Kto tu jest kolonizatorem?

„PiS zachowuje się w sprawach gospodarczych jak kolonizatorzy na zdobytym terenie. Chce wycisnąć z gospodarki pieniądze na przynajmniej częściowe spełnienie wyborczych obietnic” – raczył powiedzieć podczas zorganizowanej w Sejmie konferencji prasowej eurodeputowany i były komisarz UE, Janusz Lewandowski. Zaczynam od tej wypowiedzi z dwóch powodów. Po pierwsze, jest ona przykładem tego rodzaju zakłamania i bezczelności, które wywołują u mnie wyjątkową irytację. Po drugie zaś, kwestia kolonializmu i „wyciskania” gospodarki skupia jak w soczewce wątki poruszane przeze mnie w felietonach dla „Gazety Finansowej” na przestrzeni minionego roku. Przyjrzyjmy się zatem, kto jest prawdziwym kolonizatorem grabiącym naszą gospodarkę.

Podatki bankowy i od supermarketów, o które chodziło europosłowi PO w tej wypowiedzi, mają przynieść szacunkowo budżetowi państwa odpowiednio ok. 6 mld i 3-3,5 mld zł. W sumie łącznie wpływy nie przekroczą 10 mld zł w skali roku. Tymczasem według najnowszego raportu amerykańskiego watchdoga Global Financial Integrity („Illicit Financial Flows from Developing Countries: 2004-2013”) w latach 2004-2013 wyprowadzono z Polski środki na łączną kwotę 90,017 mld USD, co daje średnią 9,002 mld USD rocznie. Przy aktualnym zaokrąglonym średnim kursie NBP 3,9 zł daje to 35,1 mld zł rocznie, co jest jednak o tyle mylące, że od 2008 obserwujemy skokowy wzrost – powyżej 10 mld USD. W rekordowym 2013 roku suma wyprowadzonego kapitału sięgnęła 16,793 mld USD, co daje ok. 65,5 mld zł. W zestawieniu obejmującym 149 państw znajdujemy się na 20 pozycji – między Filipinami a Białorusią.
Śmiem twierdzić, iż poczesne miejsce w powyższym procederze należy do międzynarodowych koncernów, w tym banków i wielkich sieci handlowych. Weźmy dla przykładu CIT: 10 największych banków zapłaciło w 2014 łącznie 2603,7 mld zł CIT, jednak jeśli odjąć największego płatnika – polski bank PKO BP – zostaje 1969,1 mld zł. Z kolei 10 największych sieci handlowych zapłaciło łącznie ok. 500 mln zł CIT. Kto zatem jest tutaj kolonizatorem drenującym gospodarkę? W piętnowanych przez Lewandowskiego podatkach chodzi więc o przynajmniej częściowe odzyskanie tego, co „prawem i lewem” transferowane jest za granicę – do central i rajów podatkowych – oraz o przymuszenie kolonizatorów do finansowej partycypacji w utrzymaniu państwa, które eksploatują.

Kraj pracującej biedoty

Owa eksploatacja przybiera zresztą różne formy. Samo wyprowadzanie pieniędzy to dalece nie wszystko. Lobby wielkiego biznesu wywalczyło sobie najbardziej elastyczny rynek pracy w UE z rzeszami (dotąd nikt nie policzył tego dokładnie, to osobny skandal) pracowników na groszowych „śmieciówkach”, bądź zmuszonych do samozatrudnienia. Wg danych Komisji Europejskiej udział płac w PKB wynosi w Polsce 46 proc. – niżej plasują się jedynie Litwa, Łotwa i Słowacja. Skutkuje to zjawiskiem „working poor” („pracującej biedoty”) – ludzi, którzy mimo podjęcia pracy nie są w stanie zaspokoić podstawowych potrzeb i często kwalifikują się do uzyskania różnych form pomocy socjalnej, której koszty ponosi państwo i samorządy. Krótko mówiąc, kolonizatorzy maksymalizując zyski i tnąc koszty pracy, przerzucają zarazem część swych zobowiązań wobec pracowników na sektor publiczny.

Kto za to płaci? Cytując „Rejs”, „pan płaci, pani płaci, społeczeństwo płaci” – lokalni przedsiębiorcy i zwykli ludzie, którzy nie mają możliwości „zoptymalizowania” zobowiązań podatkowych. Wynikiem jest m.in. skandalicznie niska kwota wolna od podatku plasująca się poniżej minimum socjalnego, co jak kilkakrotnie pisałem, skutkuje tym, że najubożsi płacą de facto podatek od nędzy. Ale państwo musi przecież skądś pozyskać pieniądze… Osobnym efektem zaniżonych wpływów do budżetu jest wzrost zadłużenia, tak na poziomie centralnym, jak i samorządowym – bo sektor publiczny sam się nie sfinansuje. No i wreszcie, jak by nie patrzeć, kolonizatorzy korzystają chociażby z publicznej infrastruktury, również wybudowanej i konserwowanej z publicznego grosza – czyli pieniędzy zabranych innym podmiotom w formie podatków, bądź pożyczonych. Takie są w telegraficznym skrócie różnorakie koszta finansowe i społeczne kolonialnej eksploatacji.

I po tym wszystkim pan Janusz Lewandowski oznajmia, iż kolonizatorem jest rząd, który powyższe patologie związane z rozmaitymi formami „renty kolonialnej” chce przynajmniej częściowo ukrócić. Warto przypomnieć, że jako minister przekształceń własnościowych Janusz Lewandowski sam brał czynny udział w owej kolonizacji, chociażby wyprzedając za bezcen narodowy majątek, że o oszustwach w rodzaju Programu Powszechnej Prywatyzacji nie wspomnę – i teraz również wypowiada się w interesie swych rzeczywistych mocodawców, niczym nadzorca oddelegowany do stłumienia buntu miejscowych niewolników. No, ale nie na darmo pan L. za swą wysługę nagrodzony został synekurami wraz z możliwością spijania tłustych euro-rosołów – a to oznacza, że już dozgonnie musi chronić interesy tych, którzy go owymi rosołami karmią.

 

 

——