Cena milczenia. Jak NCK płaciło Tomaszowi Lisowi za ukrywanie mobbingu

Zlecenie organizacji dwóch debat za 61,5 tys. zł dla Glob360, spółki będącej właścicielem portalu NaTemat.pl, a także ponad 60 tys. zł dla trójki pracujących tam dziennikarzy – przekazało Narodowe Centrum Kultury (NCK). Intratne zlecenia na ponad 120 tys. zł poprzedziło usunięcie z portalu tekstu opisującego znęcanie się nad pracownikami (mobbing) przez kierownictwo tej państwowej agendy.

Narodowe Centrum Kultury to instytucja działająca przy Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dysponujące dziesiątkami milionów złotych rocznie NCK przyznaje pieniądze wybranym artystom i przedsięwzięciom kulturalnym. Według pracowników publiczne pieniądze trafiają do ludzi, którzy cieszyli się sympatią dyrekcji lub były zaprzyjaźnione ze środowiskiem rządzącej Platformy Obywatelskiej.

Kat na trzy litery

Dramat kobiet opisanych w artykule Mariusza Gierszewskiego „Nazywał je ladies. Zarzuty o mobbing w Narodowym Centrum Kultury” zaczął się, gdy założyły związek zawodowy i wniosły do dyrekcji o ujawnienie listy płac. Dyrekcja miała kategorycznie odmówić ujawnienia jej, a w ramach odwetu pracownice miały być poniżane i zastraszane. Jedna z nich ze zdiagnozowaną depresją wylądowała na zwolnieniu lekarskim. Dyrekcja zdecydowała się też zlikwidować Dział Rozwoju Kultury, w którym pracowały kobiety. Wicedyrektor NCK, pytany o te zarzuty przez red. Gierszewskiego, przekonywał, że nie znał przypadków szykanowania i dyskryminacji ze względu na prowadzoną działalność związkową.

– Jak wchodziłam na spotkanie Pan dyrektor najpierw komentował mój strój, moje ubranie, mój zegarek. Sprowadzał mnie do tej roli sukienki i zegarka i wtedy zaczynał rozmowę. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Byłam już w takim stanie, że po telefonie od Pana dyrektora lub po rozmowie z nim lądowałam w toalecie i wymiotowałam. Wpadłam w depresje, nie spałam, schudłam 10 kilo w ciągu 2 miesięcy – opowiedziała dziennikarzowi jedna z pracownic Narodowego Centrum Kultury. Inne zgłaszały, iż były zastraszane, nękane i ośmieszane przez przełożonych.

Artykuł Gierszewskiego wzbudził spore zainteresowanie, ale sprawa szybko została wyciszona. Opublikowany w lipcu 2014 r. tekst mimo pierwszej interwencji dyrekcji NCK nie był w żaden sposób zmieniany. Miesiąc później Gierszewski zdecydował się opuścić redakcję NaTemat.pl. Jak twierdzi, pytany przez nas, była to jego osobista decyzja. Pytany o zakończenie współpracy z dziennikarzem redaktor naczelny NaTemat.pl – Tomasz Machała, syn posłanki PO Joanny Fabisiak odpisał nam, iż: – była to decyzja Mariusza Gierszewskiego o przejściu do prasy i rozwijaniu dziennikarstwa śledczego w DGP (Dzienniku Gazecie Prawnej – red.). Przyjąłem ją ze smutkiem – kwituje.

Niedługo po jego odejściu artykuł opisujący historię pracownic NCK zniknął z portalu Tomasza Lisa. Został usunięty również z archiwum, a razem z nim zniknęły wszystkie wyniki wyszukiwania w przeglądarkach internetowych. Dlaczego? – Drobiazgowe wyjaśnianie sprawy przez nasz zespół doprowadziło do wniosku, że tekst ma pewne braki, których z powodu nieobecności M. Gierszewskiego w redakcji nie dało się poprawić – przekonuje nas Tomasz Machała.

Sam Gierszewski nie krył zaskoczenia. – Gdy byłem w redakcji nie było żadnych rozmów o usunięciu artykułu – mówi dziennikarz. –O usunięciu artykułu dowiedziałem się od znajomych po fakcie. Sprawy jednak nie chce komentować.