Kultura ma być mądra!

Z Marcinem Wolskim, pisarzem i satyrykiem o przyszłości Europy i kultury polskiej

rozmawia Konrad T. Lewandowski

Co dalej z Europą? Jak Pan widzi przyszłość naszego kontynentu?

Widzę trzy możliwości. Pierwsza bardzo pesymistyczna, w którą sam tak do końca nie wierzę. To znaczy arabizacja Europy. Pamiętajmy jednak, że świat jest większy niż Europa i procesy zachodzące na naszym kontynencie nie dzieją się w próżni. Konflikt pomiędzy cywilizacją europejską a arabską może skończyć się ich wzajemnym wyniszczeniem, a potem wszystko to nakryje inny układ cywilizacyjny chiński, hinduski, latynoamerykański. Oczywiście kultura europejska stanie się wtedy wspomnieniem. Myślę jednak, że Europa da się jeszcze przebudzić.

Wierzy Pan w odrodzenie chrześcijaństwa?

Wierzę.

A może nastąpi odrodzenie religii przedchrześcijańskich? Niektórzy socjolodzy mówią, że powrót bogów greckich jest możliwy…

Wiara w to byłaby chyba zbyt naiwna. W skądinąd uroczym politeizmie brakuje głębszego pierwiastka metafizycznego, który ma chrześcijaństwo. Bogowie greccy są już tylko symbolami, a symbole to potrawa dla intelektualistów, nie dla mas. Masy musi pociągnąć jakaś mistyka, metafizyka. Problem polega na tym, że ludzie stali się zbyt wygodni. Rodzina nie dlatego się rozpada, że jest głoszona jakaś doktryna – liberalizm czy gender – ale dlatego, że w państwie dobrobytu można żyć bez rodziny. Tymczasem sto lat temu człowiek pozbawiony rodziny ginął, albo stawał się społecznym pariasem. Świat zachodni dlatego się wyrodził, że mógł. Jednak dramatyczne sytuacje, a z taką właśnie mamy do czynienia, powodują, że coś, co wydawało się zabite, odżywa. Przykładem wydarzenia z lipca zeszłego roku, kiedy Rosjanie zestrzelili samolot malezyjski, nagle ateistyczna Holandia ruszyła na msze, zapełniły się kościoły. Bo co ma zrobić człowiek w obliczu tragedii? Może się odwołać do Boga. I o to chodzi, wszystko czego potrzebujemy do duchowego odrodzenia jeszcze w nas jest! Tylko zasypane dobrobytem i wygodą. Ludzie nie dlatego nie wierzą w Boga, że mają ku temu jakieś poważne powody naukowe, tylko dlatego, że tak jest wygodniej. Przyjemnie jest żyć bez reguł. Kościół, niestety, poczynając od drugiego soboru watykańskiego zapomniał o swojej roli. Rolą Kościoła nie jest podobanie się swoim klientom, tylko głoszenie zasad wiary. Nawet gdyby w świątyni miał zostać tylko jeden wierny, to Kościół tylko wtedy ma sens istnienia kiedy głosi swoje niezłomne zasady. Jednak Kościół zapragnął być instytucją usługową, a w tym wypadku konfesjonał zawsze przegra z kozetką u psychoanalityka. Oczywiście ironizuję, ale jest coś takiego w naturze ludzkiej, że nic tak człowieka nie ucieszy jak uświęcenie permisywizmu.

Ja bym tego permisywizmu nie demonizował. Na Zachodzie obserwujemy zwrot do poziomu hordy pierwotnej – poliamoria, polirodzina to jest styl życia człowieka pierwotnego, który jednak zapewnił ludzkości przetrwanie i tytuł gatunku dominującego na tej planecie. Może więc to nie takie złe?

Hulaj dusza, piekła nie ma! Ale zastanówmy się, co się będzie działo z tą hordą kiedy przyjdą obcy i zaczną zabijać? Być może pewnego dnia ci, nazwijmy ich „tubylcy” zorientują się, że żarty się skończyły. Że już nie jest tak, że mają tańszych robotników, że nie starcza już na socjal, że ci przybysze nie respektują już żadnych ich praw, nie tolerują gejów, lesbijek, ba, homoseksualiści idą pierwsi pod nóż. Ci obcy nie akceptują rozdziału Kościoła od państwa, szariat jest przecież wszechogarniający, i tak dalej, i tak dalej! Teraz pytanie: co robić?! Wszystkie nowoczesne doktryny nie dają na to odpowiedzi. Daje ją tylko religia i wiara. Zresztą jeżeli będziemy serio budowali tożsamość europejską to i filozofowie greccy się w niej zmieszczą, a także Rzym ze swoim prawem, pojęciem osoby cywilnej, osoby prawnej, czyli wielkimi wynalazkami europejskimi.

Wróćmy jednak do pytania o przyszłość Europy. Pierwsza opcja, to nowy podział świata, który przyniesie koniec osłabionej Euroarabii. W wersji drugiej Europa odzyskuje swoją tożsamość, choćby częściowo. Bywały wszak takie okresy kiedy sytuacja wydawała się beznadziejna, następował uwiąd papiestwa, jak choćby w X czy XVI wieku, przerażające czasy tzw. pornokracji, przy której bladły hippisowskie orgie znane z naszej epoki, jednak zaraz przychodziło odrodzenie, ottońskie czy naprawa trydencka. Zatem w historii Europy już nie takie rzeczy bywały.

Jednak wtedy nie było postępu technicznego, który to wszystko dodatkowo rozsadzał, tak jak teraz…

Tak, ale ciągle jeszcze mamy tę część Europy, która jest mniej tknięta rozpadem, czyli naszą. Tysiąc lat temu starą Europę mogli uratować Szkoci i Irlandczycy, a konkretnie mnisi z tamtejszych klasztorów, którzy po latach upadku przechowali klasyczną łacinę, a następnie przywrócili głębię wiary na kontynencie, tak teraz pora na udział wschodu, ową „iskrę z Polski”, o której marzył nasz wielki papież Jan Paweł II, że przyniesie re-katolicyzację Europy.

Ale myśmy się dokładnie tego samego spodziewali w XVIII wieku, że z Polski wyjdzie na Zachód moralna odnowa, a skończyło się rozbiorami. Może nastąpi powtórka z historii…?

Fakt, nie udało się, ale proszę zwrócić uwagę, że była to wtedy Europa dwóch zupełnie różnych prędkości… Teraz ja bym postawił na naszą emigrację, która już tam jest i działa. A nasza emigracja ma bardzo radykalne poglądy, co mogę stwierdzić po swoich licznych wizytach. Na pewno w kaszy się zjeść nie dadzą!

Trzeci wariant przyszłości, który mi się nie podoba, ale jest możliwy, to idea trzeciego Rzymu, którą gra Władimir Putin, czyli Rosja jako zbawca chrześcijaństwa. Dlaczego pułkownik KGB postawił na Cerkiew?

To brzmi surrealistycznie…

To prawda, ale nie byłby to pierwszy taki przypadek w historii. Przecież cesarz Konstantyn też nie był chrześcijaninem, został nim dopiero na łożu śmierci, ale ustanowił chrześcijaństwo religią panującą. Położył dla chrześcijaństwa ogromne zasługi, choćby dzięki soborowi nicejskiemu. Zatem może być barbarzyńca, może być poganin, kagiebista, który spróbuje oddać Europie podobną przysługę. Ważne, że istnieje lud boży, że istnieje potrzeba metafizyki, zatem ja wierzę w prawdziwe nawrócenie Rosji. Za kilka, kilkanaście lat kiedy będziemy już zupełnie tonąć, jest do wyobrażenia sytuacja, w której pani Le Pen albo jakiś jej następca pojedzie do Moskwy, padnie na kolana przed tronem cara i zawoła: „Wołodia ratuj chrześcijaństwo!” I w efekcie odbędzie się nowa odsiecz Paryża, Berlina czy Wiednia. Niestety, już nie nasza. Ja bym wolał, żebyśmy to jednak my odegrali rolę Sobieskiego.

Ale czy patrząc na Polskę teraz nie widzi Pan recydywy czasów saskich? Tak jak wtedy czujemy się względnie bezpieczni…

Tak, ale czasy saskie są o tyle nieporównywalne, że baronowie współczesnych partii politycznych nie odgrywają takiej roli tak familie magnackie wtedy. Dziś wystarczą jedne wybory i nie będzie ani jednego z nich. Siła oligarchów, którzy stoją za politykami nie znaczy nic wobec siły państwa, które wie czego chce. Jedna decyzja nowego premiera i wszyscy idą do więzienia. Żaden oligarcha nie może się równać z takim na przykład kniaziem Wiśniowieckim czy Radziwiłłem…

Dlaczego nie?

Bo oni byli związani z ziemią i za nimi stało prawo boże, święte prawo własności. W dzisiejszym świecie każdego oligarchy można pozbyć się prawem albo bezprawiem w okamgnieniu! Proszę pana! Oto mamy w Polsce dwa wielkie kartele medialne. Gdybym ja miał władzę załatwiłbym to w jedną noc, a rano byłby ogłoszony nowy proces koncesyjny, do którego mogą przystąpić na równych prawach radiowęzeł w Marysinie Wawerskim jak TVN czy Polsat. Zwyczajnie i po prostu! Przykładem jest amerykańska ustawa antytrustowa, z przełomu XIX i XX wieku, która poskromiła dotychczasowych królów Ameryki. Musi być tylko jasna definicja sytuacji i wola działania. A do tego głos ludu, który tę wolę napędzi.

Głos ludu jest łatwy do zmanipulowania przez media…

On zawsze był manipulowany, od najdawniejszych czasów rzymskich, ale na manipulację zawsze znajdzie się kontrmanipulacja. Poza tym gdzieś na samym dnie drzemie jeszcze zdrowy odruch, w pewnym momencie lud przeciera oczy, dostrzega kto go dotąd kiwał i zaczyna go lać.

Wobec tego jakiej Polski życzyłby sobie Pan po wyborach? Jakiej polityki kulturalnej?

Polityka kulturalna musi być zorientowana na polskie interesy narodowe. Nie może jednak być głupia i wciskać nam patriotyzmu na siłę, na niezliczonych akademiach, bo to podziała odwrotnie. Przykładowo, ja sam długo się zastawiałem jak mógłbym uczcić Bitwę Warszawską 1920 roku, w której brali udział mój ojciec i dziadek, a najstarszy stryj poległ wcześniej nad Dźwiną. Doszedłem do wniosku, że wielkość naszego sukcesu zmierzę najlepiej wówczas kiedy pokażę wersję historii, w której przegrywamy. Stąd wziął się pomysł powieści „Jedna przegrana bitwa”, gdzie na początku polskiego kontruderzenia ginie marszałek Piłsudski, nasza ofensywa się załamuje i bolszewicy zajmują Europę Zachodnią.

A zatem marzy mi się polityka kulturalna, prowadzona w interesie narodu i całego polskiego bogactwa kulturalnego, z którego nie wykluczamy Tuwima ani Singera, musi być grą na różnych fortepianach i w różnych tonacjach. Żadnej urawniłowki, metoda tysiąca kwiatów! Ale cel musi być jasny! Nie może być nim rozbicie, dekonstrukcja, upodlenie Polaków, zawstydzenie ich. Nie mamy żadnych powodów do wstydu! Nie mamy za co przepraszać! Ja jestem niesłychanie dumny z tego, że jestem Europejczykiem. A Polska jest dokładnie ostatnim państwem świata, które zasłużyło na zawstydzanie! Kraj bez stosów, azyl dla Żydów tępionych we wszystkich krajach Europy, państwo zawierające dobrowolne unie, lubelską z Litwą i brzeską z prawosławiem. Bojarzy, którzy na wschodzie byli zwykłymi rabami wobec swoich hegemonów w Polsce stali się wolnymi ludźmi, polską szlachtą. Oczywiście, jak w każdym społeczeństwie były u nas świnie, kanalie, łotry, zdrajcy, a najwięcej głupców, ale niech każdy przeprasza indywidualnie za siebie.

Ma Pan jeszcze jakiś kulturalny projekt marzeń?

Mądrość! Potrzebujemy w kulturze mądrego, świadomego mecenatu na miarę Wawrzyńca Wspaniałego i innych florenckich Medyceuszy. Potrzebujemy wolności i tolerancji artystycznej. Jeżeli ktoś chciałby, za przeproszeniem, rzeźbić rzeźby z…, niech robi, pod warunkiem, że za własne pieniądze i jego rzeźby nie będą śmierdzieć. A jeśli chce na swoją działalność państwowej dotacji, to niech udowodni, że poprawia tym stan higieny w kraju. Ma być jednak pluralizm metod, a nie celów. Celem musi być dobro społeczne. Wreszcie wielka promocja Polski za granicą! Każde wybitne dzieło polskie powinno mieć wsparcie państwa w jego tłumaczeniu na języki obce. Ale najpierw, obowiązkowo jeden egzemplarz dzieł, które na to zasługują powinien być kupowany do wszystkich szkolnych bibliotek w kraju. Tym się powinno zajmować Narodowe Centrum Kultury. Od kultury należy odsunąć polityków, bezwzględnie! Kulturą muszą zarządzać fachowcy od kultury, przedstawiciele środowisk twórczych. Potrzeba tu wielkiego taktu i wyczucia!

Z takim dyrektorem NCK jak Pan, to ja mógłbym załatwiać interesy, dziękuję za rozmowę!

—————