Cena spokoju. Jak Narodowe Centrum Kultury ucisza swoich krytyków

Krytykujący Narodowe Centrum Kultury (NCK) dziennikarz „Gazety Wyborczej” otrzymał kontrakt na wydanie książki od państwowej instytucji. Zaprzestał krytyki. Dyrekcja NCK miała też wyciszyć sprawę – opisywanego w mediach mobbingu – na polecenie ówczesnego ministra kultury w rządzie PO – Bogdana Zdrojewskiego.

cena spokoju

Wojciech Orliński, dziennikarz „Gazety Wyborczej” i przewodniczący związku zawodowego NSZZ „Solidarność” działającego w Agorze (spółka wydająca gazetę), po krytycznym artykule pod adresem NCK, otrzymał od tej instytucji kontrakt na wydanie książki. Umowę przyjął. Od tego czasu zaprzestał krytyki NCK, a dwa tygodnie temu trafiła do sprzedaży jego książka „Polska nie istnieje”.

NCK, agenda działająca przy Ministerstwie Kultury, finansująca inicjatywy kulturalne, wsparła festiwal, organizowany przez swoją byłą wicedyrektor, która odeszła z z pracy po aferze mobbingowej, kwotą 500 tys. zł. „Gazeta Finansowa” dotarła do dokumentów, z których wynika, że prześladowane pracownice NCK wielokrotnie prosiły kierownictwo o pomoc i interwencję. Dyrektor NCK Krzysztof Dudek miał jednak, na polecenie ministra Zdrojewskiego, zapobiec wszczynaniu postępowania antymobbingowego.

Czytelna aluzja krytyka

„Narodowe Centrum Kultury, instytucja zacna i ze wszech miar potrzebna, wśród swoich licznych projektów ma serię utworów fantastycznych, drukowanych pod szyldem „Zwrotnice czas”. Są to dywagacje na temat alternatywnych dziejów naszego narodu. Zaczęło się nawet nie najgorzej (…). Potem jednak ukazywały się tam rzeczy, które czytałem z mieszaniną niesmaku i zdumienia” – tak rozpoczyna się artykuł dziennikarza „Gazety Wyborczej” Wojciecha Orlińskiego z 3 października 2012 r. zatytułowany „Ateista kontra katolik, czyli Orbitowski i prawo Poego”.

Orliński z nieskrywanym niesmakiem krytykuje w niej wydaną przez NCK książkę „Ogień”, jako „idealnie sprofilowaną pod potrzeby skrajnie prawicowego dyskursu”. W tekście szydzi, że w wydanej przez państwową instytucję książce bohater pozytywny to „konserwatywny katolik” a negatywny „wredny libertyn, egoista i ateusz, jak możemy mniemać, wyborca Platformy”, który staje się „ubekiem”.

Na koniec swojego artykułu dziennikarz „Gazety Wyborczej” złożył niecodzienną ofertę. Napisał, że gdyby sam otrzymał propozycję na wydanie książki z NCK wymyśliłby coś pasującego do tej serii. Dyrekcja NCK aluzję zrozumiała i dostał on ofertę wydania swojej książki.

Książka dziennikarza „Gazety Wyborczej” „Polska nie istnieje” miała swoją premierę dwa tygodnie temu. Ile pieniędzy trafiło do autora? Wojciech Orliński nie odpowiedział na nasze pytania. Także NCK, mimo próśb, nie udzieliło nam informacji o wynagrodzeniu dla dziennikarza. Na stronie NCK znaleźć można natomiast ogłoszenie przetargu na druk książki Orlińskiego z 16 września 2015 r. Tylko na ten cel NCK przeznaczyło 12,5 tys. zł. Nowych artykułów krytykujących działania NCK autorstwa Orlińskiego próżno szukać.

O czym milczy NaTemat

W poprzednim numerze „Gazety Finansowej” opisaliśmy sprawę znikającego artykułu w portalu NaTemat.pl należącego do Tomasza Lisa. Przypomnijmy: po usunięciu ze stron artykułu Mariusza Gierszewskiego, który opisywał stosowany wobec pracownic NCK mobbing, Narodowe Centrum Kultury podpisało z właścicielem portalu – spółką Glob 360 umowy na poprowadzenie dwóch debat za co spółka stała się bogatsza o 61,5 tys. zł. Ponadto trójka dziennikarzy NaTemat.pl otrzymała łącznie ponad 60 tys. zł w ramach umów podpisanych z NCK. Jeden z nich – Wojciech Engelking po publikacji przyznał, że propozycję ws. pisania „tekstów o kulturze za dobre pieniądze” otrzymał nie od NCK, ale od swojego przełożonego w redakcji. „Debata”, za którą NCK zapłaciło 31,5 tys. zł spółce Lisa polegała na nagraniu godzinnej rozmowy redaktora naczelnego Tomasza Machały z trójką gości i wrzuceniu jej do internetu. Na kanale youtube w momencie pisania tekstu spróbowało obejrzeć „debatę” „Kultura i rozwój” … 645 osób, z czego większość w ostatnich dniach, po aferze jaka rozpętała się po
naszym tekście.

To właśnie opisywana w znikającym artykule NaTemat.pl wicedyrektor NCK – Katarzyna Mazurkiewicz i jej mąż Michał Merczyński, dyrektor Narodowego Instytutu Audiowizualnego są jedynymi z największych beneficjentów wsparcia NCK w tym roku.

Mazurkiewicz zaangażowana jest w organizacje „Malty”. To coroczny festiwal artystyczny organizowany w Poznaniu. – Fundacja Malta realizuje Festiwal Malta, w ramach którego organizowany jest Generator Malta – tłumaczy pytana przez „Gazetę Finansową” Mazurkiewicz, która jest kuratorką projektu. Dyrektorem festiwalu jest jej mąż Michał Merczyński.

Festiwal organizowany przez oskarżaną o mobbing byłą wicedyrektor NCK i jej męża w tym roku otrzymał rekordową pomoc od jej byłych kolegów. NCK podpisało z Fundacją Malta porozumienie, na mocy którego zobowiązało się do współrealizacji opery (za 452 tys. zł) oraz wystawy plakatów (za 48 tys. zł). Łączne zaangażowanie NCK wyniosło pół miliona złotych, a fundacji będącej organizatorem zaledwie 154 tys. Jak zapewnia nas rzecznik NCK – wykonawcą przedsięwzięcia nie była Fundacja Malta.

Ponadto Mazurkiewicz została 18 listopada br. wicedyrektorem TVP Polonia. W radzie programowej TVP Polonia zasiada matka redaktora naczelnego NaTemat.pl Tomasza Machały – Joanna Fabisiak, posłanka Platformy Obywatelskiej. W jakim trybie została wybrana wicedyrektorem TVP Polonia? – W wyniku weryfikacji kompetencji – twierdzi Mazurkiewicz, ale nie wyjaśnia więcej. Sama stacja od lat wzbudza kontrowersje. Polonijni dziennikarze (np. Mariusz Max Kolonko) zarzucają jej, że jest kontrolowana przez ludzi PO i nie spełnia swojej misji.

Za drzwiami NCK

„S……”, „jesteście po…”., „prze…”, „s…”.., „niech s…”, „mam rzyg emocjonalny” – w ten sposób – według byłych pracownic NCK – miała zwracać się do podwładnych wicedyrektor NCK Katarzyna Mazurkiewicz.

16 stycznia 2012 r. do dyrektora NCK wpłynęło pismo dot. mobbingowania pracownic przez jego zastępczynię. Następnego dnia Mazurkiewicz złożyła wniosek o udzielenie urlopu w wymiarze 33 dni, na co dyrektor Krzysztof Dudek wyraził zgodę. Do pracy już jednak nie wróciła. 19 stycznia 2012 r., będąc na urlopie, wicedyrektor NCK złożyła wypowiedzenie umowy o pracę z trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia. Od dyrekcji otrzymała zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy w okresie wypowiedzenia.

18 stycznia w trakcie spotkania prześladowanych pracownic z dyrektorem miał on stwierdzić, iż „minister (Bogdan Zdrojewski – red.), ustami Pani dyrektor Jarmoszuk, polecił mi załatwić tę sprawę, wskazując, że życzeniem pana ministra jest to, żeby sprawa nie nabierała jakiegoś dalszego toku, w sensie jakiegoś wszczynania postępowania. (…) Mam obowiązek przygotowania pisma do Ministerstwa, jak ta sprawa została zakończona”.

Cytat ten pojawił się również w artykule Mariusza Gierszewskiego „Nazywał je ladies. Zarzuty o mobbing w Narodowym Centrum Kultury”, który zniknął z portalu NaTemat.pl. Wersji, że słowa te padły zaprzeczył zastępca dyrektora NCK. Pierwszy raz w piśmie do redakcji NaTemat.pl z 5 sierpnia 2014 r. Drugi – w sądzie w kwietniu br. Co ciekawe – 18 listopada br. na rozprawie dotyczącej mobbingu pracownic, bez żadnego usprawiedliwienia, nie pojawił się były minister Bogdan Zdrojewski, aby potwierdzić lub zaprzeczyć, by wydawał polecenia dyrekcji NCK.

Pytany o sprawę Zdrojewski odpowiada nam, iż nie przypomina sobie tej sprawy. Dopytywany o nieobecność na rozprawie stwierdza: „ze względu na Sesję Parlamentarną i obowiązki eurodeputowanego (o czym uprzedzająco staram się zawsze informować sądy, szukając terminów także dla mnie możliwych)”. Równie nieciekawie wygląda sprawa samej byłej wicedyrektor. Mazurkiewicz konsekwentnie zaprzecza, by w relacjach z podwładnymi używała przekleństw, podnosiła głos czy straszyła je zwolnieniem dyscyplinarnym. Tymczasem w aktach sprawy cywilnej toczącej się przed Sądem Okręgowym w Warszawie znalazło się nagranie ze stycznia 2012 r. zawierające zapis rozmowy Mazurkiewicz z podwładną, które potwierdza zarzuty pracownicy. Była wicedyrektor pytana nas o rozmowy z podwładnymi z tego okresu zasłania się niepamięcią. Pytana o powody odejścia z NCK twierdzi, że powodem była „rozbieżność celów programów dyrekcji, pojawiające się konflikty między ludźmi, brak właściwej komunikacji”.

Dyrekcja NCK nie wszczęła żadnego postępowania wyjaśniającego czy sprawdzającego. I to pomimo obszernego materiału dowodowego (zeznania, nagrań wulgarnych wypowiedzi dyrektor Mazurkiewicz przez pracownice itd.). Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przez ostatnie trzy lata nie reagowało na prośby o pomoc pracownic NCK. I to pomimo, że skargi na mobbing nie dotyczyły tylko dyrektor Mazurkiewicz, ale także innych kierowników w NCK.

Ignorowanie problemu mobbingu przez NCK i delikatnie mówiąc, kontrowersyjny i niejasny sposób wydawania publicznych pieniędzy przez tę instytucję, sprawiają, że zamiast szerzyć kulturę propaguje demoralizację.

——