Czy dotrze do nas amerykańska grypa?

Amerykański Kongres po tygodniu turbulencji wokół planu Paulsona zdecydował się na jego przyjęcie. Mimo to czarny, recesyjny, scenariusz w USA nie jest nierealny. Czy to oznacza, że Polsce może grozić podobny scenariusz? – Korelacja indeksów WIG i S&P500 oscyluje wokół 0,9. Oznacza to, że w 90 proc. to co dzieje się na naszym rynku kapitałowym związane jest z wydarzeniami na giełdzie w USA. Na szczęście dla nas, podobna korelacja w odniesieniu do gospodarek narodowych jest już zdecydowanie słabsza. I choć funkcjonujemy w globalnych realiach, w których kryzys rozprzestrzenia się dużo szybciej i w silniejszym stopniu, Polska nie ma większych powodów do zmartwień. Z kilku powodów.


Zainteresowanie inwestorów

Po pierwsze, bezpośrednią przyczyną obecnego kryzysu w USA jest pęknięcie bańki spekulacyjnej na rynku subprime. W Polsce, szczególnie w ubiegłych trzech latach, mieliśmy do czynienia z bardzo dynamicznym wzrostem cen nieruchomości, ale miał on silne fundamenty. Szybki wzrost gospodarczy skutkował równie dużym wzrostem popytu wspomaganego przez dwucyfrowe tempo wzrostu płac, przy dosyć ograniczonej podaży. Na to wszystko nałożyło się również stosunkowo duże zainteresowanie naszym krajem przez zagranicznych inwestorów, co było dodatkowym impulsem sprzyjającym wzrostowi cen.

Banki jak domy

Po drugie, nawet jeżeli polskie banki udzielały kredytów na pełną wartość nabywanej nieruchomości, to udział tych kredytów jest względnie niewielki, co przy sprawnie działającym nadzorze nie stanowi problemu. A to właśnie nadzór nad sektorem finansowym był jednym z czynników kryzysogennych w USA, bowiem największe banki inwestycyjne, zajmujące się plasowaniem na rynku papierów wartościowych opartych na hipotekach, są w Stanach Zjednoczonych traktowane nie jako banki sensu stricto, ale jako domy inwestycyjne. A te podlegają dużo słabszym obostrzeniom w zakresie swojej działalności.

PKB wzrośnie

Po trzecie, polski wzrost gospodarczy ciągle zachowuje sensowną dynamikę, choć ulega osłabieniu, głównie ze względu na dekoniunkturę w UE i restrykcyjną politykę RPP. Nasza gospodarka rosła w I i II kw. br. odpowiednio o 6,1 proc. i 5,7 proc. Dla strefy euro były to wielkości odpowiednio: 0,7 proc. i –0,2 proc., zaś dla USA: 0,9 proc. i 3,3 proc. W przyszłym roku PKB w Polsce ma wzrosnąć, według założeń budżetowych, o 4,8 proc.

Polska dobrze oceniana

Po czwarte, Polska jawi się jako oaza spokoju i gospodarka o silnych fundamentach. Znalazło to potwierdzenie w najnowszym raporcie brytyjskiego banku Barclays, który umieścił Polskę na ostatnim miejscu listy krajów najbardziej zagrożonych skutkami zawirowań na rynkach kredytowych. Pierwsze miejsca zajmują Łotwa, Estonia i Ukraina (analiza nie uwzględnia Czech i Słowacji). Autorzy raportu zauważają, że choć powiększa się deficyt na rachunku obrotów bieżących z powodu rosnącej wewnętrznej konsumpcji, to jest on z nadwyżką pokrywany przez rezerwy. Sprzyjać nam również będzie dolar, którego umacnianie obniża ceny ropy naftowej i stabilizuje globalną inflację.

Koniec spadku bezrobocia

Polska gospodarka jest więc w dobrej kondycji, zaś giełdowe spadki na warszawskim parkiecie nie mogą przełożyć się na negatywne impulsy w sferze realnej, jak to ma miejsce w USA. Jedynymi skutkami amerykańskiego kryzysu będzie osłabienie wzrostu gospodarczego i zapewne koniec spadku bezrobocia. Zmniejszy się również tempo wzrostu wynagrodzeń i inflacja. To może sprzyjać poluzowaniu polityki pieniężnej przez RPP. Nam jednak kryzys nie grozi. Możemy spać spokojnie.