Drogie pośrednictwo NBP

Podniesienie na Węgrzech stóp procentowych o 300 pkt bazowych do ponad 11,5 proc. i to po wcześniejszych informacjach o tym, że Węgrzy skorzystają z 5 mld kredytu w euro z MFW, pokazuje jak poważna sytuacja z dnia na dzień może spotkać kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Należy się więc zastanowić, czy sposób w jaki chce pomagać NBP zagranicznym komercyjnym bankom jest właściwy. Nasze rezerwy dewizowe nie są gigantyczne (40 – 50 mld EUR). Za granicą jesteśmy zadłużeni na blisko180 mld EUR. 


Nasze rezerwy dewizowe nie są gigantyczne (40 – 50 mld EUR). Za granicą jesteśmy zadłużeni na blisko 180 mld EUR. Może się okazać, że miesięcznie będzie potrzeba 2 – 3 mld EUR płynności, żeby uregulować nasze zobowiązania zagraniczne. W tej sytuacji wspomaganie banków komercyjnych, które mają przecież pomoc w swych centralach jest dość poważnym obciążeniem. Nie bardzo wiadomo, czemu NBP ma spełniać rolę komercyjnego pośrednika, co dla niego wiąże się z kosztami.

Po wprowadzeniu pakietu zaufania przez NBP tylko jednego dnia w ramach operacji Repo zapotrzebowano aż 10 mld zł. Owszem banki komercyjne dają w zastaw obligacje i papiery dłużne, ale ich cena spada i NBP nie jest w stanie wyemitować i sprzedać dzisiaj obligacji. Takie działania mogą się okazać bardzo ryzykowne, jeśli nie niebezpieczne.

Tymczasem w Polsce poważnym wyzwaniem okazuje się kurs złotego. Wartość dolara to prawie 3 zł w kantorach, euro prawie 3,80 zł, franka prawie 2,50 zł. Powoduje to, że mamy odwrót kapitału spekulacyjnego z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, nie tylko na Węgrzech. Stoimy przed poważnym niebezpieczeństwem związanym nawet z atakiem spekulacyjnym na walutę jakiegoś z krajów. I dlatego należy mieć duże rezerwy i trzymać je na wszelki wypadek, tym bardziej, że deficyt obrotów bieżących rośnie i może w grudniu przekroczyć 22 – 25 mld EUR. To już poważne sygnały ostrzegawcze.

Autor jest niezależnym analitykiem gospodarczym