Jeden nadzór to korzyści dla wszystkich

Ze Stanisławem Kluzą, szefem Komisji Nadzoru Finansowego, rozmawiali Eliza Snowacka i Artur Skoneczko

Pod Pana nadzór trafiła już większość rynku finansowego, teraz KNF chce przejąć nadzór nad bankami. Co zmieni się w tej sytuacji na rynku, jeżeli chodzi o jego uczestników?

Zintegrowanie nadzorów niesie za sobą korzyści dla wszystkich. I mam tu na myśli zarówno klientów usług finansowych, jak i instytucje, które nadzorujemy. Jeżeli chodzi o instytucje, to gdy weźmiemy pod uwagę produkty, w przypadku których dziś do końca nie wiadomo, któremu sektorowi podlegają i który nadzór powinien mieć nad nimi pieczę. Dzięki połączeniu nadzorów, skończą się takie problemy. To samo dotyczy wniosków. Jeżeli mamy prospekt emisyjny banku, to podlega to nadzorowi zarówno bankowemu, jak i kapitałowemu. Wniosek krąży między jedną a drugą instytucją i proces rozpatrywania wniosku trwa dłużej. Dlatego zintegrowany nadzór jest szybszy i efektywniejszy. To sprawdza się już nawet na tym etapie, kiedy udało nam się zintegrować pierwsze trzy segmenty: kapitałowy, emerytalny i ubezpieczeniowy.

A jeśli chodzi o klientów?

Dotychczasowy nadzór bankowy to nadzór, który licencjonuje, wydaje decyzje, ale nie zwraca za to uwagi na prawa klientów. Zwróćmy uwagę, że KNB ma swoje obowiązki i kompetencje. Tymczasem nadzór finansowy ma w ustawie cel ochrony klientów, edukacji rynku. To zdecydowanie więcej niż nadzór bankowy, który może chronić co najwyżej depozyty. Ale to nie to samo. Wystarczy wspomnieć ostatni przypadek – nierzetelne reklamy produktów bankowych czy wprowadzające w błąd klienta oferty funduszy inwestycyjnych. Nadzór bankowy nie ma kompetencji, by w takich sytuacjach reagować. Dlatego utrzymywanie tzw. okresów przejściowych, jest dużo gorsze niż podjęcie decyzji o integracji. Lepiej będzie, gdy przeprowadzimy całkowitą integrację.

Jak Pan myśli, dlaczego prezydent chce odroczyć ten proces aż do 2013 r.? Również Sławomir Skrzypek, szef NBP, niechętnie chce oddać nadzór. Rozumie Pan te sprzeciwy?

Nie słyszałem żadnych merytorycznych zarzutów. Jesteśmy przygotowani do integracji. Mam tu na myśli nie tylko KNF, ale i bank centralny. Zatem czemu mielibyśmy mieć wątpliwości, co do realizacji tego przedsięwzięcia?

Jest Pan zatem optymistą, jeżeli chodzi o połączenie nadzorów?

Tak. Wszystko jest świetnie przygotowane.

Na czym polega owa gotowość?

Powołaliśmy wspólne zespoły robocze KNF i NBP, które prowadzą prace w związku z wydzieleniem nadzoru bankowego z banku centralnego i włączeniem go w kompetencje KNF. To są wyzwania na płaszczyźnie kadrowej, systemów informatycznych i baz danych, ale również kwestia mienia i spójności prawnej. Moja pewność, że jesteśmy przygotowani do połączenia wynika między innymi z informacji od osób, które kierują zespołami roboczymi.
PiS popierało ten pomysł, kiedy jeszcze Leszek Balcerowicz był szefem NBP. Skąd teraz tak silna opozycja? Krążą opnie, że stracił Pan poparcie PiS-u…
Kierowanie się poparciem lub jego brakiem przy budowie nadzoru zintegrowanego jest sprawą wtórną. Jeżeli chcemy zbudować nadzór zgodnie z intencjami, jakie mamy, to musi być on niezależny. Nie jest rolą KNF udział w debacie politycznej. My angażujemy się w debaty merytoryczne.

Niektórzy twierdzą, że problem to SKOK-i. W Komisji Nadzoru Bankowego czeka wniosek o licencję dla nich. Czyżby PiS uważał, że Sławomir Skrzypek spojrzy na nie przychylniej niż Pan?

Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowe złożyły wniosek do nadzoru bankowego i jest on już od dłuższego czasu procedowany przez GINB. W dalszym ciągu są pytania i wątpliwości. KNF, przed ewentualną decyzją dokładnie zapozna się z wnioskiem o utworzenie banku przez SKOK-i.

A jeśli nadzór przejdzie w Pana kompetencje, a ostateczna decyzja będzie należała do instytucji kierowanej przez Pana, to jakiej można spodziewać się decyzji?

Dopóki nie zapoznamy się ze wszystkimi informacjami na ten temat, trudno spekulować, jaki będzie końcowy rezultat. Nad takimi sprawami trzeba pracować po pierwsze dobrze, a dopiero w dalszej kolejności szybko.

Czy połączenie nadzorów osobiście będzie dla Pana dużym wyzwaniem?

Tak, ale ta operacja jest starannie przygotowana. Mamy też za sobą doświadczenia związane z połączeniem KPWiG i KNUiFE w 2006 r. To będzie podobna praca. Będziemy łączyć codzienną pracę z elementem incydentalnym, wynikającym z fuzji KNF z nadzorem bankowym. To będzie ciekawe doświadczenie.

Pana kariera potoczyła się dosyć szybko. Czy spotyka się Pan czasami z zarzutem, że jako osoba młoda nie poradzi Pan sobie na tym stanowisku?

Kwestia podejmowania wyzwań tkwi w naturze ludzkiej. Ja też je podejmuję i na tyle na ile umiem próbuję je realizować. Myślę, że jak do tej pory te mniejsze bądź większe zadania, których się podjąłem, udało mi się doprowadzić do pomyślnego końca.

Czego nauczyła Pana praca w Ministerstwie Finansów? Mówiono wtedy o Panu, jako o „fachowcu bez politycznego zaplecza”.

Bycie „fachowcem bez politycznego zaplecza” to świetna sytuacja. Nikt nie może przyjść do mnie i powołując się na relacje osobiste oczekiwać spełnienia jego woli. Człowiek bez zaplecza politycznego musi przekonać ludzi do swoich pomysłów na drodze merytorycznej.

Te stanowiska to podobne wyzwania?

Istnieje różnica, jeśli chodzi o charakter pracy w Ministerstwie Finansów i w Komisji Nadzoru Finansowego. Ministerstwo ogarnia szersze spektrum tematów. W MF kwestii rynków finansowych można poświęcić mniej czasu, bo trzeba się zajmować tak obszernymi tematami jak budżet, podatki, zarządzanie długiem publicznym. Minister Finansów musi szybko reagować na dynamicznie zmieniającą się rzeczywistość. W wypadku Komisji można wiele rzeczy sobie spokojnie poukładać, zaplanować i lepiej rozłożyć w czasie. Praca w Komisji niesie za sobą zdecydowanie mniej niespodzianek.

Który z sektorów nadzorowanych przez KNF przysparza najwięcej problemów i wymaga ewidentnie jeszcze wielu uregulowań?

Każdy z sektorów ma jeszcze swoje ułomności. O żadnym sektorze nie możemy powiedzieć, że nie wymaga już pracy regulacyjnej. Rynek kapitałowy to wyzwania związane z przejrzystością, z opłatami, z procedurami, z debiutami giełdowymi. OFE i temat emerytur to dla nas kwestia fundamentalna. Reformę emerytalną trzeba dokończyć – muszą powstać zakłady emerytalne. Ciągle aktualne jest pytanie, kiedy zostanie wprowadzona odpowiednia ustawa. Innymi ważnymi zagadnieniami są: limit inwestycji zagranicznych dla OFE, sprawa pożyczania papierów wartościowych, kwestia konsolidacji. Zastanawiamy się w jaki sposób zmniejszyć bariery wejścia na rynek podmiotów, które chciałyby wykonywać usługi polegające na gromadzeniu środków na przyszłe emerytury. Myślimy o tym, jak ożywić III filar.

A rynek ubezpieczeniowy?

Kwestiami, które zajmują nas ostatnio są nieprawidłowości w ubezpieczeniach OC, tzw. podatek Religi i abonamenty medyczne. Są to problemy systemowe, a nie drobiazgi, które wymagają dopracowania. Ewentualne decyzje, które podejmiemy nadadzą kształt rynkowi. Jesteśmy ciągle na etapie wyboru drogi, a nie wyboru prędkości z jaką moglibyśmy się rozwijać. Widzimy to zwłaszcza na przykładzie ubezpieczeń.

Jak Pan ocenia działalność New Connect, jako nadzorca rynku kapitałowego?

Pojawienie się w Polsce alternatywnego systemu obrotu sprzyja rozwojowi rynku finansowego. W Polsce istnieje wiele spółek, które co prawda klasyfikowane są jako te z sektora MSP, ale w gruncie rzeczy są spółkami małymi. Rynek regulowany wymaga coraz większej kapitalizacji. Możemy się spodziewać, że kwota ta wkrótce przekroczy 30 mln zł. W tej sytuacji mniejsze spółki nie będą miały szansy się tam znaleźć. A przecież nie można dyskryminować dobrego pomysłu, tylko dlatego, że skala działalności firmy jest niewielka. Zatem tworzenie specjalnych rynków, które pozwalają pozyskać mniejszym spółkom potrzebny kapitał, na szybki dynamiczny rozwój to dobre zjawisko. Obserwując podmioty na tym rynku trzeba bardziej zwracać uwagę na potencjał rozwoju samego rynku i spółki, niż na ich bieżącą kondycję. Należy jednak pamiętać o ryzyku, bo nie każda inwestycja musi okazać się sukcesem.

Spółki na New Connect nie są objęte tak rygorystycznymi przepisami, jak te działające na GPW. Jak Pan ocenia ryzyko? KNF będzie próbowała te wymagania wyrównywać?

Podmioty wchodzące na ten rynek przeważnie nie sporządzają prospektu emisyjnego zatwierdzanego przez KNF. Akcje do obrotu na New Connect dopuszcza GPW. System obrotu musi uzyskać od nas zgodę, jeżeli chodzi o regulamin, czy nie kłóci się on z zasadami organizacji rynku, ale jakie spółki dopuści GPW i w jaki sposób będzie nimi zarządzała, to już niezależna decyzja giełdy.

Czy możliwy jest scenariusz, że w momencie dekoniunktury najszybciej i najgwałtowniej będą tracić na wartości właśnie spółki z New Connect? Czy rynek ten może podzielić los CeTO?

To zależy od Giełdy Papierów Wartościowych i to ona sama musi wypracować formułę jej uwiarygodnienia. KNF ocenia, że ten rynek jest potrzebny.

***

Nagroda „Finansista roku 2007”

„Gazeta Finansowa” już po raz kolejny postanowiła przyznać tytuł Finansisty Roku. Celem nagrody przyznawanej przez naszą redakcję od ośmiu lat jest uhonorowanie osób najbardziej zasłużonych dla polskich finansów. W tym roku przypadł on w udziale Stanisławowi Kluzie, szefowi Komisji Nadzoru Bankowego i byłemu ministrowi finansów w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. W poprzednich latach wyróżniliśmy: Marię Wiśniewską, Leszka Balcerowicza, Wojciecha Kostrzewę, Andrzeja Podsiadłę, Wiesława Rozłuckiego, Józefa Wancera i Zytę Gilowską.
W tym roku doceniliśmy pracę, jaką wykonywał Stanisław Kluza na rzecz w pełni zintegrowanego nadzoru finansowego. Dzięki jego staraniom udało się już z sukcesem połączyć ze sobą nadzór kapitałowy i ubezpieczeniowy. Już wkrótce przed nim kolejne wyzwanie – przyjęcie pod skrzydła KNF kolejnego obszaru, czyli nadzoru nad polskim rynkiem bankowym. Jak się okazuje to wcale niełatwa operacja. Już teraz ma wielu przeciwników. W osobie prezydenta, który połączenie chciałby przesunąć o kilka następnych lat, jak i Sławomira Skrzypka, szefa NBP, który niezbyt przyjaźnie nastawiony jest do pomysłu przekazania mu kompetencji, które do tej pory leżały w gestii Banku Centralnego.
O Stanisławie Kluzie mówi się, że to „fachowiec bez politycznego zaplecza”. Jeśli spojrzeć na to, jak na niezależność od wszelkiego rodzaju układów i powiązań, to okazuje się, że cecha ta, to poważna zaleta, nie wada. Powołany na swoje stanowisko, jeszcze za rządów PiS, dziś być może poparcie dla idei jednego nadzoru znajdzie wśród nowej koalicji rządzącej. I być może właśnie to pozwoli przejść Stanisławowi Kluzie do historii polskich finansów jako osobie, która stworzyła jeden zintegrowany supernadzór finansowy.