Islandia nie odpuszcza banksterom

Islandia po wybuchu kryzysu w 2008 r., spowodowanym nieodpowiedzialną polityką inwestycyjną największych banków, zasłynęła bezkompromisowym podejściem do kwestii „ratowania” niewypłacalnych instytucji finansowych. O ile w Stanach Zjednoczonych i krajach Unii Europejskiej hołdowano hasłu „zbyt wielki, by upaść”, co w praktyce przekładało się na nacjonalizowanie strat i przerzucanie ich na podatnika, połączone z „zasypywaniem” kryzysu miliardami drukowanych w stachanowskim tempie dolarów i euro, o tyle rząd Islandii pod presją obywateli, którzy wyszli na ulice odmawiając spłaty bankowych zobowiązań, pozwolił swoim bankom na upadłość, następnie zaś objął je zarządem komisarycznym (Glitnir, Kaupthing i Landsbankinn). Uczynił tak, dodajmy, wbrew naciskom światowej finansjery i obcych stolic oraz wprowadził restrykcyjną kontrolę kapitałową, interweniując dodatkowo na rynku kredytów hipotecznych i odmawiając wdrożenia zamrażającej gospodarkę polityki zaciskania pasa – na przekór obowiązującym dogmatom lansowanym wówczas przez MFW (ta instytucja zaczęła zmieniać zdanie dopiero pod wpływem sukcesów węgierskiej „orbanomiki”). W efekcie, Islandia stosunkowo szybko powróciła na drogę wzrostu gospodarczego.

Ale to nie wszystko. Otóż Islandia poważyła się na bezprecedensowy krok: zaczęła wsadzać swoich banksterów za kratki. Porównajmy to sobie choćby z USA, gdzie skazano jedynie Bernarda Madoffa za stworzenie piramidy finansowej, natomiast szefowie takiego Lehman Brothers, od którego bankructwa zaczęło się globalne domino, mają się świetnie. Richard Fuld, prezes Lehman Brothers, cały czas działa w świecie finansów, prezes AIG Martin Sullivan odpowiedzialny za proceder ubezpieczania ryzykownych kredytów hipotecznych, w wyniku czego firmę musiała ratować od upadłości dotacja publiczna w wys. 85 mld USD odszedł z roczną pensją 28 mln USD plus kolejne 15 mln odprawy, Rick Wagoner, który doprowadził do bankructwa General Motors cieszy się wolnością i zgromadzonym majątkiem, James Cayne, szef Bear Stearns, który „utopił” spółkę w toksycznych aktywach hipotecznych (przejął ją za bezcen JP Morgan), sprzedał swe udziały za 61 mln USD po czym przeszedł na emeryturę – i tak dalej.

Na tym tle Islandia prezentuje się wyjątkowo. Od 2012 r. skazano na kary od kilku miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności już 26 prominentnych bankierów. Najwyższa kara za przestępstwa finansowe wynosi na Islandii 6 lat, lecz tamtejszy Sąd Najwyższy rozważa podniesienie górnej granicy „widełek”. Łącznie wydane dotychczas wyroki opiewają na 74 lata odsiadki i zapewne nie jest to ostatnie słowo. Ciekawie przedstawia się tutaj kalendarium podane przez „Iceland Magazine”. Spójrzmy na niektóre z orzeczeń: 2012 – Baldur Gudlaugsson, sekretarz Ministerstwa Finansów – 2, 5 roku więzienia, Ragnar Z. Gudjonsson – dyrektor generalny „Byr, a Savings and Loan” – 4,5 roku, Jon Porsteinn Jonsson – prezes BYR – 4,5 roku; 2013 – Styrmir Por Bragason – dyrektor generalny MP Bank – 1 rok więzienia, Fridfinnur Ragnar Sigurdsson – dyrektor ds. rynków międzybankowych w Glitnir – 15 miesięcy; 2014 – Lydur Agustsson – prezes funduszu inwestycyjnego Exitia, jednego z głównych udziałowców Kaupthing – 9 miesięcy, Birkir Kristinsson – menedżer private banking w Glitnir – 5 lat, Johannes Baldursson – dyrektor rynków kapitałowych w Glitnir – 5 lat, Magnus Arnar Arngrímsson – dyrektor zarządzający ds. finansów korporacyjnych w Glitnir – 5 lat; Elmar Svavarsson – makler giełdowy w Glitnir – 4 lata…

Przejdźmy do ostatnich wyroków, w październiku 2015 r. dołączyło bowiem do więziennej kolekcji sześciu następnych bankowych prominentów: Sigurjon P. Arnason – dyrektor generalny Landsbankinn – 3 lata odsiadki, Elín Sigfusdottir – dyrektor ds kredytów dla przedsiębiorstw – 1,5 roku, Steinpor Gunnarsson – szef maklerów – 9 miesięcy, Hreidar Mar Sigurdsson – dyrektor generalny Kaupthing – 6 miesięcy, Magnús Guðmundsson – dyrektor generalny Kaupthing Luxemburg – 1,5 roku, Skuli Porvaldsson – inwestor Kaupthing – 6 miesięcy.

Wśród zarzutów znajdziemy m.in.: naruszenie obowiązku powierniczego, oszukańcze pożyczki, pranie pieniędzy, wprowadzanie w błąd władz i rynków finansowych, wykorzystywanie zastrzeżonych informacji do spekulacji akcjami, sprzeniewierzenie funduszy, manipulacje kursami… Uff, Islandczycy ostro sprzątają i dają zarazem przykład innym – pytanie, czy ci „inni” zechcą z owej lekcji skorzystać, a może wkrótce być okazja, bo na horyzoncie mamy kolejną falę załamania gospodarczego. Tymczasem bezkarność mogła jedynie umocnić banksterskie „święte krowy” w przekonaniu, iż w razie wpadki czeka ich miękkie lądowanie na workach z publicznymi pieniędzmi – więc nadal ryzykują. Zmienić ten stan rzeczy może jedynie masowy wybuch społeczny, jak stało się to na Islandii. I zapewne dlatego o banksterskich procesach napomyka się jedynie półgębkiem. Finansowi potentaci przywykli do nietykalności i nie chcą, by w ich obecności wspominano o sznurze.

————-