Chiński problem wciąż aktualny – problemy gospodarcze kraju

Przez ostatnie tygodnie nadeszło wiele sygnałów potwierdzających, że chińska gospodarka, która przez lata odznaczała się wysokim wzrostem gospodarczym, dostaje potężnej zadyszki, która wpływa na kondycję całej globalnej gospodarki, zarówno rynków rozwiniętych jak i tych wschodzących. Dotychczas, chiński rynek stanowił główny kierunek eksportu dla towarów i usług z całego świata – dóbr konsumenckich i luksusowych z Europy, czy towarów surowcowych z Australii i Nowej Zelandii. Stąd każde kolejne etapy załamania w drugiej największej gospodarce świata dosłownie „rozlewają się” na pozostałe regiony.


Siedem procent – tyle wyniósł wzrost gospodarczy w Chinach w drugim kwartale tego roku. Porównując ten wynik do pozostałych głównych globalnych gospodarek można powiedzieć, że jest to wynik wręcz wymarzony, jednak nie dla tak specyficznej gospodarki jaką jest gospodarka Państwa Środka. Tam wynik 7 proc. jest najniższym od czasów światowego kryzysu na przełomie 2007 i 2008 roku i z każdym kwartałem odczyty dynamiki wzrostu gospodarczego w Chinach systematycznie spadają. 7 proc. to oficjalna prognoza wzrostu gospodarczego na ten rok przyjęta przez tamtejsze władze, jednak uwzględniając ostatnie wydarzenia ten cel może być trudny do zrealizowania. Zespoły ekonomistów największych banków inwestycyjnych na świecie z każdym miesiącem przedstawiają coraz bardziej pesymistyczne prognozy dla chińskiego wzrostu gospodarczego, pośród których możemy znaleźć rosnącą liczbę oczekiwanych wyników wzrostu w okolicach 6 proc. lub niżej. 

Spadki inwestycji

Jednak spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego to nie jedyny problem tego kraju. Chiński urząd statystyczny każdego miesiąca publikuje dane dotyczące dynamiki inwestycji w aglomeracjach miejskich, które są częścią raportu o inwestycjach w środki trwałe. Od początku roku jesteśmy świadkami systematycznych spadków tego rodzaju inwestycji, a sierpniowy wynik w wysokości 10,9 proc. jest najniższym od 2000 roku. Struktura chińskiego PKB jest silnie uzależniona od poziomu inwestycji w gospodarce, gdyż ich wartość odpowiada za około 50 proc. produktu krajowego brutto. Oznacza to, że każde spowolnienie w poziomie inwestycji w gospodarce negatywnie wpływa na dynamikę PKB, co w szerszym kontekście osłabią całą gospodarkę.

Lokowanie w nieruchomości

Kolejnym źródłem problemów jest rynek nieruchomości w Chinach, który od kilku lat jest popularnym tematem w kontekście bańki spekulacyjnej. Tamtejszy rząd postawił na sektor nieruchomości jako czynnik, który miałby mieć największy udział we wzroście dobrobytu w chińskim społeczeństwie. Wspierany przez administracje sektor dynamicznie się rozwijał. Firmy deweloperskie budowały coraz więcej obiektów i w pewnym momencie sektor nieruchomości odpowiadał za około 30 proc. chińskiego PKB uwzględniając zapotrzebowanie na stal, cement i inne produkty niezbędne do budowy. Gwałtowny rozwój rynku nieruchomości w Chinach zachęcił firmy deweloperskie do wykorzystania dźwigni finansowej i częstszego korzystania z kredytu w finansowaniu swojej działalności. Inwestowanie w nieruchomości stało się bardzo popularnym sposobem lokowania środków wśród zamożnej części chińskiego społeczeństwa. Według danych, nieruchomości jako procent wolnych środków zamożnych chińskich gospodarstw domowych stanowią prawie 75 proc. Natomiast w Stanach Zjednoczonych wartość ta wynosi jedynie 27,9 proc., natomiast główna część środków przechowywana jest w aktywach finansowych.

Ponad 60 milionów pustych mieszkań

Zgodnie z szacunkami banku Societe Generale zagregowana wartość ekspozycji chińskiego systemu finansowego na rynek nieruchomości stanowi około 80 proc. wartości PKB. Zatem ewentualne załamanie na tym rynku spowodowałoby nie tylko problemy samych deweloperów, którzy wykorzystując nadmierne zadłużanie budowali obiekty ponad pojawiający się popyt. O skali nadpodaży mieszkań w Chinach może świadczyć fakt, że obecnie na swoich nabywców czeka ponad 60 milionów pustych mieszkań. Potężny cios otrzymałyby również gospodarstwa domowe, które ponad ¾ swoich wolnych środków zainwestowały w rynek nieruchomości. Jednak najpotężniejsze konsekwencje pęknięcia bańki spekulacyjnej mogłyby pojawić się w chińskim sektorze finansowym, którego ekspozycja na rynek nieruchomości sięgnęła wysokich i bardzo niebezpiecznych poziomów liczonych w miliardach dolarów.

Spadek cen mieszkań

Tymczasem pojawiają się pierwsze informacje o problemach największych chińskich deweloperów. Kaisa, jedna z głównych firm na tym rynku ogłosiła, że nie będzie w stanie obsłużyć swojego zadłużenia denominowanego w dolarach amerykańskich. W związku z dynamicznymi spadkami cen mieszkań w głównych chińskich metropoliach deweloper ogłosił, że nie jest w stanie spłacić odsetek od obligacji wygasających w 2018, których termin spłaty minął już w marcu tego roku. To wydarzenie może być dopiero początkiem serii poważnych problemów dużych firm z chińskiego sektora deweloperskiego. Charles Macgregor, analityk azjatyckiego sektora papierów dłużnych w firmie Lucror Analytics Pte twierdzi, że to dopiero początek i następnymi w kolejce deweloperami mogącymi mieć problem ze obsługą długu są firmy Agile i Wanda.

W przemyśle nie jest lepiej

Sektor przemysłowy to kolejny element chińskiej gospodarki, który wyjątkowo odczuł skutki postępującego spowolnienia. Marzec był rekordowym miesiącem jeżeli chodzi o spadek wskaźnika dynamiki produkcji przemysłowej, w którym wynik wyniósł zaledwie 5,6 proc. podczas gdy konsensus zakładał wzrost o 6,9 proc. – był to najniższy odczyt od 2008 roku. Przez kolejne miesiące produkcja przemysłowa delikatnie rosła, jednak skala wzrostów jest ograniczona – w sierpniu wzrost wyniósł 6,1 proc., w dalszym ciągu znacznie poniżej prognoz ekonomistów. Oficjalne dane rządowe pokazują, że firmy sektora przemysłowego w Chinach wykorzystują jedynie 70 proc. swoich mocy produkcyjnych. Dla porównania wartość tego samego wskaźnika w Stanach Zjednoczonych to ponad 80 proc. Konieczność ograniczania produkcji wynika przede wszystkim z masywnej nadpodaży w całym sektorze wytwórczym, który w ostatnich latach odznaczał się nadzwyczajną dynamiką rozwoju. To zjawisko wymusza na firmach spowolnienie rozwoju, a wraz z malejąca produkcją pojawiają się niższe zyski. Niektóre firmy z sektora przemysłu ciężkiego posiadają ujemne przepływy pieniężne i jedynym ratunkiem dla nich byłoby właśnie zwiększenie mocy produkcyjnych o minimum 10 proc. jednak w obecnej sytuacji spowolnienia gospodarczego wydaje się to mało prawdopodobne.

Redukcja pracowników

Spadające tempo produkcji przemysłowej może również przyczynić się do osłabienia na rynku pracy. Przedsiębiorstwa w obliczu spadającej produkcji i tym samym zmniejszających się zysków mogą zostać zmuszone do znacznego zmniejszenia liczby pracowników przez co statystyki dotyczące bezrobocia mogłyby ulec znacznemu pogorszeniu.W obliczu wyhamowywania chińskiego wzrostu gospodarczego niezbędna jest konwersja struktury PKB w której konsumpcja stanowiąca mniej niż 40 proc. jego wartości powinna zastąpić inwestycje, które są niemożliwe do utrzymania na tak wysokich poziomach przez dłuższy czas. Obecnie Chiny potrzebują modelu wzrostu gospodarczego, który będzie podobny do swojego odpowiednika w Stanach Zjednoczonych gdzie konsumpcja odpowiada za ponad 70 proc. produktu krajowego brutto i rozwój nie jest tak zależny od ciągłego wzrostu inwestycji w kraju.

Obniżka stóp procentowych

Postępujące spowolnienie gospodarcze w Państwie Środka wymusiło również podjęcie działań z zakresu polityki pieniężnej przez Ludowy Bank Chin, który od marca tego roku dokonuję systematycznych obniżek poziomu stóp procentowych. Aktualna wartość głównej stopy procentowej w wysokości 4,6 proc. to najniższy poziom w historii. Jednocześnie wypowiedzi członków Ludowego Banku Chin jednoznacznie wykluczają możliwość wprowadzenia programu QE jednak w obliczu mocnego osłabienia wzrostu gospodarczego decydenci mogą być zmuszeni do dalszego rozluźniania polityki pieniężnej i skorzystania z niekonwencjonalnych rozwiązań.

Obniżenie stopy bankowej

Kolejną decyzję, która docelowo ma wspomóc chińską gospodarkę, Ludowy Bank Chin podjął 25 sierpnia. Stopa rezerw obowiązkowych, którą muszą utrzymywać banki komercyjne w Chinach została obniżona w tym roku o 200 punktów bazowych do poziomu 18 proc. Według analiz Morgan Stanley oraz ANZ banku, ta decyzja ma przynieść gospodarce dodatkowe 310 miliardów dolarów amerykańskich w postaci zwiększonej akcji kredytowej w całym kraju. Do tego wszystkiego dochodzą bezpośrednie interwencje na rynku giełdowym, ograniczanie możliwości krótkiej sprzedaży, czy całkowite zawieszaniu handlu niektórymi spółkami, które mają zatrzymać paniczną wyprzedaż na chińskich parkietach giełdowych – tylko w ciągu trzech ostatnich miesięcy indeks Shanghai Composite stracił ponad 35 proc. wartości.

Globalna wojna walutowa

To wszystko jednak nie pomogło i bank centralny został zmuszony do podjęcia kolejnych działań. Niespodziewana dewaluacja juana dokonana przez Ludowy Bank Chin w sierpniu wstrząsnęła rynkami finansowymi, a podjęcie takiej decyzji ze strony chińskich władz potwierdziło pogłębiające się spowolnienie gospodarcze, podczas którego władze starają się zrobić wszystko, aby utrzymać wzrost na określonym poziomie. Chiny stały się zatem kolejnym uczestnikiem globalnej wojny walutowej, w której państwa celowo osłabiają krajowe waluty, aby w ten sposób wesprzeć konkurencyjność eksportu. Na przeprowadzonej dewaluacji najmocniej ucierpiały europejskie spółki, dla których eksport towarów i usług do Chin stanowił główne źródło wzrostu dochodów, a obniżony kurs wymiany juana automatycznie szkodzi konkurencyjności sprzedawanych przez te spółki produktów. Spowolnienie gospodarcze w Państwie Środka spotęgowało również trwającą wyprzedaż na rynku surowców, co dla krajów wschodzących, których gospodarki oparte są właśnie na eksporcie surowców stanowi wyjątkowo negatywną informację.

Nie bez znaczenia dla Australii i Nowej Zelandii

Słabnące tempo rozwoju chińskiej gospodarki negatywnie wpływa także na sytuację ekonomiczną w Australii i Nowej Zelandii. Dla obydwu krajów rynek chiński jest głównym rynkiem eksportowym, ze szczególnym uwzględnieniem surowców, ulegających w ostatnich miesiącach tak gwałtownej przecenie. Zatem jeżeli popyt ze strony podmiotów operujących na chińskim rynku na towary importowane z krajów na Antypodach ulegną widocznemu zmniejszeniu, to ucierpią na tym firmy których główna część działalności jest skierowana na eksport towarów do Państwa Środka. Jeżeli nie uda się znaleźć nowych rynków zbytu dla tych przedsiębiorstw, to mogą one podjąć decyzję o ograniczaniu produkcji i zatrudnienia, a to w dłuższej perspektywie może również przełożyć się na osłabienie wzrostu gospodarczego w Nowej Zelandii i Australii oraz idące w parze osłabienie tamtejszych walut, które i tak przez ostatnie miesiące pozostają najsłabszymi w koszyku G10.

Autor jest młodszym analitykiem HFT Brokers

——————-