Krzywa Kapicy. Jak Ministerstwo Finansów zadbało o dochody mafii paliwowej i przemytniczej

Szara strefa w handlu paliwami kosztuje nas około 5-6 mld zł rocznie. Rozwiązania, które by to zmieniły, leżą w ministerialnej szafie od 2007 r., ale przez ostanie 8 lat nikt nie spróbował ich wprowadzić. Dodatkowo podniesiono opłacalność działania grupom przestępczym trudniącym się przemytem alkoholu i papierosów do Polski, windując akcyzę na taki poziom, że dochód z przemyconego kontenera papierosów jest wyższy niż z handlu narkotykami o podobnej wartości, a kary znacznie niższe. W ekonomii jest pojęcie tzw, krzywej Laffera, czyli poziomu podatków, po którym podniesienie stawek powoduje spadek wpływów do budżetu. W Polsce to zjawisko nazwano „krzywą Kapicy”, gdyż podwyżki skutkujące obniżeniem budżetowych wpływów forsował były już wiceminister finansów Jacek Kapica.

Mafia na zawsze

Od blisko dwudziestu lat działa w Polsce mafia paliwowa zarabiająca na sprzedaży paliwa bez odprowadzania akcyzy (stanowi ponad 60 proc. ceny) lub niepłacąca podatku VAT. Mechanizm jej przez lata się zmieniał, ale zasada działania biznesu jest taka sama. Chodzi o wprowadzenie paliwa do sprzedaży, od którego nie zapłacono podatku akcyzowego, albo takiego, od którego nie zapłacono podatku VAT. Lewe paliwo może pochodzić z przemytu lub mieszania produktów bezakcyzowych (tzw. blendowanie).

Dzięki temu dochody z takich transakcji zasilają kieszenie przestępców zamiast trafiać do budżetu. Pomysł na walkę z mafią paliwową Ministerstwa Finansów polegał na polowaniu na pojedynczych przestępców. Nikt nie próbuje tego zmienić. Według obecnego wiceministra sprawiedliwości Bogdana Święczkowskiego w latach 2006–2007 przy Ministerstwie Finansów działał specjalny zespół powołany przez premiera, złożony z funkcjonariuszy służb, prokuratorów i specjalistów z resortu finansów. Wypracował on dwa rozwiązania, które całkowicie zlikwidowałyby ten problem. Pierwszym było doprowadzenie do zmniejszenia dysproporcji wysokości akcyzy między olejem napędowym a opałowym (dziś ta różnica to kilkaset procent) Drugim było doprowadzenie do tego, żeby podatki pobierane były bezpośrednio na dystrybutorach. – Jeżeli można nakazać taksówkarzom posiadanie kas fiskalnych, to tym bardziej można opodatkować stacje benzynowe – tłumaczył Święczkowski.

Mafia paliwowa nie jest tylko polskim problemem. Trzeba zwyczajnie przerzucić płatność akcyzy na punkt dystrybucji, czyli przy kasie. W efekcie rentowność sprzedaży lewego paliwa drastycznie spadnie, bo akcyza, podatek VAT i opłata paliwowa to ponad 60 proc. ceny. A nikt nie jest w stanie masowo sprzedawać paliwa z cysterny.

W ten sposób walkę z mafią paliwową wygrano w latach 70. XX wieku w USA. Tamtejsza mafia, założona przez emigrantów z ZSRR (tzw. fala lat 70.), stosowała taki sam proceder jak grupy przestępcze w Polsce. Biznes był opłacalny, mimo że w USA akcyza jest znacznie niższa niż w krajach europejskich i nie ma podatku VAT.      

Poszukujący coraz to nowych wpływów do budżetu wiceminister Kapica nie zdecydował się na radykalne zmiany. Skutek jest taki, że wartość szarej strefy w paliwach szacowana w 2013 r. na 3 mld zł – dziś jest już dwa razy większa.

Pieniądze puszczone z dymem

Także dzięki polityce Ministerstwa Finansów odnośnie akcyzy na papierosy biznes drobnych przemytników zmienił się w wielki interes zarządzany przez wschodnie mafie. Obecnie prawie każda z przekraczających granicę „mrówek” mniej lub bardziej świadomie pracuje dla rosyjskich, ukraińskich czy białoruskich gangsterów. W ciągu ostatnich lat zorganizowali oni doskonale działającą strukturę złożoną z kurierów, hurtowników i detalicznych sprzedawców. Aby kupić dziś tanie papierosy z przemytu nie trzeba szukać melin i dziupli. Praktycznie na każdej stacji metra w Warszawie można spotkać ludzi mruczących pod nosem „tanie papierosy sprzedam”.

Oficjalnie państwo podnosi podatki od papierosów, bo dba o zdrowie obywateli. Robi to przede wszystkim przez podwyższanie akcyzy (od 2006 r. wzrosła o ponad 100 proc.). Skutek jest łatwy do przewidzenia. Polacy palą tyle samo, ale przerzucają się na tańsze – bo bez akcyzy – papierosy z przemytu. Jak w starym przysłowiu: chytry (rząd) traci dwa razy. Polska nie jest zresztą odosobniona. Gdy na Łotwie wprowadzono wyższe stawki akcyzowe, legalny rynek papierosów zmniejszył się dwuipółkrotnie. W tym samym czasie czarny rynek wzrósł aż czterokrotnie. W Irlandii udział szarej strefy w rynku wzrósł z 8 proc. w 2005 r. do 25 proc. w 2009 r.

Jednak argumenty, że podniesienie ceny papierosów powoduje ograniczenie palenia, nie wytrzymuje krytyki. Szczególnie widać to w krajach, gdzie przemyt nie występuje. W latach 1991–2001 w stanie Nowy Jork podatki na papierosy podniesiono o 100 proc. W tym czasie odsetek palących spadł o 1,1 pkt proc. (z 24,4 proc. do 23,3 proc.). Oznacza to, że rocznie z palenia rezygnowała 0,1 proc. palaczy, tak więc cena nie ma tutaj znaczenia. Tak samo jest w Polsce. Od pięciu lat papierosy podrożały o ponad 80 proc., a liczba palących w Polsce spada nieznacznie. Szacuje się, że pali co czwarty Polak, ale dotyczy do tylko legalnych źródeł. Za spadki, które systematycznie następują odpowiedzialny jest brak mody na palenie wśród młodych ludzi. A palacze częściej umierają.

Podobnie było w wielu innych krajach. Kiedy w Japonii w 2010 r. podwyższono podatki na papierosy, liczba palących wzrosła wśród mężczyzn z 32,2 proc. do 32,4 proc., a wśród kobiet z 8,4 proc. do 9,7 proc.

W 2012 r. dochody z akcyzy na papierosy osiągnęły 18,6 mld zł. Rok później spadły do 18,2 mld zł, a w 2014 r. było 17,9 mld zł. Spadkom wpływów do budżetu towarzyszył wzrost akcyzy. Od 2014 r. minimalna stawka akcyzy na papierosy podskoczyła o 9,4 proc., ale zamiast poprawić sytuację zwiększyła udział przemytu. Według firmy analitycznej Almares w 2014 r. udział papierosów z przemytu wzrósł aż o 3 pkt. procentowe do 17 proc. Mamy bardzo wysoką tolerancję dla przemysłu przemytniczego. Podwyższanie obciążeń fiskalnych bez jednoczesnego planowanego uszczelnienia granic, to wręcz wprost działanie na rzecz zwiększenia dochodów mafii. O tym, że z przemytem można skutecznie walczyć świadczą przykłady europejskich krajów. Pracodawcy RP podają przykłady Węgier i Wielkiej Brytanii, gdzie mimo utrzymania wysokiej akcyzy udało się zdusić szarą strefę. Na Węgrzech w latach 2004–2008 zmniejszono szarą strefę czterokrotnie – z 25 proc. do 7 proc. Głównie dzięki efektywnej kontroli granicy z Ukrainą. Z kolei w Wielkiej Brytanii ograniczono ją z 25 proc. do 11 proc. (w tym ostatnim wypadku zaprzestano jednak podnoszenia cen papierosów).

Przeszacowane podwyżki

Podobny skutek przyniosły podwyżki akcyzy na alkohol. Gdy 1 stycznia 2014 r. zaczęła obowiązywać wyższa akcyza od spirytusu (średnio o 2 zł) ówczesny wiceminister Jacek Kapica planował 7,4 mld zł. Do budżetu wpłynęło jednak aż o 800 mln zł mniej. Było to aż pół miliarda mniej niż przed podwyżką. Właśnie tak działa krzywa Laffera (czy jak kto woli krzywa Kapicy), to znaczy podniesienie stawek podatku skutkuje zmniejszeniem wpływów. Do podniesienia cen alkoholu w Polsce dołożyło się obniżenie wartości waluty rosyjskiej (z powodu sankcji) i ukraińskiej (z powodu wojny i kryzysu gospodarczego). Opłacalność przemytu alkoholu znacznie wzrosła. Na dodatek w lutym br. rosyjski rząd dbając o poparcie w narodzie obniżył maksymalną cenę na wódkę. „Rynek nie zna próżni. Po pierwsze, konsumenci zaczęli sięgać po wino i piwo, które ma ten sam alkohol co wódka, ale z niewytłumaczalnych mi powodów te dwa trunki obłożone są dużo niższą akcyzą. Po drugie, część osób zaczęła kupować alkohol z nielegalnych źródeł. Z całą pewnością spożycie nie spadło” – tłumaczył portalowi Money.pl Andrzej Szumowski, prezes Stowarzyszenia Polska Wódka.

Rząd Beaty Szydło szuka gwałtownie pieniędzy na realizację obietnic wyborczych. Prosta matematyka pokazuje, że zanim wprowadzi się nowe podatki lub podniesie już istniejące, można z korzyścią dla przedsiębiorców i państwa ograniczyć szarą strefę.

j.pinski@gazetafinansowa.pl

——

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jan Piński

Dziennikarz z 18-letnim stażem. Były szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, a także były redaktor naczelny "Uważam Rze". Aktualnie naczelny "Gazety Finansowej" i gf24.pl. Z zamiłowania szachista (były wicemistrz Europy juniorów). Motto: dziennikarz nie pisze co wie, ale zawsze wie co pisze.