Koniec wyprzedaży złotego

Takiego obrotu spraw, jaki miał miejsce w ostatnich tygodniach, niewielu się spodziewało. Lipcowa euforia, dotycząca wzrostu wartości naszej waluty, zamieniła się w sierpniową panikę, która przeniosła się na pierwsze dni września.


Zaskoczyła przede wszystkim skala osłabienia naszej waluty, która w ostatnich dniach przybrała już formę technicznej hiperboli, pozwalając tym samym na upust emocjom w postaci panicznego zamykania otwieranych w ostatnich tygodniach długich pozycji w złotym. Inwestorzy w większym stopniu zaczęli zwracać uwagę na pesymistyczne informacje w postaci możliwego spadku tempa wzrostu gospodarczego za sprawą spowolnienia u głównych partnerów handlowych Polski, a także na brak znaczących reform finansów publicznych w wydaniu rządu Donalda Tuska. Spadły także nadzieje na jesienną podwyżkę stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, pomimo że część członków tego gremium wciąż nie wyklucza takiej możliwości. W ciągu ostatnich tygodni znacznie osłabły waluty naszego regionu i pozostałych rynków wschodzących. Obawy co do globalnego spowolnienia gospodarczego doprowadziły do silnej przeceny walut krajów utrzymujących wysoki poziom stóp procentowych oraz tych uznawanych za spekulacyjne.

Głównym beneficjentem całego zamieszania stał się amerykański dolar, którego miesięczna dynamika wzrostu wartości była największa od kilku lat. Każdy gwałtowny ruch nie utrzymuje się jednak długo – podobnie będzie także i teraz. Nie można wykluczyć, że w ciągu tygodnia notowania euro powrócą poniżej 3,40 zł, a dolara spadną w okolice 2,35 zł. Będzie to raj dla spekulantów, ale niekoniecznie przyniesie korzyści przedsiębiorcom. Tutaj nadmierna zmienność nie jest pożądana. Niestety, perspektywa na najbliższe tygodnie nie jest w tym względzie dobra – duże wahania kursów na rynku walut staną się normą.

Autor jest głównym analitykiem domu maklerskiego First International Traders