Jacek Kapica – człowiek przez którego PO przegra wybory

W 2007 r. poparcie dla Platformy Obywatelskiej deklarowało 9 na 10 przedsiębiorców. Dzisiaj już tylko 2 na 10. – Duża w tym zasługa wiceministra finansów Jacka Kapicy. Jest on autorem zmian w ustawie hazardowej, które okazały się katastrofą dla budżetu państwa (strata ponad 6 mld złotych w związku z likwidacją legalnych salonów gry). Nie rozwiązał problemu nielegalnych automatów, mimo buńczucznych deklaracji. Fundusz przeznaczony na walkę z uzależnieniem okazał się fikcją. Jeśli PO przegra jesienne wybory, duża w tym zasługa będzie właśnie ministra Kapicy – mówi Andrzej Długosz, wiceprezydent Pracodawców RP.

Rachunek za 7 lat rządów Kapicy będzie jednak znacznie wyższy i zapłacimy go my – podatnicy, a nie PO. Branża hazardowa może domagać się około 8 mld zł odszkodowania. Na skraj bankructwa postawiono polskie firmy produkujące karetki dla szpitali i skażony spirytus, a ostatnio podlegli Kapicy urzędnicy zmienili interpretację prawa i chcą puścić z torbami firmy, które zaliczyły kilka lat temu straty z tytułu wykupu opcji walutowych, jako koszty swojej działalności. Last but not least). Kapica odpowiada również za podwyżki akcyzy na alkohol i tytoń, które skutkowały spadkiem wpływów do budżetu, dochodów legalnie działających firm, a wzrostem dochodów przestępców zajmujących się przemytem.

– Jest ucieleśnieniem urzędniczej pychy, arogancji, szkodnictwa, działań wrogich, niezrozumiałych, antyspołecznych: – wszystkich negatywnych działań Ministerstwa Finansów przez urzędników. On ich kreował, wymuszał (są na to dowody w postaci notatek z narad) działania. Tych których nie chcieli się stosować do jego pokrętnych interpretacji usuwał ze stanowisk – komentuje Cezary Kaźmierczak, szef Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Kilka miesięcy temu wybuchł skandal, gdy ujawniono, że Ministerstwo Finansów chce wprowadzić kontrolerom skarbowym minimalny poziom skutecznych kontroli. Krótko mówiąc każdy kontroler będzie musiał dostarczyć określony kontyngent przedsiębiorców, którzy zostali ukarani za złe rozliczanie się z fiskusem. Z ujawnionej notatki wynikało, że skuteczne ma być 80 proc. kontroli. Kapica zdementował informację i powiedział, że „tylko 55 proc.”. Plan łapania określonej liczby przestępców do tej pory był znany tylko z czasów czystek stalinowskich, gdy rejonowe oddziały NKWD miały za zadanie dostarczyć określoną liczbę szpiegów i wrogów ludu. A w razie nie wykonania zadania, kierownictwo musiało liczyć się z faktem, że samo posłuży do uzupełniania braków. W wersji Kapicy urzędnicy, którzy nie będą mogli się pochwalić kontrolami z sukcesem, stracą pracę. Nie trzeba być Nostradamusem, aby przewidzieć, że urzędnicy chcąc zachować robotę będą na siłę szukać winy kontrolowanych przedsiębiorców.

Spokojnie to tylko interpretacja

„Jesteśmy zdumieni sytuacją, w której w biały dzień odbywa się proces niszczenia konkretnych firm. I to na dodatek w bardzo specyficznych miejscach, bo przypomnę, że Starachowice i Ropczyce to nie są miejsca, w których jest tysiące firm działających, które mogą przejąć pracowników bankrutujących firm. Są to firmy działające na giełdzie, podlegają reżimowi informacji publicznej, są audytowane, weryfikowane. Cały system, który stworzyło państwo polskie, również parlament, jest nic nie warty, bo jest unieważniony decyzją jednej konkretnej urzędniczki, która ma inną interpretację prawa. Podkreślam nie mówimy o złamaniu prawa, tylko innej interpretacji” – mówił 23 lipca Andrzej Długosz na posiedzeniu sejmowej Komisji Finansów Publicznych o działalności urzędników skarbowych, którzy zaczęli podczas kontroli kwestionować zasadność zaliczania strat z tytułu wykupu opcji walutowych przez przedsiębiorców. Skutek jest taki, że firmy, które przetrwały wpadkę z opcjami i spłaciły długi wobec banków dziś mają znaleźć kolejne miliony dla skarbówki. Na wyrozumiałość nie ma co liczyć, bo nadzór nad skarbówką ma wiceminister finansów Jacek Kapica (przezywany przez przedsiębiorców „Kaplicą”). Urzędnicy ministerstwa finansów podkreślają, że nie ma sprawy, bo decyzje są nieprawomocne i można je zaskarżyć. Chodzi o to, że procesy ze skarbówką będą trwały wiele lat, a w tym czasie firmy, których dotyczy spór nie mogą otrzymać zaświadczenia o niezaleganiu z podatkami, a więc są wykluczone z państwowych przetargów. Na użytek windykowania ofiar opcji walutowych urzędnicy skarbowi stworzyli interpretację prawa, z której wynika, że banki nie są specjalnymi podmiotami zaufania publicznego, tylko „normalnymi” firmami. Komisja finansów publicznych jednogłośnie uchwaliła dezyderat, które można streścić jako wezwania kierownictwa Ministerstwa Finansów, do powstrzymania kreatywnej interpretacji prawa przez podległych mu urzędników.

Nie wiadomo, czy to wystarczy, bo w analogicznej sytuacji w wypadku naliczania akcyzy wstecz dla producentów karetek – niewiele to pomogło. W 2010 r. kierowana przez Kapicę Służba Celna zmieniła interpretację prawa i zaczęła windykować „zaległe” podatki akcyzowe od sprzedanych karetek – 5 lat wstecz. Producenci karetek nigdy nie płacili akcyzy. Ich klientami były w zdecydowanej większości państwowe szpitale. Czyli nie ma mowy o żadnym uszczupleniu dochodów skarbu państwa. Trudno przypuszczać, aby państwa jako główny klient, samo chciało się obciążać akcyzą. W grę wchodziło…5 mln zł rocznie. Aby móc ją ściągać minister Kapica uznał, że karetka nie jest pojazdem specjalistycznym, tylko osobowym. Akcyzą obłożył całą wartość pojazdu, łącznie z zamontowanym tam wyposażeniem medycznym. „[Działania ministra Kapicy – przyp. red.] doprowadziły w istocie do nieuprawnionego poszerzenia katalogu wyrobów akcyzowych, a tym samym do naruszenia art. 217 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stanowiącego, że nakładanie podatków (…) następuje w drodze ustawy” – napisał Wojewódzki Sądu Administracyjny w Gliwicach w styczniu 2014 r. Niektórzy producenci praktycznie przez działalność Kapicy splajtowali. Inni ledwo dyszą. Zarabiają zagraniczni producenci, którzy do tej pory nie byli obecni na polskim rynku. Nasze rodzime firmy zajęte walką o przeżycie nie są w stanie powalczyć o zagraniczne rynki. Cały przemysł zatrudnia około 3 tys. osób, których miejsca pracy są obecnie zagrożone.

Podobnie skarbówka potraktowała firmy handlujące skażonym alkoholem. Przepisy się nie zmieniły, ale interpretacja już tak. I znów na działaniach Kapicy i jego podwładnych zyskały zagraniczne firmy. – To się samo nie zrobiło. Ktoś dał sygnał i ktoś koordynował działania, żeby zniszczyć polski przemysł skażania alkoholu i otworzyć drogę dla importu skażonego alkoholu z zagranicy. To była i jest zorganizowana akcja. Celem naszego zawiadomienia jest, żeby prokuratura wyjaśniła wszelkie okoliczności z tym związane i ustaliła sprawców tych działań. — stwierdził na specjalnie zwołanej na konferencji prasowej Marcin Nowacki, wiceprezes ZPP. Dziś skutek jest taki, że skażony alkohol etylowy kupowany jest za granicą, ale nie można go już produkować w Polsce. Setki osób straciły pracę, a budżet wpływy.

Cudowne dziecko „Unii Wolności”

Kapica (we wrześniu skończy 45 lat) lubi pozować na twardego, pryncypialnego, uczciwego apolitycznego urzędnika. Apolityczny na pewno nie jest. Do rządu PO trafił 1 lutego 2008 r. w nagrodę iż jako dyrektor szczecińskiej izby celnej skutecznie spacyfikował strajkujących celników. Po latach okazało się dzięki ujawnieniu prywatnych rozmów polityków, że stało się to za sprawą rekomendacji Sławomira Nowaka, wówczas ministra w kancelarii premiera Donalda Tuska. Jeszcze jako student w 1993 r. zaangażował się w kampanię wyborczą Unii Demokratycznej (późniejszej Unii Wolności). Gdy szefem partii w drugiej połowie lat 90. został Leszek Balcerowicz, Kapica awansował na szefa biura UW. To z tego okresu pochodzą jego najważniejsze znajomości polityczne, a także to iż niektóre media traktują go jak „świętą krowę” i nie wyliczają wpadek. Doceniał go nie tylko Balcerowicz, ale także „guru” unitów Jacek Kuroń, który odwiedzając Szczecin zawsze zabiegał o towarzystwo Kapicy. „Politycy ówczesnej UW przekazywali sobie Jacka Kapicę z rąk do rąk, traktując go jako bardzo użyteczne narzędzie – człowieka tła, cienia, dobrego menedżera bez większych ambicji politycznych, którego nie trzeba się obawiać” – napisała Mira Suchodolska, kreśląc portret Kapicy na łamach „Dziennika Gazety Prawnej”.

Wiele wskazuje, że technokrata za jakiego mieli dawni politycy UW Kapicę zwyczajnie stał się przez te lata człowiekiem przywiązanym do realnej władzy. Urzędnikiem został w 1999 r. polityk UW Zbigniew Bujak dostał funkcję szefa Głównego Urzędu Ceł Kapica. Po odejściu Bujaka stracił pracę i bez sukcesów próbował swoich sił jak przedsiębiorca w branży cateringowej (niektórzy z tym niepowodzeniem wiążą nienawiść Kapicy do przedsiębiorców). Na urzędniczy etat powrócił wiosną 2004 r. gdy do przejęcia władzy szykował się Marek Belka, wspierany przez ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Ówczesny prezydent, szykując się do opuszczenia pałacu prezydenckiego chciał stworzyć nową partię z połączenia SLD i Unii Wolności, która miała być jego zapleczem politycznym. Jak to się skończyło – wszyscy wiemy. Ale ostatni rok rządów SLD 2004-2005 służył do budowania pozycji i wpływów tej partii. Także w aparacie urzędniczym.

Przyjaciel przemytników, wróg hazardu

– Kapica trudno odmówić, że jest bardzo inteligentnym człowiekiem. Trudno mi uwierzyć, że wszystkie błędy, które popełnił wynikają z ignorancji – zastanawia się jeden z przedsiębiorców. Dzięki temu, że na ujawnionych w 2009 r. podsłuchach lobbystów hazardowych Kapica występował jako czarnych charakter, przylgnęła do niego opinia pryncypialnego i niepodatnego na naciski. Do wykreowania go w tej roli przyczyniło się przyznanie mu ochrony rządowej, chociaż nic mu nie groziło. Odwróciło to uwagę opinii publicznej od tego co robił Kapica przy ustawie hazardowej. Jeszcze w grudniu 2009 r. „Polska The Times” ujawniła, że w latach 2008-2009 resort przygotował pięć wersji nowych rozwiązań ustawowych. Wszystkie projekty miały trzy wspólne cechy: zyskiwały na nich dwa podmioty – Totalizator Sportowy (TS) i współpracująca z nim amerykańska firma G-Tech. A za przygotowaniach tych projektów odpowiadał wiceminister finansów i szef Służby Celnej Kapica. Gdy „Polska The Times” chciała od niego uzyskać odpowiedź kto odpowiada za takie, a nie inne zapisy, Kapica odmówił odpowiedzi. Dla G-Tech pracowali lobbyści zaprzyjaźnieni z politykami dawnej Unii Wolności, zresztą firma ta miała szerokie wypływy wśród większości polskiego establishmentu dlatego sprawa ta została zmarginalizowana przez komisję śledczą badającą w 2010 r. tzw. aferę hazardową. Totalizator Sportowy zarobić miał na wprowadzeniu wideoloterii, które miały zająć miejsce na rynku usuwanych automatów o niskich wygranych. Zarobiłby na tym również G-Tech, który dostarcza oprogramowanie do Totalizatora i ma procent od obrotów. W 2006 r. wybuchł mały skandal, gdy podczas śledztwa wyszło na jaw iż Józef Blass, dobry znajomy polityków UW (ale także innych opcji politycznych) otrzymał za monitorowanie działań polskiego rządu od G-Tech 20 mln USD honorarium. Polskie śledztwa nic nie wykazały w tej sprawie.

Kapica był odpowiedzialny w 2009 r. za uchwalenie wadliwego prawa, delegalizującego automaty o niskich wygranych, które zostało uznane za sprzeczne z prawem UE w lipcu 2012 r. przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości (chodziło o brak obowiązkowej notyfikacji tego prawa). Kapica nie przejął się wyrokiem i delegalizacją swojej ustawy zwyczajnie ignorując prawo. Jego strategia jest prymitywnie prosta: doprowadzić należne przedsiębiorcom odszkodowania do takiej wysokości, aby żaden polski sąd – w obawie o stabilność finansów publicznych – nie odważył się ich zasądzić. O tym, że Kapica ma wpływowych przyjaciół okazało się w połowie 2014 r. Jak ujawnił TVN 24 miały być mu postawione zarzuty „niedopełnienia lub przekroczenia obowiązków”. Po interwencji Prokuratury Generalnej śledczych chcących oskarżyć Kapicę odsunięto od sprawy, a same zarzuty znikły.

Kapica również odpowiada za fiasko polityki akcyzowej państwa w kluczowych obszarach tytoniu i alkoholu. W czasach rządu SLD 10 lat temu w praktyce sprawdzono tzw. krzywą Laffera, teorię wg. podwyżki podatków generują wzrost dochodów tylko do pewnego momentu, bo jak są za wysokie, to ludzie zaczynają łamać prawo i nie chcą płacić. Obniżka akcyza na alkohol doprowadziła wówczas do wzrostu dochodów budżetowych. Kapicy przeforsował podwyżkę akcyzy na alkohol i wyroby tytoniowe, chociaż organizacje przedsiębiorców tłumaczyły mu, że skutkiem będzie spadek wpływów do budżetu, a także spadek sprzedaży legalnych producentów i importerów w Polsce. Przedsiębiorcy oczywiście mieli rację: spadek wpływów z akcyzy od tytoniu i alkoholu w pierwszym półroczu 2014 r. wyniósł 567 mln zł. Wzrosły natomiast dochody przemytników (tylko na wschodniej granicy liczba ujawnionego przemytu alkoholu wzrosła o połowę). Kapica nie zamierza się przyznać do błędu i zapowiedział utrzymanie obecnych stawek podatku akcyzowego. Dziś handel nielegalnym tytoniem daje w Polsce większe dochody niż sprzedaż narkotyków, a kara za to przestępstwo to zwykle grzywna lub wyrok w zawieszeniu.

Dla większości przedsiębiorców Kapica stał się dziś symbolem tego co najgorsze w biurokratyzmie polskich urzędników. Kilkaset tysięcy przedsiębiorców nie uciekło do Wielkiej Brytanii z powodu wysokości podatków (są tam nieznacznie większe), ale z powodu tego, że tam są traktowani jak ludzie, którym należy pomagać, bo tworzą miejsca pracy, płacą podatki. Normalne państwa wspierają krajowe firmy, tak aby stały się na tyle silne by mogły podjąć zagraniczne ekspansje. Wiceminister finansów Kapica prowadzi taką politykę, jakby zależało mu na tym, aby jak najwięcej firm opuściło jego jurysdykcję podatkową.

Autor jest redaktorem naczelnym „Uważam Rze”

 

Jan Piński

Dziennikarz z 18-letnim stażem. Były szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, a także były redaktor naczelny "Uważam Rze". Aktualnie naczelny "Gazety Finansowej" i gf24.pl. Z zamiłowania szachista (były wicemistrz Europy juniorów). Motto: dziennikarz nie pisze co wie, ale zawsze wie co pisze.