Centrum lansu i fajansu

Byli pracownicy Narodowego Centrum Kultury oskarżają je o marnotrawienie pieniędzy podatników. Czy sprzeciwiający się polityce dyrekcji popadną w tarapaty? Artyści i twórcy mają dość.

Kiedy minister kultury przemawia do kamery, obok ma stać roll-up z logo NCK. To jest największa troska tej instytucji. Twórcom ma wystarczyć pewna suma przekazanych pieniędzy, aby siedzieli cicho i nie przeszkadzali – przekonywał w rozmowie z „Gazetą Finansową” Konrad T. Lewandowski, pisarz do niedawna współpracujący z Narodowym Centrum Kultury.

Działające przy Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, rozdzielające publiczne pieniądze wśród artystów i twórców NCK nie pierwszy raz musi zmierzyć się z krytyką jego dotychczasowych współpracowników. Artyści przekonują, że dyrekcja traktuje Centrum jak prywatny folwark, rozdając pieniądze podatników na kiczowate projekty, a sprzeciw nie jest tolerowany.

Kasa dla zuchwałych

Pieniędzmi podatników w 2013 r. zasilono m.in. akcję „Orzeł Może”, organizowaną przez Radiową Trójkę oraz „Gazetę Wyborczą”, a której to twarzą był ówczesny prezydent Bronisław Komorowski i czekoladowy orzeł.

Akcja promująca „nowoczesny patriotyzm” spotkała się z falą krytyki, a czekoladowy orzeł został symbolem kiczu. Zabawa prywatnej gazety i państwowej rozgłośni NCK dofinansowały kwotą 100 tys. zł. Bardziej zastanawiająca od samej kwoty jest historia ujawnienia faktu, kto stał za dofinansowaniem festynu byłego prezydenta. Sprawą zajmował się znany prawnik Piotr „VaGla” Waglowski. W swoich artykułach opisywał jak logo i informacja o tym, że „Orzeł Może” był finansowany przez NCK, pierwotnie niepodana do publicznej wiadomości na stronie internetowej wydarzenia. Dopiero po zainteresowaniu się przez media sprawą stosowne informacje zostały opublikowane.

Gdy pieniądze z NCK wpłynęły na imprezę prezydenta i jego świty, inne projekty w 2013 r. nie miały łatwego życia. Na początku 2013 r. NCK przejął kwartalnik „Czas Fantastyki”. Wychodzące od niemal dekady pismo zostało niebawem „wygaszone”. Według oficjalnej wersji zawieszenie jego wydawania miało być związane z potrzebą odnowienia szaty graficznej. Jej wymiana trwała tak długo, że w bieżącym roku pismo wróciło do wydawcy komercyjnego. Niemniej w 2014 r. – z okazji dziesięciolecia istnienia tytułu, w Łodzi odbyła się impreza. Jak twierdzą nasi rozmówcy sporym szokiem był fakt, iż nie zaproszono na nią wszystkich autorów i redaktorów tworzących pismo przez lata.

Szalupa oportunistów

Łódź jest dla szefostwa NCK miastem kluczowym. Z nią związane jest szefostwo NCK na czele z Krzysztofem Dudkiem (niegdyś PiS, po wyborczej przegranej w 2007 – PO) będącym równocześnie członkiem organu nadzorczego Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. To również Łódź stała się centrum afery NCK, opisywanej kilka miesięcy temu przez „Gazetę Finansową”.

Przypomnijmy ustalenia tamtego tekstu: NCK rozdzieliło ok. miliona złotych dotacji na program promocji języka polskiego „Ojczysty – dodaj do ulubionych” z czego lwia część trafiła do osób pochodzących, podobnie jak dyrektor NCK i jego przyboczni, z Łodzi. Wśród beneficjentów znalazły się podmioty żyjące w syntezie z lokalną Platformą Obywatelską (której reprezentantem jest sam dyrektor Dudek! – przyp. red.). Sprawę pod lupę wzięło CBA.

We wspomnianym roku 2013, gdy z NCK popłynęła kasa na imprezę prezydenta i „Gazety Wyborczej” kurek z nią został zakręcony dla poszkodowanych. Gdy z podlegającej NCK galerii „Kordegarda” skradziono kolaże, właścicielka – Pola Dwurnik, nie otrzymała należnego odszkodowania. Dwuznacznie potraktowana została też wstawiająca się za poszkodowaną kuratorka galerii, której nie przedłużono umowy o pracę.

Milczenie jest złotem?

Nasi rozmówcy zwracają uwagę na jeszcze jeden ważny szczegół związany z NCK. Centrum bowiem ma być skrajnie przewrażliwione na punkcie swojego PR. Zyskują na tym dziennikarze hojnie przezeń dopieszczani. Oprócz reklam dla czasopism wybrańców czekają również i inne atrakcje. Nieprzychylnemu NCK dziennikarzowi „Gazety Wyborczej” zaproponowano napisanie książki. Naczelny popularnego portalu internetowego, na którym pojawił się głośny artykuł, w którym kobiety skarżyły się na mobbing w NCK niedługo później otrzymał propozycję prowadzenia dwóch dyskusji pod patronatem NCK.

Wcześniej głośnym echem obiła się sprawa publikacji tzw. Raportu Hausnera, dot. stanu kultury w Polsce. Wobec portali, które zamieściły niewygodne informacje z raportu, który przedwcześnie wyciekł do mediów, żądano by treści te usunąć. Podstawą tych żądań były… prawa autorskie do publikowanych treści.

Sprawę badał publicysta Olgierd Rudak, prowadzący blog prawny „Lege Artis”. Mimo prób uzyskania dostępu do informacji publicznej związanej z raportem – a dokładniej treści umów i wysokości honorariów, które wypłacano autorom, jego starania spełzły na niczym. NCK broniło się przed udzieleniem informacji – mimo obligującego je do tego prawa prasowego.

A kto nie z nami…

Do grona osób, które nie mogą wyrażać się w samych superlatywach o działaniach NCK zaliczyć można też satyryka Marcina Wolskiego. Po zaangażowaniu się w postsmoleński konflikt polityczny zakończyła się jego współpraca z Centrum. Niedługo po tym wydarzeniu z NCK pożegnała się też córka satyryka.

Również skarżący się na tzw. umowy śmieciowe związkowcy nie mają lekko. Związek Zawodowy Pracowników NCK wezwał Centrum do zaprzestania nadużywania umów śmieciowych (miała to potwierdzić jedna z kontroli ZUS) oraz wytykali dyrektorowi Dudkowi, iż został powtórnie powołany na swoje stanowisko w 2012 r. bez konkursu.

Konflikt związkowców z szefostwem zaognił się jeszcze bardziej po złożeniu do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego wniosku o likwidację w trybie pilnym Działu Rozwoju Kultury, w którym to zatrudnione były przywódczynie „reakcji”.

Działania NCK i jego dyrekcji budzą spore kontrowersje. Próbując uzyskać stanowisko Centrum wobec kwestii poruszanych przez naszych rozmówców i opisanych w niniejszym artykule skierowaliśmy w ubiegłym tygodniu do NCK 19 pytań. Niestety odpowiedzi w terminie nie uzyskaliśmy, ale jeśli do nas dotrą, opublikujemy je w następnym wydaniu.

——————-