CIA ostrzega: Polska na celowniku terrorystów

ABW od grudnia 2015 r. otrzymuje od amerykańskich służb (CIA, FBI) dane dotyczące zagrożeń związanych z bezpieczeństwem w Europie. W połowie marca 2016 r. ABW otrzymała informacje z CIA (amerykański wywiad), które wskazywały na wysokie prawdopodobieństwo zamachów terrorystycznych w Europie Środkowo-Wschodniej w najbliższych miesiącach. Mowa była o zamachach, jakie mają zostać jednocześnie (o tej samej godzinie) przeprowadzone w Sofii, Bukareszcie, Budapeszcie, Warszawie i Berlinie – dowiedziała się „Gazeta Finansowa”. Jak komunikowano, chodzi o zamachy bombowe w miastach, w których będą większe zgromadzenia ludzi w związku z rożnymi imprezami i wydarzeniami. Wśród wskazanych w informacji CIA wydarzeń były Światowe Dni Młodzieży (ŚDM, 27-31 lipca 2016 r.), jakie odbędą się w Polsce. ABW odmówiła odpowiedzi na pytania „Gazety Finansowej” zasłaniając się tajemnicą państwową.

Informacje, jakie przekazała CIA, zostały oparte na źródłach wywiadowczych ulokowanych w organizacjach arabskich działających na terenie Europy Zachodniej. Według CIA jest wysokie prawdopodobieństwo takiego scenariusza działań. Zasugerowano Polsce wdrożenie nadzwyczajnych środków ostrożności, a także zaproponowano pomoc i szkolenia przez amerykańskich oficerów.

ABW: jest źle

W ubiegłym tygodniu w centrali ABW odbyła się narada z udziałem szefów pionów kontrwywiadu z całej Polski. W całości była poświęcona sprawom zabezpieczenia czerwcowego szczytu NATO w Warszawie i organizacji ŚDM. W trakcie narady wskazano m.in. na fakt braku kompleksowych działań Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w sprawie zabezpieczenia ŚDM. Okazało się bowiem, że w MSW od kilku miesięcy tą problematyką zajmował się jeden człowiek (odpowiedzialny za koordynację działań w całej Polsce). Uznano, że taka sytuacja jest skandaliczna i grozi katastrofą. Padły również krytyczne głosy dotyczące współdziałania ABW z Kościołem, a zwłaszcza z osobami odpowiedzialnymi za organizację Światowych Dni Młodzieży. Stwierdzono, że duchowni zajmujący się organizacją ŚDM nie rozumieją kwestii dotyczących zagrożeń terrorystycznych, jakie wiążą się z organizacją imprezy. Według informacji ABW największe zagrożenie dla Polski wiąże się z pielgrzymami, którzy przybędą do Polski z Europy Zachodniej (Francja, Belgia, Holandia, Niemcy, Hiszpania). Organizatorzy przyjazdu młodzieży na Zachodzie nie sprawdzają w żaden sposób tych, którzy deklarują chęć wzięcia udziału w ŚDM.  Stwarza to duże prawdopodobieństwo, że wśród zachodnich grup pielgrzymkowych, jakie przybędą do Polski, mogą znaleźć się neofici (ci, którzy w ostatnich miesiącach wstąpili do kościoła katolickiego), a w rzeczywistości będzie to jedynie ich „legenda” (historia, aby się uwiarygodnić), ukrywająca ich terrorystyczną działalność. Polscy duchowni nie zdają sobie sprawy z tego problemu i usiłują marginalizować takie potencjalne zagrożenia. Zasadniczą kwestią jest sprawa rejestracji przybywających na ŚDM pielgrzymów z Europy Zachodniej i innych kontynentów i kontrola nad tym polskich służb. Służby chcą mieć dostęp do tych danych, jednak Kościół podchodzi do tego oczekiwania służb bardzo niechętnie. Tak naprawdę nikt dzisiaj nie koordynuje działań polskich służb w aspekcie zagrożeń terrorystycznych. To zasadniczy wniosek, jaki wypływa z narady w ABW.

Bułgaria zamiast Polski

Podobne ostrzeżenia Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego otrzymała przed Euro 2012 r. Według informacji przekazanych od ówczesnej Direction Centrale du Renseignement Intérieur (Centralna Dyrekcja Wywiadu Wewnętrznego), zamach terrorystyczny miał być przygotowywany przez rezydującą w Krakowie komórkę Al-Kaidy Krajów Maghrebu. Choć w dawnej stolicy nie miały się odbywać żadne wydarzenia związane z piłkarskim turniejem, to właśnie to w dużej mierze spowodowało, że informacje potraktowano bardzo poważnie. – Najwięcej uwagi zawsze poświęcamy miejscom samej imprezy. Żeby zminimalizować ryzyko wpadki, fazę przygotowania zamachu zawsze bezpieczniej przeprowadzić w miejscu oddalonym od celu uderzenia – tłumaczy jeden z funkcjonariuszy ABW. Jak wiadomo, do żadnego zamachu na Euro 2012 nie doszło. Domniemanych terrorystów otoczono dyskretną opieką. Część – przebywających w Polsce nielegalnie – po prostu deportowano. Część zatrzymano pod różnymi pretekstami. Później wypuszczono i poradzono, by opuścili Polskę. Niestety, nie było czasu, by zdobyć dowody na planowane zamachy. Skutek takiego pozbycia się problemu był tragiczny. 17 dni po finałowym meczu w Kijowie, w autobusie jadącym po bułgarskim lotnisku w Burgas zamachowiec – samobójca detonuje ładunek. W eksplozji zginęło siedem osób. Kolejne 32 odniosło rany. Sprawcami ataku byli członkowie Hezbollahu – Hassan El Hajj Hassan i Meliad Farah. Jeszcze miesiąc wcześniej byli w Polsce. Nasze służby wiedziały o ich przylocie. Ostrzeżenie, które przekazał nam izraelski wywiad – Mossad było bardzo dokładne. Śledzeni przez funkcjonariuszy ABW nie zdecydowali się na próbę dokonania zamachu w Warszawie. Wyjechali zaatakować słabiej strzeżony cel. Skutecznie.

Złudne poczucie bezpieczeństwa

Polska zawdzięcza spokój i brak ataków nie zabezpieczeniu przeciw terrorystom, ale temu, że jesteśmy zaściankiem, którego atakowanie jest mało medialne, a więc dla terrorystów islamskich – mało opłacalne. W tym roku się to zmienia, bo na ŚDM ma zjechać około 600 tys. młodych ludzi z całego świata i papież. Właśnie zabezpieczenie wizyty papieża na Jasnej Górze w Częstochowie spędza obecnie sen z powiek funkcjonariuszom ABW. Problem zapewnienia bezpieczeństwa na masowych imprezach jest na tyle poważny, że gospodarz tegorocznych Mistrzostw Europy w piłce nożnej Francja, rozważa odbycie rozgrywek bez publiczności, wobec braku możliwości zapewnienia bezpieczeństwa widowiska. Przy okazji ostrzeżeń wyszedł kompletny brak przygotowania na atak, tak merytorycznego, jak i instytucjonalnego. Kwestia projektowania nowych ustaw dla służb powinna uwzględnić zasadniczy problem:  kto i w jakim zakresie monitoruje zagrożenia terrorystyczne w naszym kraju? Które ze służb i za co odpowiadają w tym zakresie? W jaki sposób nasze służby wymieniają się informacjami? Kto odgrywa rolę nadrzędną w sytuacji, w których działania różnych służb się zbiegają? Wśród funkcjonariuszy ABW dominuje pogląd, że Agencja powinna zajmować się operacyjnym rozpoznaniem takich zagrożeń. Jednak w momencie, gdy dojdzie już do aktu terrorystycznego, działania z nim związane przejmować powinna policja. ABW może jedynie oddelegować funkcjonariuszy i wspierać wiedzą operacyjną policję, ale już nie odpowiadać za śledztwo i wyjaśnienie zdarzenia. Taka konstrukcja, zdaniem funkcjonariuszy ABW, byłaby najbardziej racjonalnym rozwiązaniem. Istnieją jednak obawy, że sprawa zagrożeń terrorystycznych znajdzie się w kompetencjach kilku służb. Taki scenariusz oznacza, że tak naprawdę dalej nie będzie wiadomo, kto i za co odpowiada. Chodzi o to, aby problem ten został precyzyjnie uregulowany w przepisach nowych ustaw. To jednak będzie zależało od polityków i ich zrozumienia problemu, które dzisiaj jest niewielkie. Wiedza polskich parlamentarzystów w zakresie zagrożeń terrorystycznych jest nikła. Nie widzą też potrzeby jej pogłębienia. Tymczasem Polska stoi przed problemem, z którym nie miała wcześniej do czynienia, a polskie służby nie są dzisiaj przygotowane do takiego wyzwania, jakim jest islamski terroryzm.

Przez dekady (czasy PRL i ostatnie 25 lat), Polska była krajem, który terroryści traktowali jako miejsce spokojnego odpoczynku. Słynny palestyński zamachowiec Abu Nidal mieszkał okresowo w Warszawie i planował swoje międzynarodowe akcje terrorystyczne. Polskie służby o tym wiedziały i miały to w nosie, bo zdawały sobie sprawę, że to nie my będziemy celem. Teraz sytuacja uległa zmianie. Już kilka lat temu pewne odłamy Al-Kaidy wskazywały nasz kraj jako miejsce na przeprowadzenie kolejnego ataku terrorystycznego. Miało to związek z zaangażowaniem Polski po stronie USA w Iraku i Afganistanie. Nikt w Polsce nie miał świadomości, jakie konsekwencje może to mieć dla naszego kraju. Na dodatek SLD prowadziło kompletnie nieodpowiedzialną politykę, narażając nasz kraj na zagrożenie atakiem. Takim przykładem była bezmyślna zgoda polityków tej partii na zorganizowanie w Polsce więzienia CIA w Kiejkutach, gdzie torturowano podejrzanych o terroryzm. Dzisiaj „zbieramy żniwo” takiej polityki. Polska jest na celowniku islamskich terrorystów i musi nauczyć się z tym walczyć. Dobrze, aby nie była to nauka na błędach, za które ludzie zapłacą życiem.

Współpraca: Krzysztof Galimski

Jan Piński

Dziennikarz z 18-letnim stażem. Były szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, a także były redaktor naczelny "Uważam Rze". Aktualnie naczelny "Gazety Finansowej" i gf24.pl. Z zamiłowania szachista (były wicemistrz Europy juniorów). Motto: dziennikarz nie pisze co wie, ale zawsze wie co pisze.