Grosz do grosza

Spółki groszowe na warszawski parkiet, systematycznie powracają zza giełdowych kuluarów. Giełda Papierów Wartościowych i Komisja Nadzoru Finansowego już od co najmniej dwóch kwartałów pilnie śledzą wszelkie niejasności i próby manipulacji, związane z niszowym subrynkiem na GPW.


Winny split akcji

W centrum uwagi są spółki, których wartość rynkowa wynosi poniżej jednego złotego. Szczególnie te zbliżające się wyceną do pojedynczych groszy i wtedy powstaje sytuacja, gdy zmiana ceny waloru o grosz, powoduje znaczące zmiany procentowe w codziennych notowaniach. Najbliższymi przykładami takich spółek mogą być: FON, Mewa, Orzeł, Sanwil, Masters, Elkop czy PcGuard. Jak przebiega schemat narodzin typowej spółki groszowej? Najpierw spółka, mimo dużej płynności akcji, przeprowadza split walorów, zmniejszając wartość nominalną do grosza, po czym decyduje się na emisję nowych akcji, liczonych w milionach sztuk.

Teoretycznie bez ryzyka

W przeszłości – czasach hossy na parkiecie giełdowym – samo ogłoszenie splitu papierów wartościowych wprawiało w entuzjazm obecnych i potencjalnych akcjonariuszy danego przedsiębiorstwa. Wiązało się przede wszystkim z nagłą zwyżką kursu danej spółki, co jednak, prędzej czy później, nie kończyło się dobrze. Czysto technicznie, zmiany rzędu kilkudziesięciu czy kilkunastu procent praktycznie na każdej sesji, przeszkadzają w czytelności tabeli notowań. To utrudnia szybkie poruszanie się w statystykach dziennych. Teoretycznie nabywając akcje spółki po jednym groszu nie możemy stracić, bo prawo nie pozwala na notowanie poniżej jednego grosza. A potencjalny zysk wydaje się kuszący – aż +100 procent przy najmniejszym ruchu wzrostowym na dwa grosze.

Kolejka chętnych

W tym miejscu pojawia się inna kwestia: możliwość wejścia – wyjścia z poczynionej inwestycji. Przecież na rynku jest duża liczba uczestników chciących korzystać z zysku bez ryzyka. W praktyce inwestorzy przeczekują w kolejkach w arkuszu zleceń najpierw po stronie kupna, później po stronie sprzedaży. Takie kolejki teoretycznie mogą trwać w nieskończoność, o ile w firmie nie pojawią się nowe bodźce wewnętrzne lub argumenty płynące z samego parkietu, które mogły rozruszać bieżącą cenę giełdową. W związku z powyższym inwestorzy i spekulanci zmuszeni są ograniczyć potencjalne kwoty transakcji do procentowego minimum portfela inwestycyjnego.

Autor jest maklerem domu maklerskiego AmerBrokers