List otwarty do nowych władz Narodowego Centrum Kultury

LIST OTWARTY

Narodowe Centrum Kultury, dyrektor Marek Mutor

 

Szanowny Panie!

Jestem twórcą. Polskim twórcą, w którego dorobku wątki patriotyczne mają szczególne znaczenie. Z tej racji mógłbym oczekiwać do Państwa Polskiego wsparcia i opieki, chociaż nigdy o to nie zabiegałem.

Narodowe Centrum Kultury samo zaprosiło mnie do współpracy w listopadzie 2011 roku, po czym nie było w stanie zapewnić mi elementarnych standardów profesjonalizmu i ludzkiej przyzwoitości, koniecznych do sprawnej realizacji uzgodnionego przedsięwzięcia. Mój projekt okrojono, cenzurowano, przeinaczano, wielokrotnie naruszając przy tym moje osobiste prawa autorskie. Mnie samego lekceważono, upokarzano i szantażowano zerwaniem umów.

Znosiłem to przez trzy lata. W listopadzie 2014 roku czara goryczy przelała się – napisałem na Facebooku co o tym myślę. Za to, na zakończenie współpracy postanowiono mnie jeszcze publicznie upokorzyć, wytaczając mi proces o zniesławienie, co uważam za przewrotną nikczemność wobec faktów, które miały miejsce wcześniej.

Odpowiedziałem na to podejmując śledztwo dziennikarskie i nawiązując współpracę z „Gazetą Finansową”, skutkiem czego ukazał się cykl artykułów ujawniających nieprawidłowości w NCK. Ustaliłem m.in. że niska jakość obsługi projektów brała się z nagminnego zatrudniania pracowników na tzw. umowach śmieciowych, co spowodowało ucieczkę z NCK prawdziwych profesjonalistów. Odkryłem, że podobne przykrości co mnie spotkały innych twórców – Polę Dwurnik i Tomasza Strzyżewskiego. Udzieliłem pomocy medialnej pracownicom NCK skarżącym się mobbing i tak jak ja pozwanym o zniesławienie, ponieważ ośmieliły się opowiedzieć o tym publicznie. Po tym co sam przeszedłem w NCK w latach 2011-2014 nie mam najmniejszych wątpliwości, że obie panie mają rację. Były dyrektor Dudek do ostatnich chwil swego urzędowania usiłował mnie zastraszyć i zmusić do milczenia, nękając kolejnymi pozwami.

Dymisja Pańskiego poprzednika 1 lutego 2016, kilka dni po publikacji ostatniego demaskatorskiego artykułu w „Gazecie Finansowej” dawała nadzieję na zerwanie z patologią w Narodowym Centrum Kultury. Zupełnie niezrozumiała zatem jest Pańska decyzja kontynuowania spraw wniesionych przez byłego dyrektora. Okazało się oto, że moim przeciwnikiem nie jest jeden arogancki człowiek bez skrupułów, lecz teraz już cała instytucja. Że nie ma znaczenia, czy rządzi PO czy PiS – wrogość systemu pozostaje ta sama.

Przyjmuję Pańską decyzję do wiadomości i będę walczyć dalej. Nic innego mi nie pozostało, zwłaszcza że konflikt z NCK spowodował u mnie zanik weny twórczej. Zanim związałem się z Pańską instytucją pisałem pięć powieści rocznie, teraz już tworzyć nie jestem w stanie, znalazłem się na granicy utraty środków do życia. Mam nadzieję, że mój przypadek otworzy oczy opinii publicznej na to jak w Narodowym Centrum Kultury traktuje się twórców oraz ich dzieła. Walka z wami jest walką o ludzką godność.

Zaprosiliście mnie, sponiewieraliście i utrzymujecie, że to ja was obraziłem. Doświadczonemu pisarzowi brak słów by opisać ten cynizm. Instytucja powołana do opieki nad polskimi twórcami robi wszystko by ich niszczyć…

Jakiekolwiek wyroki w naszych sprawach zapadną, wygram czy przegram, będzie to hańba dla Narodowego Centrum Kultury! Nie wiem, w którym przypadku większa.

Z poważaniem

Konrad T. Lewandowski