Kolekcjonowanie to sztuka

To dzięki kolekcjonerom, ludziom gromadzącym z czystego zamiłowania do sztuki, możemy oglądać tak obszerne, wspaniałe zbiory w domach i pałacach przekształconych w muzea. Najwybitniejsi z nich nie myślą o sztuce jako o inwestycji. Zakup kolejnych dzieł traktują jako rodzaj intelektualnej przygody i sposób na obcowanie z geniuszem artystów – mówi „Gazecie Finansowej” Carmen Tarcha, znawca i koneser sztuki
Wybitni artyści przychodzą i odchodzą, jednak część ich dzieł pozostaje w naszej kulturze niemal na wieki. Komu zawdzięczamy możliwość obcowania z wielką sztuką?

Kolekcjonowanie sztuki ma swoje początki w dawnych czasach. Dzieła holenderskiego malarza Jana van Huysuma stanowią dziś ozdobę czołowych galerii i kolekcji europejskich. Krytyk sztuki Wayerman w 1729 r. nazwał Jana van Huysuma „Feniksem artystów malujących kwiaty” („Phoenix of Flower Painters”). Kiedy zobaczył zbiór sześciu obrazów tego artysty w pewnej angielskiej kolekcji, stwierdził że są one niepowtarzalne. Za czasów van Huysuma król Polski i Prus, elektor Saksonii – August II Mocny, książę
Wilhelm VIII Heski, książę Orleanu Filip II, książę Meklemburgii Chrystian Ludwik II oraz premier Wielkiej Brytanii Sir Robert Walpole – ojciec europejskich marszandów, stanowili grupę wielbicieli i opiekunów tego artysty, gromadząc kolekcje jego obrazów. Jednak gdy Katarzyna Wielka postanowiła nabyć do swojej kolekcji obrazy Jana van Huysuma, co miało miejsce po śmierci wielkiego kolekcjonera Lorda Walpole’a, ich wycena była
szokująca. Niejaki Benjamin West, napuszony i nadęty akademik gardzący malarstwem przedstawiającym kwiaty, wycenił je na 1200 funtów szterlingów, co stanowiło dwukrotną wartość dwóch znanych obrazów Rembrandta z tejże kolekcji. Mimo tak wysokich sum, obrazy Huysuma wciąż znajdywały odbiorców. W czasach późniejszych XIX w. z niesłabnącym zapałem obrazy Huysuma kupowali
Rotschildowie.

Jaką wartość rynkową dziś mają te obrazy?

Współcześnie obrazy tego wielkiego mistrza nie są już dostępne na rynku sztuki. W związku z tym wycena jego dzieł może być tylko hipotetyczna, a walor warsztatowy jest praktycznie nieosiągalny. Wymogi warsztatowe, obserwacje i studia nad poszczególnymi okazami owadów i roślin prowadzone przez van Huysuma skutkowały niewielką liczbą dzieł. Mimo krytycznej opinii akademików, którzy zarzucali mu malowanie obrazów przedstawiających w statyczny sposób najnudniejszy z tematów, kolekcjonerzy kupowali jego dzieła. Później znalazły one dla siebie zaszczytne miejsce w zbiorach muzealnych Luwru, Ermitażu w Petersburgu czy National Gallery w Londynie.

Rolę kolekcjonerów przejęły więc niejako muzea?

Wspomniany wyżej Ermitaż, w którym zgromadzone są arcydzieła największych
mistrzów, w ostatnich latach rządów Katarzyny Wielkiej otwarty został również dla malarzy pobierających nauki. Jeden z obszernych pokoi w galerii oddano do użytku artystów pragnących kopiować obrazy. Dzięki temu rosyjscy malarze mogli studiować dzieła wielkich zachodnioeuropejskich mistrzów nie wyjeżdżając za granicę. U schyłku XVIII w. Ermitaż był jednym z najważniejszych muzeów w Europie. W liście do Fredericka Gromma z 1790 r. Katarzyna Wielka pisała: „Moje muzeum w Ermitażu – nie licząc obrazów i [kopii] loggii Rafaela – obejmuje trzy tysiące osiemset obrazów, cztery pomieszczenia pełne książek i rycin, dziesięć tysięcy rzeźb  w kamieniu, około dziesięciu tysięcy rysunków oraz zbiory przyrodnicze, zajmujące dwie duże sale”. Towarzyszące carycy zamiłowanie do sztuki pozwoliło zgromadzić, między innymi, ponad czterdzieści jeden prac Rubensa, dwadzieścia sześć van Dycka oraz wiele obrazów Rembrandta, którego dzieła Katarzyna Wielka zakupiła jako jedne z pierwszych w swoim życiu.

Intuicja kolekcjonerska pomaga więc dokonać dobrych wyborów?

Chęć posiadania i przeżywania wybitnej sztuki miała swoją kontynuację również w kolejnym wieku. Ta sama potrzeba i te same emocje kierowały kolekcjonerami takimi jak Henry Clay Frick, urodzony w 1849 r. w Pensylwanii. Ten amerykański przemysłowiec zrobił fortunę, inwestując w kolej oraz zakładając firmę zajmującą się produkcją koksu z węgla. Współpracował z największymi przedsiębiorcami ówczesnych czasów, osobistościami takimi jak – J.P. Morgan, John D. Rockefeller oraz Andrew Mellon. Zgromadzona fortuna pozwoliła mu spełniać marzenie, jakim było kolekcjonowanie sztuki, które szybko stało się jego pasją. Uformował on jedną z najwspanialszych kolekcji na świecie, może nie tak liczną jak kolekcje w wielkich muzeach, ale za to unikalną pod względem koncentracji obiektów o wysokiej jakości. Wszyscy, nawet najlepsi artyści, tworzą w swym życiu lepsze i gorsze dzieła, a wrażliwość i intuicja kolekcjonerska Fricka
podpowiadała mu jak dokonać najlepszego wyboru. Po śmierci Frick pozostawił swoją rezydencję w Nowym Jorku, zezwalając na ustanowienie tam galerii publicznej w celu „wspierania i rozwijania badań nad sztukami pięknymi”. Jeden z wybitnych rosyjskich kolekcjonerów Siergiej Szczukin podsumował jego zbiór słowami: „Gromadził swoją kolekcje stopniowo, arcydzieło po arcydziele, jak gdyby zapinał powoli piękny naszyjnik”. Kolekcja Fricka została otwarta dla publiczności w 1935 r.

Każdy obiekt z jego zbiorów to majstersztyk, jedyny w swoim rodzaju?

Tak. Znajdziemy wśród nich dzieła Hansa Holbeina Młodszego – portrety penetrujące obserwatora, pejzaże Josepha Turnera namalowane dla Williama Moffatta, Portret mężczyzny Memlinga, autoportret Rembrandta, Świętego Franciszka na pustyni Belliniego – obraz nasycony niesamowitymi detalami, opływający mistycznym światłem; Jeana Francoisa Milleta przedstawiający w mroku Kobietę szyjącą w świetle lampy; wyjątkowej urody Lady Peel autorstwa Sir Thomasa Lawrence’a, a także obrazy Tycjana, El Greco,
Johannesa Vermeera, Francoisa Bouchera, rzeźby Francesco Laurana, Antoine’a Coysevoxa oraz Jean-Antoine’a Houdona. Ten człowiek interesu, który koncentrował swoje działania w dziedzinie przemysłu, pozostawił po sobie wiele wartościowych dzieł sztuki, a swój majątek, wyceniony na 50 milionów dolarów przeznaczył między innymi na kontynuację tej wyjątkowej kolekcji.

Dziś, właśnie dzięki zamiłowaniu pierwszych kolekcjonerów możemy podziwiać te dawne dzieła?

Dzięki pasji i zamiłowaniu tych ludzi do sztuki dzieła zostały zachowane dla potomnych. Pozwolili nam oni kształtować poczucie piękna i estetyki. Czy ktoś pamiętałby o przemysłowcach, czy też o kontrowersyjnej Katarzynie Wielkiej, gdyby nie ich zamiłowanie do sztuk pięknych? Duża część kolekcji Muzeum Ermitażu była przecież jej własnością.

W dobie popkultury, która zalewa świat, wciąż są miejsca, gdzie kultywuje się wielką sztukę, cichą i piękną, przeznaczoną dla nielicznych. Ci, którzy kochają takie malarstwo, którzy nie mogą się bez niego obyć, zapamiętani będą przez następne generacje ludzi podobnych do nich. Pozwólmy więc przyszłym pokoleniom cieszyć oczy i umysły wielkimi dziełami. Nawet w czasach pogoni za szybkim zyskiem i karierą, w czasach, gdy każde
działanie musi mieć uzasadniony powód, znajdą się Ci, którzy kolekcjonują sztukę po prostu dla przyjemności.

Carmen Tarcha – Prezes zarządu QUADRILION SA. Znawca i koneser sztuki. Studiowała
zarządzanie, finanse i bankowość oraz dziennikarstwo w Polsce i USA. Wraz ze znawstwem, pasję i miłość do sztuki wyniosła z rodzinnego domu, który szczycił się wspaniałymi tradycjami kolekcjonerskimi i od zawsze był swoistą galerią sztuki. Kiedy przyszedł czas na własną galerię, stała się znaną animatorką sztuki o ukształtowanym spojrzeniu na kulturę, jej różnorodność i wielokulturowość. Jej aktywność i mecenat wypromowały wielu młodych, zdolnych grafików i malarzy oraz ugruntowały pozycję twórców już uznanych. Motywem jej licznych podróży po Europie i Ameryce jest szeroko rozumiany rynek sztuki. Szczególnie cenne są jej doświadczenia z peregrynacji po
krajach Bliskiego Wschodu, których kultura nadaje współczesnym sztukom plastycznym nowego wymiaru, pełnego tradycji, wdzięku i mądrości. To wszystko dało asumpt do poznania najwybitniejszych twórców. Dzięki swojemu doświadczeniu Carmen Tarcha jest cenionym doradcą, a jej talentom warto powierzyć wszelkie zamierzenia związane ze sztuką. Ambicją jej jest, aby polska sztuka, która posiada ogromny potencjał i fascynującą oryginalność, zaistniała jeszcze wyraźniej na światowym rynku sztuki.

Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN