Dobry wojak Witkacy

Myślę, że tak, zresztą w jednej ze sztuk przedstawia bolszewicką żydówkę, która żywi się krwią wysysaną z lejbgwardzistów i poluje na nich. Więc miał świadomość, że takie polowanie się odbywa. Do tego dochodzi jeszcze jedna sprawa. W pułku Witkacego był porucznik Lewicki, Rosjanin, który został mężem Nadieżdy Plewickiej, ówczesnej bardzo znanej, śpiewającej gwiazdy filmowej. Witkacy znał Lewickiego i najprawdopodobniej był nawet na ich ślubie. Po rewolucji październikowej oboje przeszli na stronę bolszewików. Lewicki jako krasnyj komandir walczył z Białymi, a Plewicka mu towarzyszyła. Gdy podczas jednej z walk zostali przez Białych otoczeni i złapani, mieli zostać rozstrzelani. Jednak jeden z żołnierzy rozpoznał gwiazdę. Żołnierze oglądali z nią filmy, śpiewali jej piosenki, więc gdy powiedziała, że ją bolszewicy zmusili, że sama nie chciała z nimi być to Lewickiego rozstrzelano, a ona uszła z życiem. Została kochanką pułkownika Skoblina i wyjechała z nim na emigrację. Osiadła w Paryżu, koncertowała w całej Europie, także w Polsce: w Łodzi, Krakowie, Warszawie. Mimo że Witkacy specjalnie nie interesował się tym światkiem, to na pewno jej nazwisko obiło mu się o uszy, bo była bardzo sławna. W 1936 r. Nadieżda i jej mąż zostali aresztowani przez francuski kontrwywiad, okazało się bowiem, że oboje pracowali dla NKWD i wydali w ręce Moskwy generała Millera, przywódcę białogwardyjskiej emigracji. Sprowokowali spotkanie z nim, a agenci NKWD już czekali, wsadzili go w worek i wywieźli. Skoblin natychmiast po tym zdołał uciec, bo domyślał się, że rzecz zaraz się wyda. Wiadomo, że wsiadł do sowieckiego samolotu, który leciał z Paryża do Hiszpanii. Odleciał na jego pokładzie, ale w Hiszpanii już nie wysiadł. NKWD go spuściło nad Pirenejami, jak po wielu latach opowiedział jeden z nich. Nadieżda nic o tym nie wiedziała, czekała na męża w mieszkaniu, aż do aresztowania. Odbył się jej bardzo głośny proces, był relacjonowany w polskiej prasie niemal codziennie i Witkacy musiał o tym czytać. Skazano ją na 25 lat więzienia i podczas okupacji w więzieniu zmarła.

Zakłada Pan, że Witkacy musiał o tym słyszeć?

Tak. Znamy dość dokładny opis samobójstwa Witkacego. Wszyscy mówią o tym w kategoriach filozoficznych: koniec świata, katastrofa i zagłada cywilizacji. Ale osoby towarzyszące mu w ostatnich dniach życia wspominały, że Witkacy był po ludzku strasznie zdenerwowany i chyba równie po ludzku przerażony. Miał tłumaczyć: „Wy nie wiecie, do czego bolszewicy są zdolni”. Jego nie interesowała katastrofa świata, wiedział, że konkretnie, życiowo może to dotyczyć jego osobiście. Tego samego dnia co Witkacy z Bydgoszczy wyjechał na Wschód były pułkownik z carskiego Pułku Siemionowskiego. Był jedynym polskim lejbgwardzistą, który należał do klubu weteranów tego pułku w Paryżu. W II RP dosłużył się emerytury w polskiej kawalerii. W 1939 r. w polskim mundurze ruszył na Wschód, by ponownie wstąpić do wojska. Witkacy też chciał wstąpić do wojska. W Warszawie go nie przyjęli, więc liczył, że przyjmą go gdzieś indziej. Tego pułkownika Rosjanie schwytali w tym samym dniu, w którym Witkacy popełnił samobójstwo. NKWD wystarczyły 24 godziny na to, by ustalić, kim jest. Gdy go zidentyfikowali, rozstrzelali go na miejscu. NKWD prawdopodobnie dysponowało pełną kartoteką lejbgwardzistów. Być może te zeszyty, których nie możemy odnaleźć, istnieją w archiwum KGB, a wśród nich i dokumentacja dotycząca Witkacego. Myślę, że on rozumiał i koniec cywilizowanego świata, jaki przychodził z bolszewikami, i swoje osobiste niebezpieczeństwo. Na dodatek miał uczucie, że przed tym zagrożeniem nie ma ucieczki, a to, co może go spotkać, jest gorsze niż samobójstwo.

Strona 7 z 8« Pierwsza...45678