargill przeniósł się do La Crosse w stanie Wisconsin, ze względów strategicznych miejsca wręcz idealnego, a do rodzinnego interesu przystąpił kolejny brat, James. W roku 1887 Sam Cargill opuścił La Crosse i udał się do Minneapolis, by stamtąd zarządzać interesem. Kilka następnych lat to seria zdecydowanych ruchów, które ostatecznie doprowadziły do powstania odpowiednio dużej firmy o nazwie W.W. Cargill Company of La Crosse, Wisconsin. Rok 1898 uważany jest za początek projektu znanego pod nazwą Cargill – MacMillan. To wtedy właśnie do Cargilla zgłosili się niejaki John H. MacMillan senior z bratem Danielem i zaproponowali chęć współpracy. Nie trzeba było długo czekać, kiedy John MacMillan poślubił najstarszą córkę szefa, Ednę i tak powstała rodzina, którą znamy do dziś.

Pierwszy kryzys w firmie

Po śmierci Sama Cargilla w roku 1903 samodzielne właścicielstwo nad La Crosse przejął William, natomiast John MacMillan przeprowadził się z rodziną do Minneapolis i objął stanowisko głównego dyrektora w Cargill Elevator Company. W roku 1909 zmarł William Cargill, co z powodu długów, jakie zostawił, spowodowało ciężki kryzys w firmie, MacMillan jednak stopniowo wyprowadził interesy na prostą ścieżkę i to wnukami jego synów, Johna H. MacMillan juniora, Cargilla MacMillana seniora, oraz najmłodszego szwagra Austena S. Cargilla I są niektórzy z dzisiejszych współwłaścicieli firmy.

Żywiciele całego świata

John MacMillan zarządzał firmą do roku 1936. Pod jego kierownictwem, z kolejnymi oddziałami w Nowym Jorku, ale również w Kanadzie, Ameryce Łacińskiej i w Europie, działalność przedsiębiorstwa przestała być wyłącznie lokalnym projektem i dziś, mimo że on sam już dawno nie żyje, Cargill żywi świat z takim sukcesem, z jakim prawdopodobnie nikt tego nie robił przed nim i niewykluczone, że nikt już później.

Zatruta żywność

No ale skoro już doszliśmy do owego żywienia ludzkości, a więc oficjalnie podstawowego celu, z jakim Cargillowie i MacMillanowie wędrują po świecie, przyjrzyjmy się może nieco uważniej, jak owo żywienie wygląda. Oto w roku 2005 międzynarodowa organizacja działająca pod nazwą International Labor Rights Fund wniosła sprawę w sądzie w Stanach Zjednoczonych przeciwko Cargillom, ale przy okazji również Nestlé i innemu gigantowi na rynku Archer Daniels Midland, w imieniu dzieci, które były przemycane z Mali na Wybrzeże Kości Słoniowej i tam na plantacjach kakaowca zmuszane biciem do pracy za darmo od 12 do 14 godzin dziennie niemal bez jedzenia i snu. Również pojawiały się zarzuty, że będąc głównym odbiorcą bawełny z Uzbekistanu, Cargill toleruje fakt, że również tam wykorzystuje się pracę dzieci, w dodatku w systemie, gdzie łamane są ich podstawowe prawa.

Skandale w firmie

Wystarczy zresztą prześledzić całą aktywność organizacji Cargill – MacMillan, by odnieść wrażenie, że dokładnie z tą samą intensywnością, z jaką każdy z jej współwłaścicieli – i to niezależnie od tego, czy mówimy o Cargillu, czy MacMillanie, Liebman, Stitzer, czy Daitch – robi wszystko, by świat nie znał ani jego aktywności, ale nawet twarzy ani choćby wieku, pojawiają się informacje na temat przeróżnych skandali, jakie stają się udziałem firmy. Można odnieść wrażenie, że im mniej wiemy na temat tego, kim tak naprawdę są Daitch, Stitzer, czy Liebman, tym więcej rozumiemy, dlaczego im wszystkim tak bardzo zależy, by nikt z nas nie wiedział o nich nic.

Wysyłanie zboża do Iraku

Przyglądajmy się więc jeszcze przez chwilę temu, z czym oni mogą mieć faktyczny problem. Oto w roku 1971, na specjalne życzenie prezydenta Saddama Husaina, Cargill sprzedał Irakowi 63 tysiące ton zboża. Za zgodą Cargilla wysłane do Iraku ziarno zawierało, używaną gdzieniegdzie, jako jeden z pestycydów, a w wielu krajach zakazaną, silnie trującą metylortęć. Transport wprawdzie był oznaczony czerwonymi znakami ostrzegawczymi oraz informacją, że ziarno nie może być wykorzystywane do produkcji żywności, ale jedynie w rolnictwie, ponieważ jednak napisy były sporządzone wyłącznie w językach angielskim i hiszpańskim, jako informacja dla pracowników portów, kto miał to co tam było napisane zrozumieć, zrozumiał, natomiast reszta została z własnymi marzeniami. Ponieważ ziarno Cargilla zostało nieszczęśliwie rozdystrybuowane dopiero pod koniec sezonu, spowodowało to, że wielu rolników postanowiło to, czego nie zdążyli wykorzystać, sprzedać na lokalnych rynkach po bardzo niskich cenach. Produkt trafił więc głownie do biednych Irakijczyków, którzy albo nie potrafili odczytać owych ostrzeżeń, lub po prostu je zlekceważyli. W efekcie doszło do autentycznego nieszczęścia i wedle niektórych szacunków rtęcią zatruły się tysiące ludzi, z czego co najmniej 650 zmarło.

Zawieszenie licencji

W październiku 2007 roku Cargill wycofał z rynku 850 tysięcy mrożonych hamburgerów wyprodukowanych w jednej ze swoich fabryk w Butler w stanie Wisconsin. Jak się okazało, hamburgery, sprzedawane głownie w supermarketach Wal-Mart, były skażone bakterią coli. Podobnie, w marcu 2009 roku, także ze względu na skażenie bakterią coli, Australia czasowo zawiesiła Cargillowi licencje na import mięsa do Japonii i do Stanów Zjednoczonych. W sierpniu 2011 roku, na żądanie Ministerstwa Rolnictwa Stanów Zjednoczonych, Cargill wycofał ze sprzedaży niemal 20 milionów kilogramów mielonego mięsa z indyka wyprodukowanego w Springdale w stanie Arkansas, ze względu na podejrzenie salmonelli. Jak się okazało, wykryta w produkcie Cargilla bakteria była odporna na wszelkie powszechnie stosowane antybiotyki. We wrześniu 2011 roku, również w obawie przed skażeniem salmonellą, Cargill wycofał kolejne 100 tysięcy kilogramów produkowanego przez siebie w tym samym zakładzie mielonego mięsa z indyka. W roku 2012 Wydział Zdrowia stanu Vermont zanotował 10 przypadków zatrucia salmonellą skutkiem spożycia produkowanej przez Cargilla mielonej wołowiny. W reakcji na te doniesienia, Cargill wycofał z rynku 15 tysięcy kilogramów mięsa.

Prywatna potęga

I tego typu historie można by było mnożyć, lepiej jednak będzie, jeśli skupimy się na tym, co wydaje się być tu kwestia podstawową, a więc tym, że z jednej strony mamy całą gromadę jakiś miliarderów, o których nie wiemy dosłownie nic, a z drugiej fakt, że Cargill – jako firma, bo o ludziach trudno nam naturalnie rozmawiać – zdecydował, że pozostanie przedsięwzięciem ściśle prywatnym, czego jedną z wielu, ale bardzo znaczącą korzyści będzie to, że jako takie, nie będzie zobligowane do publicznego przekazywania na swój temat jakichkolwiek informacji ponad te, które sam uzna z odpowiednie do upublicznienia.

Władcy życia i śmierci

Realnym jak najbardziej efektem tej sytuacji jest to, że kiedy któregoś dnia dojdzie do autentycznego nieszczęścia i skutkiem działalności firmy połowa ludności świata umrze z powodu jakiejś zarazy, czy z jakiejkolwiek innej przyczyny, o której dziś nawet nie mamy pojęcia, nikt z rodziny nie poniesie za to jakiejkolwiek odpowiedzialności, nie oszukujmy się. Żeby dobrze żyć, wcale nie trzeba mieć na koncie 50 miliardów dolarów. Jeden wystarczy w zupełności. Wystarczy choćby i pół.