Gazowe gry Gazpromu wokół Morza Kaspijskiego

Władze rosyjskie, chcąc wysondować aktualne nastroje opinii międzynarodowej, posługują się specyficznymi instrumentami dyplomatycznymi. Są nimi nieoficjalne – choć jednocześnie stanowcze i kontrowersyjne – deklaracje publikowane w sprzyjających Kremlowi mediach krajowych.

 

22 listopada br. „Niezawisimaja Gazieta” opublikowała artykuł, który ostrzega przed rywalizacją o dostawy gazu ziemnego z Turkmenistanu do Europy. Przesłanie artykułu było krótkie: wkrótce rywalizacja w regionie Morza Kaspijskiego może doprowadzić nawet do wojny.

 

Projekt transkaspijskiej rury

Niewątpliwie artykuł w „Niezawisimej Gaziecie” odzwierciedla aktualny, nerwowy stosunek władz rosyjskich wobec ostatnich wydarzeń w regionie kaspijskim. We wrześniu br. państwa Unii Europejskiej upoważniły Komisję Europejską do negocjowania z Turkmenistanem oraz Azerbejdżanem umowy dotyczącej budowy infrastruktury, odpowiedniej do przesyłania gazu ziemnego. Strony mają się porozumieć w sprawie transkaspijskiego gazociągu, który byłby częścią unijnego projektu gazowego Nabucco. W lipcu 2009 r. w Ankarze – Turcja, Austria, Węgry, Rumunia i Bułgaria podpisały umowę, dotyczącą gazociągu o długości 3,3 tys. km. Rozpoczęcie budowy unijnej magistrali przewiduje się na 2013 r. Gaz z regionu Morza Kaspijskiego do Europy ma popłynąć przez terytorium Turcji, Rumunii i Bułgarii cztery lata później. Docelowa przepustowość Nabucco to 31 mld m3 gazu rocznie. Tą drogą surowiec ma być dostarczany przede wszystkim z Turkmenistanu.

 

Nabucco konkurencją dla South Stream

Projekt Nabucco, przewidujący przesył gazu z Azji Centralnej do Europy, jest konkurencyjny dla rosyjskiej propozycji budowy gazociągu South Stream. Gazociąg ten ma transportować gaz dwoma nitkami – ze wschodniego, rosyjskiego wybrzeża Morza Czarnego przez Rumunię, Serbię do Węgier i Austrii oraz drugą nitką do Grecji i Włoch. Przewidywana roczna przepustowość South Stream to 30 mld m3 surowca. Władze rosyjskie niedawno świętowały oficjalne otwarcie Gazociągu Północnego Nord Stream. South Stream to druga część planu Kremla na zmonopolizowanie dostaw gazu ziemnego do Europy. Do tej pory termin realizacji unijnego przedsięwzięcia Nabucco był wielokrotnie przekładany, a Komisja Europejska jawiła się jako instytucja nieskuteczna wobec planów rosyjskiego Gazpromu. Jednak niedawno zintensyfikowane działania dyplomatyczne Unii Europejskiej w regionie Morza Kaspijskiego, mogą poważnie ograniczyć rolę Federacji Rosyjskiej w Azji Centralnej.

 

Nadkaspijska piątka

Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych postanowiło więc przypomnieć międzynarodowej opinii publicznej, a zwłaszcza uczestnikom planowanych gazowych projektów, że działania w regionie Morza Kaspijskiego zostały uregulowane podczas II Szczytu Kaspijskiego w Teheranie – 16 października 2007 r. Państwa „nadkaspijskiej piątki” (Federacja Rosyjska, Iran, Turkmenistan, Azerbejdżan i Kazachstan), ogłosiły na koniec szczytu polityczną deklarację regulowania wszelkich działań i problemów w regionie kaspijskim we własnym gronie. Ówczesny prezydent Federacji Rosyjskiej, Władimir Putin, wyraził stanowczy sprzeciw wobec planów budowy magistrali gazowych na dnie Morza Kaspijskiego, bez zgody wszystkich pięciu państw leżących nad jego brzegiem. Deklaracja „nadkaspijskiej piątki” została następnie potwierdzona we wspólnym oświadczeniu prezydentów, wydanym na zakończenie III Szczytu Kaspijskiego – 18 listopada 2010 r. w Baku, w Azerbejdżanie. Strona rosyjska ostrzega również przed niebezpieczeństwem wynikającym z ewentualnego ułożenia rury transkaspijskiej w tym regionie, w związku z podwyższoną aktywnością sejsmiczną dna morskiego. Nieuregulowana (od upadku ZSRR w 1991 r.) kwestia statusu prawnego Morza Kaspijskiego uniemożliwia eksploatację bogatych złóż gazu i ropy w tym regionie. Obecna sytuacja braku ustaleń prawnych dotyczących Morza Kaspijskiego jest Moskwie na rękę, ponieważ torpeduje unijne plany dywersyfikacji źródeł energii oraz utrzymuje rolę Rosji jako głównego dostawcy gazu z Azji Środkowej do Europy. Władze rosyjskie wiedzą, że muszą zintensyfikować swe działania dyplomatyczne, jeśli dalej chcą być liczącym się graczem w regionie Azji Centralnej.

 

Zmiana układu sił w Azji osłabia Gazprom

Status Morza Kaspijskiego to dla Federacji Rosyjskiej sprawa energetycznego „być albo nie być” w Azji Centralnej. Do 2009 r. głównym importerem turkmeńskiego gazu była Rosja, która kupowała gaz ziemny po preferencyjnej cenie, a następnie sprzedawała go drożej państwom europejskim. W wyniku niezidentyfikowanego wybuchu doszło do zniszczenia głównego turkmeńskiego gazociągu eksportowego, co doprowadziło do konfliktu pomiędzy władzami Turkmenistanu i Rosji. W konsekwencji strony znacząco ograniczyły handel gazem. Sytuację wykorzystały Chiny, które w całości opłaciły projekt trzyletniej budowy gazociągu z Turkmenistanu na terytorium chińskie. Ponadto Pekin pożyczył władzom Turkmenistanu 4 mld dol. na eksploatację złóż tego surowca. Partner chiński dobrze zdaje sobie bowiem sprawę z wielkości turkmeńskich złóż gazu ziemnego (zasoby południowego Iolotanu szacuje się nawet na 21,2 bln m3) i zręcznie wykorzystuje błędy dyplomatyczne Rosji. Podczas ostatniej wizyty prezydenta Turkmenistanu, Gurbanguły Berdimuhamedowa, w Chinach (23-25 listopada br.) został podpisany kontrakt na dostawy 25 mld m3 gazu ziemnego do Chin (wraz z wcześniejszymi umowami, daje to już 65 mld m3 gazu eksportowanego do ChRL). Turkmenistan zainwestował także w drugi gazociąg do Iranu (otwarty w 2010 r.), uniezależniając się od dotychczasowego partnera rosyjskiego. Dochód otrzymany z eksportu gazu do Chin i Iranu, pozwoli Turkmenistanowi rozwinąć gospodarkę oraz wzmocnić swoją pozycję w regionie. Taka zmiana układu sił w regionie Azji Centralnej zdecydowanie osłabia Gazprom. Ponadto kryzys ekonomiczny w Europie i na Zachodzie, duży wysiłek finansowy związany z budową gazociągu Nord Stream oraz kolejne sprawy w Trybunale Arbitrażowym w Sztokholmie, nie sprzyjają rosyjskiemu monopoliście. Planowana wielka inwestycja South Stream musi poczekać. Dlatego Gazprom oraz władze rosyjskie próbują zyskać na czasie podsycając konflikt w regionie Morza Kaspijskiego i nie dopuszczając do głosu swych aktualnie największych konkurentów w tym regionie – Unii Europejskiej i Turkmenistanu.

 

Autorka jest analitykiem Instytutu Jagiellońskiego ds. Wspólnoty Niepodległych Państw.