Jantarowe przekręty

O tym, że na Wołyniu i Polesiu są znaczne pokłady bursztynu, wiedziano od stuleci, a dowodem niech będzie fakt, że miejscowa ludność używała kamienia, jako popularnej podpałki do rozpalania wiejskich pieców. Przecież bursztyn to nic innego niż żywica, która w trakcie 25 milionów lat zmieniła swój stan fizyczny.

 

Natura poskąpiła Ukrainie ropy naftowej i gazu, ale Polesie i Wołyń kryją inne bogactwo – bursztyn. Ostrożne oceny tamtejszych złóż jantaru oscylują od kilkuset milionów do nawet czterech miliardów dolarów. Nic dziwnego, że wojna o kontrolę nad wydobyciem surowca przysłoniła pilne reformy strukturalne, a nawet problem rekonstrukcji rządu w Kijowie. Jak obecnie wygląda bursztynowy biznes na Ukrainie i jakie są perspektywy jego wydobycia spod korupcyjnych i kryminalnych wpływów? Czy polska branża jubilerska skorzysta na obecnym stanie rzeczy? A może warto zainwestować w polsko-ukraińską współpracę bursztynową?

Historia wołyńskiego jantaru

O tym, że na Wołyniu i Polesiu są znaczne pokłady bursztynu, wiedziano od stuleci, a dowodem niech będzie fakt, że miejscowa ludność używała kamienia, jako popularnej podpałki do rozpalania wiejskich pieców. Przecież bursztyn to nic innego niż żywica, która w trakcie 25 milionów lat zmieniła swój stan fizyczny. Jednak geologiczna wiedza o posiadaniu takiego bogactwa nie była równoznaczna z przemysłowym wydobyciem. Szczególnie w komunistycznej gospodarce, która nie widziała dla tego surowca żadnej niszy. Dlatego pierwsze przymiarki do eksploatacji złóż rozpoczęły się dopiero w latach 70. XX w., a więc w czasach głębokiego ZSRR. Wtedy rozpoczęto geologiczne badania, które potwierdziły zaleganie bursztynu na Polesiu i Wołyniu, a konkretnie w dzisiejszych obwodach: lwowskim, rówieńskim, tarnopolskim i żytomierskim. Mapy, jakie wówczas powstały sugerowały, że na Żytomierszczyźnie zalegają małe, ale za to bardzo liczne gniazda jantaru, im bardziej zaś na Zachód, tym całe żyły, a nawet pokłady są obfitsze i rozleglejsze. Bardzo zachęcająco brzmiały też wnioski z praktycznych odwiertów, które udowodniły, że największa głębokość złóż wynosi dziesięć metrów w głąb gruntu, a najmniejsza to zaledwie dwa metry, a więc na wyciągnięcie łopaty. Po rozpadzie imperium bursztynem zainteresowały się władze niepodległej Ukrainy, które obejmując kraj w suwerenne posiadanie, zinwentaryzowały wcale liczne bogactwa naturalne. Podjęły także niejako na zapas, szereg niefortunnych decyzji prawnych, wychodzących dzisiaj, mówiąc językiem potocznym – bokiem. Po pierwsze, został ustanowiony państwowy monopol na wydobycie surowca, a jego odzwierciedleniem stało się powołanie przedsiębiorstwa „Ukrbursztyn” z siedzibą w Równem. Następnie w 1998 r. na jego bazie powołano dwie spółki córki: „Bursztyn” i „Bursztynowe kopalnie”, po to jednak, aby w 2001 r. nie wiedzieć czemu, reformując wydobycie złota i produkcję tytanu, zorganizować scentralizowaną firmę „Ukraińskie polimetale”, która wchłonęła sektor bursztyniarski. Jak głosiło rozporządzenie ówczesnej rady ministrów, ten państwowy moloch otrzymał prawo restrukturyzacji wydobycia jantaru, z czego skorzystał, powołując do życia zjednoczenie. Państwowy koncern „Bursztyn Ukrainy” do dziś pozostaje jedynym, wyspecjalizowanym podmiotem prawa gospodarczego, w czyich kompetencjach leży nie tylko legalne wydobycie i przemysłowa obróbka kamienia, lecz także zbyt na rynkach krajowym oraz zagranicznym. Meandry ukraińskiej biurokracji są naprawdę zawiłe, ale żeby dodatkowo zagmatwać kwestię prawnego pozyskiwania surowca, należy poczynić jeszcze dwie, ważne uwagi. Otóż ustawa o wydobyciu bursztynu z 2010 r. przyznała ministerstwu zasobów naturalnych kompetencję wydawania zezwoleń na jego pozaprzemysłową eksploatację. Otrzymanie odpowiedniego zezwolenia nie jest jednak w tym kraju sprawą prostą, dlatego dziś oprócz państwowej firmy „Bursztyn Ukrainy”, takim przywilejem cieszy się jedynie sześć innych, dla odmiany prywatnych podmiotów gospodarczych. Na mocy ministerialnej decyzji posiadają one jedynie prawo czasowej dzierżawy gruntu, pod którym kryją się złoża. Według właściciela jednej z prywatnych spółek, nie ulega wątpliwości, że licencje są niczym innym jak formą urzędniczej korupcji, czas bowiem poświęcony na zdobycie państwowego zezwolenia wyniósł pięć lat i został okupiony niezwykle wysokimi kosztami. Z drugiej strony, prawo legalnego wydobycia zawiera szereg zaostrzeń natury ekologicznej, zobowiązując do pozyskiwania kamienia najmniej inwazyjnymi metodami oraz do późniejszej rekultywacji gruntu. Takie bariery formalne blokujące legalne wydobycie bursztynu wynikają zaś z ustawowego zrównania kamienia z kruszcami i kamieniami szlachetnymi, co zarazem wpływa na silne ograniczenie jego obrotem, w tym eksportem. A więc ukraińskie prawo zrównuje bursztyn z diamentami. Powyższe uwagi, a szerzej cały wstęp są potrzebne dla najważniejszej konkluzji. Otóż obecnie 99,9 proc. wydobycia i obrotu bursztynu dokonuje się na Ukrainie nielegalnie. Dość powiedzieć, że oficjalnie państwowy monopolista „Bursztyn Ukrainy” pozyskuje rocznie do 3 ton surowca, podczas gdy ostrożne szacunki sumarycznego urobku 2015 r. sięgają od 30 do nawet 300 ton przy całkowitych zasobach szacowanych od 1,5 do 3 tys. ton. Co rodzi nie tylko równoległą rzeczywistość gospodarczą i prawną, lecz także świadczy, że ten niezwykle dochodowy biznes znajduje się całkowicie poza jakąkolwiek kontrolą państwa. A że bursztyn kopią wszyscy, warto wyjaśnić przyczyny boomu, jaki ogarnął terytorium naszego sąsiada.

————————————————

Więcej w najnowszej „Gazecie Finansowej”

E-wydanie: https://wogoole.pl/kwiecien/220-gazeta-finansowa-152016.html