Konserwatyzm progresywny

W środowiskach konserwatywnych rozgorzała dyskusja dotycząca wyboru kursu na przyszłość. Wielu prawicowych publicystów, polityków, naukowców, komentatorów zastanawia się, po jaką metodę walki politycznej sięgnąć. Wydaje się jednak, że żadna ze stron nie potrafi stworzyć przekonującego projektu; takiego, który mógłby liczyć na szersze zainteresowanie społeczne.

 

Konserwatyzm stał się w Polsce orientacją destruktywną. Wśród przedstawicieli tego nurtu dominuje ewidentny defetyzm. Widać to wyraźnie w sposobie artykulacji posiadanych opinii. Już nawet sami konserwatyści zaczynają mówić o patriotyzmie eschatologicznym. Dyskusje i debaty prowadzone w środowiskach konserwatywnych bardziej przypominają seanse mistyków niż racjonalną wymianę poglądów. Bez wątpienia polski konserwatyzm przeżywa głęboki, intelektualny kryzys.

 

Odrzucić paradygmat państwa równoległego

Jaka jest przyczyna regresji konserwatyzmu w Polsce? Wydaje się, że powody zaistniałego stanu rzeczy leżą w błędnym zdefiniowaniu pojęcia polityki, a także w nieprawidłowym zdiagnozowaniu sytuacji. Konserwatyści najwyraźniej nie rozumieją, że demokracja polega na uznaniu woli większości. Możemy się nie zgadzać z wyborami dokonanymi przez społeczeństwo; władza, która otrzymała mandat od wyborców może nam się nie podobać, mamy prawo kierować pod jej adresem krytykę, jednak jeżeli legitymizacja tej władzy odbyła się za pomocą demokratycznych procedur – naszym obowiązkiem jest ją uznać. Tymczasem polscy konserwatyści przyjęli zupełni inną postawę. Skoro sami nie rządzą, uznali, że państwo, w którym władzę sprawują odmienne orientacje polityczne, jest obce. Jest to postawa ewidentnie destruktywna, niezdolna do wykrzesania wartościowych idei. W głównym nurcie współczesnej myśli politycznej polskiego konserwatyzmu wyraźnie funkcjonuje przekonanie, że Polska nie jest krajem niepodległym, że jej suwerenność została poważnie ograniczona albo że próbuje scedować się niezależny państwowy byt na wyższy poziom politycznej integracji, którego realną egzemplifikacją jest Unia Europejska. Wyraz takiemu myśleniu dali niejednokrotnie czołowi reprezentanci obozu konserwatywnego: Jarosław Kaczyński ,mówiąc o niemiecko-rosyjskim condominium, prof. Zdzisław Krasnodębski, głosząc ideę budowania państwa równoległego, czy środowisko „Gazety Polskiej” nazywające się samozwańczo „drugim obiegiem”. Tego typu narracje, emitowane w główny nurt debaty publicznej, są nie do przyjęcia. W ten sposób polscy konserwatyści dokonują samomarginalizacji. Mówią często o wykluczeniu, ale w praktyce sami siebie wykluczają. W tym kontekście symptomatyczne jest zachowanie Joanny Lichockiej, Tomasza Sakiewicza, Bronisława Wildsteina i innych diadochów filozofii konserwatywnej. Można żywić do tych osób wiele szacunku za wyrazistość i konsekwencję głoszonych poglądów, ale zachowują się one – wręcz książkowo – dokładnie jak małe dzieci w piaskownicy. Nie podoba mi się zabawa, a więc rzucam zabawki i idę do domu. Jest to postępowanie destruktywne, dziecinne, żeby nie powiedzieć groteskowe.

 

Patriotyzm eschatologiczny czy nowoczesny?

Jednak kryzys polskiego konserwatyzmu jest głębszy, nie sprowadza się jedynie do warstwy retorycznej, sposobu i formy przedstawiania poglądów ani też do płaszczyzny formułowanych diagnoz. Wydaje się, że polscy konserwatyści zupełnie utracili kontakt z rzeczywistością, przez co pozbawili się waloru kreowania polityki realnej. Polski konserwatyzm nie jest dzisiaj w stanie dać odpowiedzi na kluczowe problemy, które doskwierają naszemu państwu. Środowiska konserwatywne, zamiast myśleć o przyszłości, budować horyzontalne projekty, tworzyć idee sprawnego państwa, pogrążyły się w nostalgii i brną w paradygmat – jak sami to określają – patriotyzmu eschatologicznego. Tymczasem ich sztandarem powinna być idea patriotyzmu nowoczesnego, zorientowanego na podejmowanie wyzwań, jakie stoją obecnie przed polskim państwem. Rytualne tańce odgrywane co miesiąc na Krakowskim Przedmieściu ani też wielotysięczne marsze ulicami Warszawy, blokujące jedynie ruch w mieście i denerwujące mieszkańców, nie są w stanie załatwić problemów, które dziś tak bardzo dokuczają Polakom. Polska z całą pewnością potrzebuje nowych, dalekosiężnych wizji, projektów przyciągających swoją świeżością, wielowymiarowych analiz oraz przenikliwych diagnoz, ale takich spraw nie da załatwić się w atmosferze podejrzliwości, braku zaufania wobec pozostałych partnerów debaty publicznej czy kontestowania demokratycznie legitymizowanych instytucji niepodległego państwa. Ktoś, kto odmawia prezydentowi Komorowskiemu mandatu do sprawowania urzędu prezydenta, premierowi Tuskowi prawa do stania na czele rządu czy ministrowi Sikorskiemu możliwości reprezentowania Polski na zewnątrz – nie może uchodzić za konserwatystę, bo jest po prostu w całej rozciągłości zwykłym spiskowcem. Jeżeli w Polsce są osoby, które zamierzają, pomijając absurdalność tego pomysłu, budować równoległe państwo, to niech wyjadą na Marsa i tam implementują swoje pomysły. Punkt wyjścia nowoczesnej myśli konserwatywnej powinien osadzać się na założeniu, że Polska jest państwem niepodległym, jednakże posiadającym wiele słabości i dlatego trzeba sformułować projekt odważnych reform.

 

To jest nasze państwo, zreformujmy je!

Jakkolwiek paradoksalnie to zabrzmi, kamieniem węgielnym nowoczesnego konserwatyzmu powinien być szeroki program reform ustrojowych, sięgnięcie po takie postulaty, jak sanacja państwa, odnowa moralna, ożywienie gospodarki, odbudowa liberalnej myśli ekonomicznej; odwołanie się do szerokiego spektrum norm życia wspólnotowego, w ramach koncepcji obywatelskich i samorządowych. Jednak warunkiem sine qua non takiego projektu musi być uznanie, że Polska jest suwerennym, niepodległym państwem, zaś inne środowiska polityczne również dążą do jej pomyślności – nie są wrogami, lecz partnerami w debacie publicznej; co najwyżej rywalami czy konkurentami. Problemem współczesnych polskich konserwatystów jest destruktywizm oraz paternalizm. Swoje poglądy uważają za jedynie słuszne, podczas gdy nie są one podzielane przez większość społeczeństwa, obrażają się i zamykają w oblężonej twierdzy, rezygnując z artykulacji poglądów i bojkotując publiczną debatę. Jednak taka postawa nigdy nie doprowadzi do zwycięstwa, zawsze będzie spychała ich na margines życia publicznego i pogrążała w coraz większej nostalgii. Kluczowy błąd konserwatystów polega na przyjmowaniu postaw w pewnym sensie antysystemowych, ustawianiu się w kontrze wobec III Rzeczpospolitej. Konserwatyści kontestują dorobek III Rzeczpospolitej, mówią: „To nie jest nasze państwo, nie chcemy żyć w takim kraju, zbudujemy sobie instytucje równoległe”. W tym punkcie ewidentnie uwidacznia się destruktywizm poglądów, nieumiejętność podejmowania działań pozytywnych i swego rodzaju pretensjonalność. Tymczasem nowoczesny program polskich konserwatystów powinien zaczynać się od słów: „III Rzeczpospolita jest naszym państwem, cieszymy się z jej dorobku, jednak widzimy również jej słabości, dlatego też chcemy ją modernizować, formułujemy projekt wielkiej Polski”.

 

Konserwatyzm musi się otworzyć!

Jest pewien dysonans w samym rozumieniu pojęcia konserwatyzmu. Sprowadza się on do pytania – czy konserwatyzm może być nowoczesny, czy może się otworzyć na nowe trendy myślowe, czy może być w swej naturze reformatorski i progresywny? Właśnie odpowiedź na to pytanie pozwoli konserwatystom określić odpowiedni stosunek wobec świata, Europy, Polski i przez to zająć właściwe miejsce na scenie politycznej. Konserwatyzm nie musi być traktowany w sensie absolutnym, nie powinien oznaczać ortodoksyjnego trwania przy pewnych dogmatach, wbrew ewolucji zachodzącej w obszarze realnej rzeczywistości. Taka postawa prowadzi do inercji. W podobny sposób zachowuje się Kościół katolicki, nie zauważając, że świat ucieka do przodu. Niektóre środowiska katolickie trwają jeszcze przy doktrynie przedsoborowej, nie aprobując reform Konstytucji Gaudium et spes. Analogicznie; zdecydowana część polskich środowisk konserwatywnych nie przyjmuje do wiadomości, że Polska jest już suwerennym krajem, że funkcjonuje w ramach wspólnotowych instytucji europejskich, że polityczne oraz ekonomiczne przestrzenie międzynarodowe  w coraz większym stopniu się globalizują, a w ramach struktur państw narodowych powstają społeczeństwa pluralistyczne. Świat będzie się zmieniał, bo to jest jego immanentną cechą. W dobie globalizacji będzie to widać coraz bardziej. Zaś konserwatyzm nie może zaprzeczać ewolucji i postępowi, gdyż wówczas stanie się synonimem anachronizmu. Nowoczesny konserwatyzm powinien być wypadkową dążeń utrwalających oraz reformatorskich. Bronić pewnych tożsamości, tradycji, wartości, ale z drugiej strony modernizować prawo, struktury, instytucje, procedury, gospodarkę, a nawet sferę życia społecznego. Konserwatyzm musi się otworzyć!

 

Inicjatywa konstytucyjna

Polscy konserwatyści – zamiast obrażać się na cały świat, robić kwaśne miny, odwracać plecami do innych uczestników debaty publicznej – powinni sformułować pozytywny program działania, określić najważniejsze założenia swojej filozofii, rozwinąć myśl intelektualną. Obszarem takiej aktywności mogłaby być Obywatelska Inicjatywa Konstytucyjna, pracująca nad nowym projektem Konstytucji III Rzeczpospolitej, a przy okazji jednocząca rozmaite i niejednokrotnie bardzo podzielone środowiska konserwatywne. Byłaby to działalność ze wszech miar pozytywna, wpisująca się w tradycję pracy u podstaw. Polska nie jest państwem doskonałym i z całą pewnością potrzebuje głębokich zmian ustrojowych, szytych na miarę Konstytucji, a przeprowadzonych (najlepiej) w ramach oddolnych, demokratycznych procedur. Taka idea ożywi intelektualnie środowiska konserwatywne, zorientuje je konstruktywnie wobec państwa, a być może przyczyni również się do ich integracji oraz zbudowania jednolitego, prężnego organizacyjnie ośrodka politycznego. Jednak z całą pewnością na czele takiej formacji nie mogą stać: Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz, Zbigniew Ziobro, Jacek Kurski, czy ktokolwiek do nich podobny. Bo po pierwsze – to nie są konserwatyści, tylko jacyś zmutowani socjaliści, głoszący w gruncie rzeczy socjalistyczne poglądy; po drugie – nie posiadają waloru społecznej akceptowalności; polskie społeczeństwo w normalnych warunkach raczej nigdy ich nie zaakceptuje.

 

Aksjologiczna treść

W latach 80. to właśnie myśl konserwatywna była w stanie podjąć wyzwania ówczesnego świata. Dlatego, że dobrze antycypowała najważniejsze trendy przyszłości, nastawiła się na nowoczesność, progresję i rozwój. Nie odrzucała dorobku cywilizacji. Wręcz przeciwnie – czerpała z niego całymi garściami. Ale z drugiej strony, walczyła o przetrwanie pewnych tożsamości. Postacie takie jak Ronald Reagan czy Margaret Thatcher powinny być dla polskich konserwatystów symbolicznymi patronami. Bowiem nie tylko przyczyniły się do ocieplenia świata zimnowojennego, zburzenia żelaznej kurtyny, ale także zaprowadziły porządek we własnych państwach i zbudowały gospodarcze potęgi Stanów Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii. W tym kontekście nie można zapominać, że konserwatyzm ma sens jedynie wówczas, kiedy staje się aksjologiczną treścią dla liberalnej gospodarki, obywatelskiego multikulturowego społeczeństwa oraz republikańskiego państwa.

 

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Gazety Finansowej”, publicystą miesięcznika ekonomicznego „Home&Market” i komentatorem politycznym magazynu „Gentleman”. W plebiscycie Stowarzyszenia Eksporterów Polskich został uznany publicystą ekonomicznym roku 2011.