Dobry wojak Witkacy

Wszystkie wojskowe domy publiczne były zorganizowane mniej więcej tak samo we wszystkich armiach. Nie znalazłem rosyjskiego regulaminu, ale dotarłem do regulaminu polskiego domu publicznego w Równem dla polskiego wojska z czasów wojny polsko-bolszewickiej. Cytuję go, więc można przeczytać, jak to działało. Gdy doszło do bitwy – to były cztery dni bardzo krwawej bitwy. Pułk Pawłowski w pierwszym dniu był na wsparciu, a do szturmu poszedł w trzecim dniu w walce o wieś Witonież. Witkacy akurat nie brał udziału w zdobywaniu dworu, o którym wszyscy witkacolodzy piszą, tylko zdobywał wzgórze razem z żołnierzami Wołyńskiego Batalionu. Wzgórze zdobyli. Niemcy trzykrotnie próbowali je odbić i trzykrotnie odbył się szturm na bagnety. Ludzie sobie nie wyobrażają, jak taka walka wygląda. Żołnierze po prostu kłują ciała przeciwników i rozbijają sobie głowy kolbami. Oficer, który ich prowadzi, nie ma bagnetu. Witkacy był uzbrojony w szablę i rewolwer, więc strzelał i ciął szablą. Nie wiemy, ilu zabił Niemców, ale prowadził swoich żołnierzy. Z szablą radził sobie świetnie, ponieważ w szkole praporszczyków ćwiczyli codziennie na belach słomy lub gliny, bo ich struktura, ich konsystencja jest taka sama jak ludzkiego ciała. Wszyscy mówią, że dostał szoku od wybuchu bomby wystrzelonej przez Legiony, ale to nie prawda. Legioniści mieli armaty, które strzelały na 12 kilometrów, a tu odległość była 60 i w ogóle miało to miejsce innego dnia. Być może dostał szoku od wybuchu pocisku, ale ja sobie doskonale wyobrażam, że wystarczyło to, co przeżył. Po tej bitwie dostał świetną opinię. Ani nie stchórzył, ani się nie wycofał, uczestniczył w tej walce. Trzy razy szedł w sztyki – jak mówi się po rosyjsku – i to musiał być szok i wcale się nie dziwię, że się już potem do walki nie nadawał. Co różni zawodowego oficera od takiego, który został doraźnie ubrany w oficerskie kamasze? Zwykły oficer walczy, jakoś się z okropieństwa tej walki otrząsa i znów to robi. Witkacy znalazł się na wojnie i z dobrodziejstwem inwentarza wykonywał bojowe zadania. Kiedy szedł na wojnę, szukał śmierci, odkupienia, jeszcze żył samobójstwem Jadwigi Janczewskiej i swoją wewnętrzną tragedią. Gdy wziął w tym wszystkim udział, to już się żadne tragedie nie liczyły. Poznał prawdziwe piekło. Z relacji oficerów lejbgwardii wiemy, że ich kompanie szły, a przez cztery kilometry wzdłuż prostego traktu leżały sterty trupów. Szli w korytarzu wypełnionym trupami. To nam się nie mieści w głowie, a Witkacy szedł tym korytarzem, bo Pułk Pawłowski nim przeszedł. Po tym doświadczeniu Witkacy miał tylko jedno marzenie: nie wrócić na front i wyjść z wojska. Pod koniec lipca 1916 r. został ewakuowany do Petersburga i cała jego aktywność sprowadzała się już do tego, żeby jakoś się od tego wojska wymigać. Najpierw dostać urlop zdrowotny trzymiesięczny, bo lejbgwardzistom taki przysługiwał, ale przede wszystkim wyjść z wojska. To ludzkie, tu nie ma nic, co by naruszało obraz normalnego człowieka. To nie był wariat z Krupówek, to był człowiek z krwi i kości.

Zanim zanurzymy się z Witkacym w odmęty rewolucji, chciałam powiedzieć, że zaskoczyła mnie informacja o intelektualnych, kulturalnych aspiracjach Pułku Pawłowskiego: wielka biblioteka, obowiązkowa bytność w operze… To nie wpisuje się w obraz wojska.

Pułk Izmaiłowski nazywany był pułkiem literatów i Witkacy początkowo chciał do niego wstąpić, znając tę opinię. Trafił do Pawłowskiego Pułku, który również cieszył się uznaniem z racji swoich intelektualnych i artystycznych ambicji. Są dwa światy – świat wojny i świat pokoju. W świecie pokoju lejbgwardia była arystokracją wojskową, zresztą skupiała wielu arystokratów, wstąpienie do lejbgwardii było zaszczytem.

Obowiązywało szlacheckie pochodzenie.

Strona 4 z 8« Pierwsza...23456...Ostatnia »