Dobry wojak Witkacy

Witkacy stawał przed komisjami wojskowymi. Zachował się dokument – trzymiesięczny bilet urlopowy, który upoważniał go do pobytu w dowolnym mieście Rosji, jednocześnie uprawniał do bezpłatnej jazdy koleją po całym carskim imperium. To chwila, w której Witkacy z pułkiem się pożegnał i już do niego nie wrócił, co nie znaczy, że rozstał się z kasynem oficerskim i kolegami, bo przestał pełnić służbę. Nie musiał codziennie przychodzić do pracy. Petersburg głodował, były kłopoty aprowizacyjne, wszystko drożało, niczego nie można było dostać. Teoretycznie utrzymywał kontakty z rodziną i znajomymi z Kawiarni Polskiej, z gromadką cywili, z którymi później wrócił do Polski. Ale bez wątpienia centrum życia oficerów stanowiło kasyno, bo tam była knajpa, można było zjeść, nawet na kredyt w ramach rozliczenia kasy pułkowej. Tam była biblioteka, tam nadal byli koledzy, którzy chcieli mieć swoje portrety. Szacuje się, że narysował około 1600 portretów w czasie pobytu w Rosji, więc na pewno portretował też swoich kolegów. Zresztą moim zdaniem oryginał portretu Witkacego w paradnym mundurze i grenadierce, który znamy z kopii, zawisł na ścianie portretowej kasyna oficerskiego w koszarach pawłowskich. Po drugie myślę sobie, że ten portret był jego reklamówką.

Co stało się z portretami wiszącymi na ścianie portretowej Pułku Pawłowskiego?

Wiemy, że bibliotekę rozparcelowano, część spalono. Dwa miesiące temu dostałem informację od Rosjanina z forum miłośników historii. Przysłał mi skany czterech książek z ekslibrisami Pułku Pawłowskiego, które odnalazł w bibliotece w Murmańsku. Zbiory Muzeum Pułku Pawłowskiego przeszły do Muzeum Armii Czerwonej, dziś znajdują się w Muzeum Historycznym w Moskwie. Natomiast nie wiemy, co stało się z portretami. Czy nienawidzący swoich oficerów żołnierze popalili je? Wyrzucili? Rozkradli? Może część z nich zabrali ze sobą oficerowie? Opcja taka, że wszystkie zostały zniszczone nie mieści mi się w głowie. Papiery i płótna najtrudniej płoną, więc może coś się gdzieś jeszcze odkryje.

Pisze Pan o tajemniczym rękopisie pułkownika Andrieja Potockiego. Co mógłby nam wyświetlić?

Po rozwiązaniu armii carskiej Potocki wstąpił do białej armii, był dowódcą jednego z pułków, walczył pod generałem Wranglem i razem z nim wyemigrował do Gallipoli. Później był w służbie cara Borysa w Bułgarii, a potem podobno osiadł w Rumunii. Z informacji z miesięcznika wydawanego w Paryżu wiadomo, że pułkownik Potocki napisał monografię Pułku Pawłowskiego w sześciu tomach, która zaczynała się w momencie, gdy kończyła się poprzednio wydana oficjalna historia pułku, czyli około początku XX wieku. Musimy przyjąć, że Potocki opisał i bitwę nad Stochodem, zapewne umieścił tam wszystkie nazwiska oficerów, bo wojskowi w taki sposób monografie robią. Wiadomo, że do sześciu tomów dołączył siódmy – wypełniony portretami oficerów swojego autorstwa. Potocki sam ten rękopis wykaligrafował, pięknie oprawił i… ślad po nim zaginął w 1945 r. i po Potockim, i po rękopisie. Wydawca paryskiego miesięcznika białogwardzistów „Wojskowa przeszłość” wydał bibliografię różnych druków i umieścił w niej wyciąg z tego dzieła, czyli je znał i może nawet widział. Ale gdyby je miał, to by fragmenty wydrukował, zaś on wydrukował tylko jeden, ale dość marginalny, jakby podany z trzeciej ręki. Wiedział więc, że rękopis istnieje, wiedział, co zawiera, ile ma stron, ale samego rękopisu nie miał. Po zamknięciu miesięcznika, w latach 70., gdy powymierali jego twórcy i redaktorzy, rękopisu nie odnaleziono. Gering, redaktor naczelny tego pisma twierdził, że pułkownik Potocki przebywał w Rumunii i tam zmarł w latach 60. Za nim powtarzają to rosyjscy naukowcy. Mnie się ten wariant wydaje mało prawdopodobny, ponieważ po 1945 r. Moskwa ścigała ocalałych lejbgwardzistów. Gdy Tito objął władzę, a w służbie króla Jugosławii było wielu oficerów, wszystkich ich wydał Moskwie i wszyscy poszli do łagru lub zostali rozstrzelani z wyjątkiem jednego admirała, którego ocalił, by mu budował flotę. W Rumunii w 1947 r. też schwytano wszystkich oficerów, więc jakim cudem Potocki miałby ocaleć? Przez cały okres międzywojenny bolszewicy ścigali lejbgwardzistów. W latach 30.doszło do bardzo głośnego procesu tzw. spisku lejbgwardzistów. Sądzono ich pułkami, nawet tych, którzy poszli na służbę do bolszewików. To był okres terroru stalinowskiego. Aresztowano i sądzono wszystkich. Osobno był proces wołyńców, osobno izmaiłowców i osobno proces oficerów Pułku Pawłowskiego. Wszystkich skazano na kary śmierci, na wszelki wypadek ich żony też. To była straszna masakra, my mało o niej wiemy, ale Rosjanie na emigracji wiedzieli.

A Witkacy o tym wiedział?