Lagerfeld – nie pierwszy i nie ostatni oszust

Omijanie płacenia podatków coraz bardziej przypomina kwestię dopingu w kolarstwie lub podnoszeniu ciężarów. Nigdy nie wiadomo, kiedy i które znane nazwisko zacznie być wiązane z nielegalnym procederem, można być jednak pewnym tego, że w każdej chwili należałoby spodziewać się kolejnych kontrowersji na tym tle. Ostatnio na kłopotach ze skarbówką ucierpiała reputacja sławnego dyktatora mody Karla Lagerfelda. Po raz kolejny wypada zadać sobie pytanie – co jest prawdziwym powodem plagi oszustw: ludzka chciwość czy nadmierny fiskalizm?

Francuski tygodnik „L’Express” poinformował 7 stycznia, że tamtejsze władze rozpoczęły śledztwo przeciwko projektantowi podejrzewanemu o wyprowadzenie milionów euro do rajów podatkowych. Służby podatkowe odmawiają komentarza w tej sprawie. Rzeczniczka ikony świata mody Caroline Lebar podała, że jej pracodawca nie miał zamiaru łamać prawa i pozostawił wyjaśnienie kontrowersji swoim doradcom finansowym. Potwierdziła jedynie sam fakt toczenia się postępowania.

Próba wyciszenia skandalu to typowa reakcja otoczenia zdyskredytowanego VIP-a, jednak wyjątkowo dobrze pasuje do osobowości wiecznie ukrytego za ciemnymi okularami, słynącego z sarkastycznego poczucia humoru hamburczyka. Urodzony w 1933 r. Lagerfeld zasłynął przede wszystkim uratowaniem chylącej się ku upadkowi marki Chanel. Podjął się tego zadania w 1983 r., jak twierdzi – dlatego, że wydawało się ono niemożliwe do zrealizowania. Zdobyta w ten sposób renoma pozwoliła mu także wypromować autorską kolekcję Lagerfeld Gallery, a nawet własną księgarnię w Paryżu i gazetę „The Karl Daily”. Niemcowi na pewno nie można odmówić pracowitości – nie tylko projektuje ubrania, ale również fotografuje i reżyseruje filmy reklamowe.

Głębszy problem

Łamania czy omijania prawa nigdy nie należy usprawiedliwiać, szczególnie jeżeli za sprawcami stoją tłumy prawników, o których wynajęciu szeregowy płatnik podatków mógłby jedynie pomarzyć. Nie da się jednak nie zauważyć, że casus Lagerfelda jest symptomem szerszego zjawiska. W 2013 r. socjalistyczny prezydent Francji François Hollande w ramach walki z gnębiącym ten kraj kryzysem finansowym przeforsował objęcie obywateli o rocznych dochodach powyżej miliona euro 75-procentowym podatkiem. Zarządzenie to spotęgowało dający się zauważyć już wcześniej eksodus majętnych Francuzów do wykazujących się większym liberalizmem fiskalnym krajów ościennych – Belgii, Szwajcarii i Luksemburga.

Pod koniec 2012 r. w walońskim rejonie Néchin mieszkało około 5000 uchodźców podatkowych zza zachodniej granicy. Najsławniejszym z nich była ikona kina znad Sekwany – Gérard Depardieu. Jak wiadomo, na tym jego peregrynacje po Europie się nie zakończyły, ponieważ otrzymał także obywatelstwo rosyjskie, jednak wciąż pozostaje honorowym rezydentem tej belgijskiej miejscowości. Jeszcze wcześniej schronienia u sąsiadów szukał najbogatszy Francuz – właściciel marek Dom Perignon i Louis Vuitton Bernard Arnault. W jego wypadku otrzeźwiająco zadziałało napiętnowanie przez opinię publiczną. Jak słusznie zauważył tygodnik „Time”, takich wyrzutów sumienia nie można było spodziewać się po Depardieu, który jeszcze przed flirtem z Putinem zasłynął oddawaniem moczu w samolotowym korytarzu i jazdą skuterem w nietrzeźwym stanie.

Londyn schronieniem

Postrzegamy stolicę Wielkiej Brytanii głównie przez pryzmat polskich emigrantów i rosyjskich oligarchów, lecz mniej więcej od połowy 2012 r. jest ona żartobliwie nazywana drugim największym francuskim miastem. Sam premier David Cameron zapowiedział podczas szczytu w Mexico City w czerwcu tamtego roku, że rozwinie czerwony dywan na powitanie ekonomicznych uchodźców. Wypowiedź ta tak zdumiała jego rozmówców z kontynentu, że podejrzewali polityka o upojenie alkoholowe. Socjalistyczny deputowany Claude Bartolone replikował, że równocześnie wielu wyspiarzy korzysta we Francji z usług medycznych i oferty edukacyjnej, ponieważ nie mają do niej dostępu w Zjednoczonym Królestwie.

Tylko od kwietnia do czerwca 2012 r. między Atlantykiem a Renem sprzedano ponad sto nieruchomości o wartości powyżej 1,7 mln euro. Nie można się więc dziwić, że oczekiwane wpływy z „superpodatku” okazały się niższe od oczekiwanych. W 2013 r. wyniosły 260 mln euro, rok później – zaledwie 160 mln. To niewielkie sumy w porównaniu z przekraczającym 80 mld euro deficytem budżetowym tego państwa. Pracujący we Francji menedżerowie uskarżali się nie tylko na wysokość danin do budżetu, lecz także na ich ciągłe zmiany. Najbogatsze kluby piłkarskie groziły strajkiem, zaś były minister gospodarki Emmanuel Macron ostrzegał, że odpływ kreatywnych umysłów uczyni z jego kraju „Kubę bez słońca”. Na początku 2015 r. ekipa Hollande bez rozgłosu zlikwidowała kontrowersyjną stawkę podatkową.

Nie tylko Francuzi

Jak często zdarza się w polityce, Cameron krytykując Francuzów w 2012 r. narażał się na zarzut hipokryzji. Jego współobywatele również bowiem przy różnych możliwych okazjach unikają precyzyjnych rozliczeń z fiskusem. W tym samym roku trzej członkowie niezwykle popularnej grupy wokalnej Take That zostali oskarżeni o zainwestowanie 66 mln funtów w powołany prawdopodobnie jedynie gwoli uzyskania odpisu podatkowego fundusz Icebreaker. Rzekomo miał się on zajmować wspomaganiem karier muzyków, jednak nie wykazywał żadnych zysków. Pytany o odpowiedzialność obracającego się w kręgach Partii Konserwatywnej lidera formacji Gary’ego Barlowa, premier najpierw nabrał wody w usta, po czym oględnie skrytykował „agresywne omijanie obywatelskich obowiązków”.

Barlow był też zamieszany w aferę firmy Liberty specjalizującej się w wytwarzaniu sztucznych strat rejestrowanych w egzotycznych krajach firm, które później były odpisywane od podatków płaconych w Wielkiej Brytanii. Z jej usług korzystali m.in. sir Michael Caine i Katie Melua. Śledczy oceniają, że na całym przedsięwzięciu brytyjski fiskus stracił 1,2 mld funtów. Do ukarania winnych tego oszustwa wciąż daleka droga – na razie inwestorzy złożyli apelację od decyzji Urzędu Podatków i Ceł nakazujących im spłatę zaległych należności. Z kolei kompozytor musicali Andrew Lloyd Webber, David Beckham i Wayne Rooney, aby zmniejszyć swoją partycypację w ojczystym budżecie stali się filmowcami. Za pośrednictwem Ingenious Media wykupili udziały w prawach autorskich m.in. do „Awatara” i „Życia Pi”.

Kozły ofiarne?

Podobne przykłady ułatwiania sobie życia można mnożyć. Np. w 2006 r. zespół U2 naraził się na krytykę rodaków z Irlandii w związku z przeniesieniem firmy administrującej ich tantiemami do liberalniejszej pod względem prawa podatkowego Holandii. Wiele postaci show-businessu, w tym nieżyjący już David Bowie i Joan Collins, byli wymieniani na początku ubiegłego roku wśród ujawnionych przez byłego pracownika klientów szwajcarskiej filii banku HSBC, co automatycznie ściągnęło na nich podejrzenia ukrywania tam swoich przychodów. Londyńska centrala musiała z tego tytułu zapłacić Helwetom 40 mln franków grzywny. Trwa śledztwo w tej sprawie prowadzone przez organy państwowe USA, Francji i Belgii.

Moralna naganność oszustw podatkowych nie budzi wątpliwości. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że finansowe opały celebrytów mogą służyć odwracaniu uwagi opinii publicznej od przestępstw dokonywanych przez polityków i osoby z nimi powiązane. Dobrym przykładem takich niejasności jest właśnie afera HSBC. Polacy oczekiwali na potwierdzenie podejrzeń wobec rodzimych dygnitarzy, mogli zaś jedynie razem z resztą świata ekscytować się zachłannością Phila Collinsa. Niestety w przewidywanym okresie czasu nie doczekamy się satysfakcjonującej odpowiedzi, co byłoby mniejszym złem: globalna inwigilacja podatników czy istnienie miejsc, które są w stanie zaproponować bardziej przedsiębiorczym ludziom korzystniejsze rozstrzygnięcia niż ich ojczyzny.

——

 
Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN