Kryzys zaatakował z Węgier

Czy grozi nam węgierski scenariusz? Kurs forinta ostro zanurkował, a w raz z nim giełda w Budapeszcie. Jednak nasza złotówka też nie ma się najlepiej. A sytuacja na rynku walutowym i na giełdzie dowodzi, że węgierskie kłopoty znajdują odbicie na naszym rynku kapitałowym. Od dwóch tygodni węgierski forint gwałtownie traci na wartości. Razem z nim kryzys pogrąża giełdę. Węgierski BUX stracił ok. 30 proc. w ciągu zaledwie dwóch tygodni. Stało się tak, pomimo że węgierski rząd zapowiedział ograniczenie deficytu budżetowego z 9,2 proc. PKB w 2006 r. do 3,4 proc. w roku bieżącym.

Ucieczka inwestorów

– Inwestorzy wystraszeni kryzysem boją się powtórki wydarzeń z Islandii, dlatego masowo uciekają z Węgier – podsumowuje sytuację Tomasz Szecówka z AMB Consulting. Nie uspokaja ich nawet to, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy zaoferował chęć pomocy finansowej. Węgierski rząd jednak nie chce jej przyjąć i mówi, że będzie to ostatecznością. Na pewno przyjęcie takiej pomocy byłoby bardzo niepokojącym sygnałem dla inwestorów, który zinterpretowany by został jako potwierdzenie tego, że w kraju dzieje się naprawdę źle. Mimo to inna instytucja finansowa – Europejski Bank Centralny – 16 października pożyczył Węgierskiemu Bankowi Centralnemu 5 mld EUR. Kapitał ten ma pomóc w utrzymaniu płynności systemu finansowego.

Podobnie jak u nas

Większość banków na Węgrzech zostało dawno sprywatyzowanych i jest obecnie własnością międzynarodowych grup finansowych. Według analityków zwiększa to podatność tamtejszego systemu na zawirowania na światowym rynku finansowym. Sytuacja na Węgrzech pod tym względem niepokojąco przypomina polski rynek bankowy. Analitycy mówią jednogłośnie, że sytuacja na Węgrzech może odbić się negatywnie na naszym rynku kapitałowym. Dlaczego? Ponieważ, gospodarka jest wrzucana, razem z innymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej do jednego koszyka przez zagraniczne instytucje finansowe.

Nerwowość nieuzasadniona

Niestety, inwestorzy zagraniczni traktują cały region tak samo – mówi Marek Rogalski z First International Traders. – Tym samym problemy gospodarcze Węgier, o ile nie przekładają się bezpośrednio na dynamikę naszego PKB, o tyle odciskają swoje piętno w silnych zmianach na rynkach finansowych. Zagraniczni inwestorzy i tak mają już sporo problemów, stąd taka nerwowość, w dużej mierze nieuzasadniona. Problemy Węgier to problemy strukturalne gospodarki, które ciągną się od lat i porównywanie ich z polskimi, nie ma żadnego sensu – dodaje Rogalski.

Na nic logika

I faktycznie. Wartość złotego spada gwałtownie, a giełda nurkuje na rekordowe poziomy. Widać wyraźnie, że węgierskie kłopoty przełożyły się również na wycofywanie kapitału z Polski. – To, co dzieje się na Węgrzech znajduje przełożenie na zachowanie rynku w Polsce z dwóch powodów – tłumaczy Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi. – Po pierwsze dużą rolę gra psychika. Jeśli w naszym regionie dzieje się coś złego, to u nas też może się niedługo to coś pojawić. Po drugie, co prawda inwestorzy zagraniczni w „koszyku” akcji z Europy Centralnej przeważają niektóre kraje (np. Polskę) i niedoważają inne (np. Węgry), ale jak pojawia się problem w jednym z tych krajów to mają tendencję do skracania pozycji również w innym. Sytuacja w gospodarce węgierskiej jest nieporównanie gorsza w stosunku do polskiej, ale irracjonalne nastroje trudno zwalczyć logiką. – podsumowuje Kuczyński.

Dolar kontratakuje

Podobnego zdania jest prezes NBP, Sławomir Skrzypek. Na spotkaniu z dziennikarzami 22 października starał się uspokajać sytuację, mówiąc, że osłabienie złotego spowodowane jest umacniającym się dolarem. – Obecne zmiany na rynku walutowym nie mają oparcia w czynnikach fundamentalnych – przekonywał Skrzypek. I faktycznie dolar się umacnia, osiągając najwyższy od dwóch lat kurs wobec euro i koszyka głównych walut. Tymczasem złoty stracił dużo od szczytu notowań w lipcu, gdy jednego dolara można było kupić za około 2,10 PLN.

a.skoneczko@gazetafinansowa.pl