Intratna zemsta. Dlaczego polski rząd powinien pozwać Standard & Poor’s do sądu?

Przechodzenie analityków z agencji ratingowych do banków inwestycyjnych i z powrotem można by porównać do przechodzenia pracowników sądów do kancelarii adwokackich. Ciekawe, jak funkcjonowałoby na dłuższą metę orzecznictwo w sądach, gdyby ich pracownicy masowo szukali lepiej płatnej pracy w kancelariach reprezentujących w owych sądach swoich klientów? Pomimo wielu kryzysów finansowych i wielu następujących po nich reform, etyka w sektorze finansowym odbiega od standardów prawniczych i sądowych.

Wydawało się, że po wielkim kryzysie finansowym z 2008 r. i po ukaraniu S&P grzywną 1,38 miliarda USD za manipulacje ratingami w sprawie instrumentów finansowych (dotyczące kredytów hipotecznych) w USA, nastąpi w końcu jakiś przełom w systemie funkcjonowania agencji ratingowych. Z czasem wszystko wróciło spokojnie do starego porządku i tak widać już będzie, aż do następnego kryzysu.

Ci, którzy w kraju i za granicą odczuwają pewną satysfakcję patrząc na kuriozalną decyzję S&P wobec Polski, mają krótką pamięć. Nie dalej jak cztery lata temu, 13 stycznia 2012 r., S&P obniżył rating dziewięciu krajów strefy Euro, co wywołało burzę w wielu europejskich stolicach. Francuzi wyrazili oburzenie, że obniżenie ratingu ich kraju zostało ogłoszone na 100 dni przed wyborami prezydenckimi. Włosi oburzyli się, że obniżenie ratingu ich kraju zostało ogłoszone kilka tygodni po przegłosowaniu przez włoski parlament planu oszczędności budżetowych, mającego na celu uzdrowienie finansów publicznych.

Ówczesny europejski komisarz odpowiedzialny za gospodarkę, Olli Rehn, zagrzmiał w mediach (): „po ustaleniu, że moment nie był wybrany przez przypadek, ubolewam nad irracjonalną decyzją podjętą przez Standard & Poor’s dotyczącą ratingów kilku krajów strefy euro, w chwili gdy ta toczy decydującą walkę na wszystkich frontach, aby odpowiedzieć na kryzys”.

Kilka tygodni wcześniej, na początku grudnia 2011 r., kiedy S&P oświadczył, że obejmuje nadzorem 15 z 17 krajów strefy euro (co doprowadziło do późniejszej decyzji obniżenia ratingu dziewięciu krajom), Martin Schulz, ówczesny szef frakcji szef socjalistów w Parlamencie Europejskim oświadczył, że decyzja S&P jest „bardzo podejrzana” i wyraził publiczne zdziwienie, że decyzje tej agencji są z premedytacją podejmowane tuż przed szczytami europejskimi.

Komentowano nawet fakt, że dzień ogłoszenia decyzji S&P przypadł na piątek 13 (stycznia), co miało utwierdzić opinię publiczną w przekonaniu, że rządy państw strefy euro padły ofiarą kabały.

Warto przypomnieć dzisiaj krytykom Polski w kraju i zagranicą to ówczesne larum podniesione przez polityków w Paryżu, Rzymie i Brukseli na temat irracjonalnych decyzji S&P, podejmowanych w dziwnych momentach i ogłaszanych publicznie akurat w piątek 13. To może przekona Martina Schulza, że jeżeli chce zachować pewne pozory obiektywności i konsekwencji, to zamiast szukać amunicji do dalszego krytykowania polskiego rządu, powinien raczej z nim się solidaryzować, w imię sojuszu ofiar irracjonalnych decyzji Standard & Poor’s.

Strona 2 z 3123