Koniec wielkich prywatyzacji

Ostatni tydzień jeszcze raz zwrócił uwagę na problem prywatyzacji polskich przedsiębiorstw. Stało się tak za sprawą PKP Energetyki – spółki dystrybującej i handlującej energią elektryczną. Jest ona m.in. dostawcą energii elektrycznej niezbędnej do zasilania sieci trakcyjnej PKP. Zajmuje się również remontami i budową elektrycznych i energetycznych sieci kolejowych. PKP Energetyka jest jedną z największych spółek energetycznych w Polsce pod względem dochodów i to nieźle zdywersyfikowanych. 100 proc. udziałów w spółce należało do PKP S.A. 24 września bieżącego roku sfinalizowano ostatecznie sprzedaż PKP Energetyki funduszowi CVC Capital Partners za kwotę 1,4 mld złotych. Sprzedaż PKP Energetyki nastąpiła po spełnieniu warunków zawieszających, określonych w zawartej w lipcu bieżącego roku przedwstępnej umowie sprzedaży, m.in. zgód korporacyjnych oraz zgody Komisji Europejskiej, która pełni funkcję organu antymonopolowego.

Pozbyć się długów

Tak naprawdę przygotowania do sfinalizowania tej transakcji trwały od wielu miesięcy. Nie brak było jednak głosów krytycznych, mówiących, że nie ma potrzeby prywatyzowania PKP Energetyki, gdyż spółka jest w dobrej kondycji i ma przed sobą dobre perspektywy. Zwracano również uwagę, że sieci trakcyjne i podstacje elektryczne winny być integralną częścią infrastruktury kolejowej i z tego powodu należąca do PKP S.A. spółka również nie powinna być prywatyzowana. Klub parlamentarny PiS przygotował nawet doniesienie do prokuratury w sprawie prywatyzacji PKP Energetyki S.A. Ta jednak nie podjęła sprawy. Przeciwne prywatyzacji spółki było również SLD.

Gdy już sfinalizowano sprzedaż PKP Energetyki, prezes PKP S.A. Jakub Karnowski zakomunikował opinii publicznej, że dzięki tej transakcji jego firma spłaci historyczny dług, który ciągnie się od czasów PRL-u i wynosi jeszcze 1,8 mld złotych. Wydaje się, że ta wypowiedź jeszcze raz podważyła sens prywatyzacji PKP Energetyki, zmiana właściciela w swojej istocie ma bowiem poprawiać jakość zarządzania prywatyzowanego przedsiębiorstwa, a nie spłacać długi poprzedniego zarządcy.

LOT do prywatyzacji

W ubiegłym tygodniu po raz kolejny wróciła sprawa prywatyzacji LOT, naszego narodowego przewoźnika lotniczego. Stało się tak za sprawą wypowiedzi Pawła Szałamachy – posła i jednego z ekspertów gospodarczych PiS, a w latach 2006-2007 byłego wiceministra skarbu, który w swojej wypowiedzi na temat perspektyw prywatyzacji polskich firm przywołał LOT, Mówiąc o prywatyzacji LOT, Szałamacha podkreślił jednak, że „trzeba to zrobić sensownie i rozważnie, ponieważ szereg firm lotniczych w naszym regionie zostało w przeszłości sprywatyzowanych częściowo lub całkowicie i niektóre z nich nie przeżyły tego doświadczenia”. Wśród tych, które to spotkało, Szałamacha wymienił bułgarskie linie Balkan i węgierskiego przewoźnika Malév, który najpierw został całkowicie sprywatyzowany, później będąc już na skraju upadłości znacjonalizowano go, a następnie zbankrutował i został zamknięty.

Jako argument za rozważeniem „sensownej” prywatyzacji PLL LOT Szałamacha przytoczył argument, że standardem własnościowym w branży lotniczej jest dzisiaj własność prywatna i bardzo niewiele linii jest w rękach państwa. Dotyczy to zwłaszcza tych, które mogą mówić o sukcesie rynkowym. Krótko mówiąc, ekspert PiS wskazał drogę, jaką w przypadku LOT należy w przyszłości podążać. Ale jak można sądzić z wypowiedzi Szałamachy wcale nie będzie to łatwe. Sam przywilej narodowego przewoźnika, jakim cieszy się LOT jest bowiem swoistą przeszkodą w walce z niskokosztowymi rywalami i bieżącym reagowaniu na wyzwania konkurencyjne. Jak podkreślił, z punktu widzenia LOT sensowna byłaby restrukturyzacja i osiągnięcie maksymalnych efektów w obecnej strukturze własnościowej, następnie pozyskanie pieniędzy na rozwój z giełdy, a dopiero potem znalezienie miejsca dla LOT w „większej strukturze firm europejskich”. Jako potencjalne holdingi, do których w przyszłości mógłby wejść LOT, wymienił Air France, KLM, Iberię i British Airways.

Norweski niewypał

Sprawa prywatyzacji LOT nie po raz pierwszy jest w Polsce przedmiotem dyskusji i nie po raz pierwszy pojawiają się różne pomysły na jej przeprowadzenie. Temat stał się głośny w lecie 2013 r., gdy okazało się, że rząd prowadzi negocjacje w sprawie sprzedaży polskiej spółki z Norwegian Air Shuttle ASA. Wcześniej, w kwietniu 2013 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ministra skarbu Mikołaja Budzanowskiego, który przewidywał sprzedaż większościowego pakietu akcji LOT-u. W związku z tym planem zmieniono zapis mówiący, że Skarb Państwa zachowuje co najmniej 51 proc. akcji spółki. Prowadzone negocjacje z Norwegami w sprawie sprzedaży LOT zostały jednak przerwane. Do końca nie jest jasne, która ze stron wycofała się jako pierwsza. Być może przyczyną tego, że transakcja ta nie doszła ostatecznie do skutku, była kiepska sytuacja finansowa LOT-u, który już w końcu 2012 r. utracił zdolność do regulowania swoich zobowiązań. Dopiero dzięki 527 mln zł pomocy publicznej spółka mogła podnieść się z kolan i uchronić przed bankructwem.

Zwracano wówczas uwagę na problem zasadności udzielenia pomocy publicznej dla LOT. Poważne wątpliwości w kwestii tego planu miała Komisja Europejska (KE), która nie rozumiała, jak można by ją pogodzić z zamiarem sprzedania Norwegian Air Shuttle ASA, bądź co bądź małemu przewoźnikowi, który funkcjonował jedynie w klasie tanich linii i tylko na trasach łączących Norwegię z kilkoma krajami europejskimi. Wprawdzie dzisiaj kondycja LOT jest lepsza (w 2014 r. wypracował zysk dzięki swojej podstawowej działalności, czyli przewozie pasażerów), ale nadal nie jest jasne, jak ostatecznie będzie wyglądała prywatyzacja polskiego narodowego przewoźnika.

Nadchodzi kres prywatyzacji

Sprzedaż PKP Energetyki funduszowi CVC Capital Partners może być jedną z ostatnich wielkich transakcji czasów wielkiej polskiej prywatyzacji, która zaczęła się na początku lat 90. Tak naprawdę jej głównym celem nie była poprawa jakości zarządzania prywatyzowanych przedsiębiorstw, aby mogły one zbudować mocniejszą pozycję rynkową, ale możliwość zasilenia budżetu z pieniędzy, jakie można pozyskać w wyniku prywatyzowania kolejnych polskich przedsiębiorstw. Ten model nie zmieniał się w czasach rządów Platformy Obywatelskiej (PO), która w poszukiwaniu środków na pokrycie stale rosnącego zadłużenia publicznego, prowadziła politykę wyprzedaży wszystkiego, co dawało jakiekolwiek nadzieje na szybkie spieniężenie. Właśnie dlatego wystawiane były na sprzedaż kolejne przedsiębiorstwa, w których Skarb Państwa miał pakiet kontrolny. Problemem nie jest bynajmniej sprzedaż państwowego majątku, a fakt, że dokonywana sprzedaż nie uwzględnia w żaden sposób narodowych interesów i jest zazwyczaj poniżej wartości rynkowej.

Wypowiedź Pawła Szałamachy na temat możliwej ścieżki prywatyzacyjnej LOT może dowodzić, że w sytuacji, gdy PiS zdoła wygrać najbliższe wybory parlamentarne i samodzielnie stworzyć rząd, filozofia prywatyzacyjna może wreszcie ulec zasadniczej zmianie. Będziemy prywatyzowali „sensownie”, „rozważnie” i tylko tam, gdzie nie będzie zagrażało to naszym narodowym interesom. Szałamacha mówi nawet wprost: „Uważamy, że czas wielkich prywatyzacji w Polsce już się zakończył, że prywatyzacja nie będzie już dostarczała wielkich pieniędzy do budżetu. W kilku przypadkach ta prywatyzacja zaszła nawet za daleko, to znaczy udział Skarbu Państwa w tych firmach jest już na zbyt niskim poziomie, nawet grozi to wrogim przejęciem, jak było w przypadku tarnowskich Azotów”. Ekspert gospodarczy PiS mówi nawet jeszcze bardziej precyzyjnie: „Sprywatyzowany może być PLL LOT i sprzedane kilka procent akcji w spółkach energetycznych, gdzie Skarb Państwa ma powyżej 50 proc. W rękach państwa powinny zostać takie spółki, jak Poczta Polska i PKP”. Wszystko wskazuje na to, że słowa Szałamachy szybko się spełnią.

—————

 
Leszek Pietrzak

Leszek Pietrzak

historyk, przez wiele lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa, następnie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był również członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI