Łódzka afera na kółkach

Prokuratura bada czy BikeU – zwycięzca przetargu na uruchomienie systemu rowerów publicznych w Łodzi – posługiwał się sfałszowaną opinią bankową. Współpracy z firmą wypiera się grecka spółka, na którą powoływał się oferent, a były udziałowiec zarzuca szefowi polskiej firmy „przerabianie dokumentów” – dowiedziała się „Gazeta Finansowa”. Zarząd Dróg i Transportu w Łodzi unieważnił już wybór oferty. Sprawę rozstrzygnie zapewne Krajowa Izba Odwoławcza, która wcześniej unieważniła przetarg wygrany przez firmę Nextbike Polska (jej oferta została uznana za zbyt tanią – różnica wynosiła ok. 4 mln zł).

System rowerów publicznych w Łodzi – „Łódzki Rower Publiczny” – miał składać się ze 100 stacji rowerowych oraz 1 000 rowerów. Rowery miejskie miały być alternatywnym środkiem transportu dla łodzian oraz uzupełnieniem dla autobusów i tramwajów. Miały – ponieważ do realizacji tego projektu szybko nie dojdzie.

W poniedziałek (13 kwietnia) łódzki Zarząd Dróg i Transportu ogłosił, że unieważnia wybór zwycięskiej oferty złożonej przez firmę BikeU. Jak poinformowało „Radio ZET” Prokuratura Rejonowa Łódź Śródmieście bada, czy w przetargu posłużono się sfałszowaną opinią bankową. Ale powód unieważnienia był inny. Według ZDiT BikeU posłużyła się w przetargu na wykonanie referencjami swojego greckiego partnera, a Zarząd otrzymał informacje, że grecka firma nie współpracuje już z BikeU.

Złe gorszego początki

Nie był to pierwszy przypadek unieważnienia oferty na wdrożenie systemu rowerów publicznych w Łodzi. Pierwszy przetarg został unieważniony w ubiegłym roku, ponieważ żadna z ofert nie spełniała kryteriów cenowych. Drugi wygrała firma Nextbike Polska (lider polskiego rynku działający na licencji niemieckiego potentata w branży, obsługuje systemy rowerowe m.in. w Warszawie, Opolu, we Wrocławiu, w Poznaniu i Sopocie), która miała wdrożyć system za około 8,8 mln zł. Umowa nie została jednak sfinalizowana, ponieważ konkurent – BikeU (którego oferta wynosiła ok. 12,5 mln zł) – złożył odwołanie do Krajowej Izby Odwoławczej. Efektem było unieważnienie wyboru oferty przez Zarząd Dróg i Transportu na podstawie „rażąco niskiej ceny”. Wdrożenie systemu rowerowego przypadło BikeU, którego oferta mieściła się w limicie 13,6 mln zł. Przepis o rażąco niskiej cenie jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych zapisów Ustawy o zamówieniach publicznych. Z jednej strony ma bronić stawek rynkowych przed zaniżaniem, z drugiej strony urzędnicy polemizują z wyliczeniami przedsiębiorców, którzy siłą rzeczy lepiej wyceniają prowadzoną działalność.

Co było nie tak?

Gdy ZDiT zbadał ofertę BikeU, okazało się jednak, że gwarancje finansowe, jakie miała spełnić firma, są wątpliwe. ZDiT zwrócił się do Banku Zachodniego WBK o potwierdzenie autentyczności załączonej do oferty opinii bankowej, która dotyczyła salda na rachunku BikeU (według dokumentu – 3,7 mln zł). Bank odpisał, że BikeU otrzymała inną opinię niż ta, którą przesłał im ZDiT (saldo na poziomie 2,7 mln zł), a Departament Zapobiegania Przestępstwom Finansowym banku zawiadomił o sprawie prokuraturę.

Jednym z warunków w przetargu (aczkolwiek nieobligatoryjnym – jak tłumaczył rzecznik ZDiT w rozmowie z „Dziennikiem Łódzkim”) było posiadanie na koncie co najmniej 3 mln zł.

Afera ponad granicami

Zdziwienia, z powodu powoływania się na zobowiązanie do udostępnienia wiedzy i doświadczenia niezbędnego do realizacji zamówienia, nie ukrywali też przedstawiciele greckiej spółki BrainBox Technology. W oświadczeniu spółki, do którego dotarła „Gazeta Finansowa”, czytamy, że Grecy od 15 września 2014 r. nie współpracują ani nie udzielają wsparcia w postępowaniach o udzielenie zamówień publicznych BikeU, o czym polską firmę informowali. BikeU miał, według przedstawicieli greckiej firmy, „taki stan rzeczy zaakceptować”.

Udało nam się również dotrzeć do listu wysłanego przez byłego udziałowca BikeU m.in. do Urzędu Miasta Łodzi. Były udziałowiec oskarża w nim szefa BikeU Marcina Jeża o „przerabianie dokumentów”, które były jednym z powodów, dla których grecki współpracownik wycofał się z firmy. Szef BikeU, do którego zwróciliśmy się o komentarz, odpisał, że zarzuty byłego udziałowca są personalne i zamierza skierować wniosek do prokuratury oraz wystąpić z powództwem o ochronę dóbr osobistych.

Dochodowe reklamy na rowerach

Skąd taka bezpardonowa walka na dopiero rodzącym się rynku? Operatorzy systemów rowerowych zarabiają nie tylko na opłatach od miasta, lecz także na sprzedaży powierzchni reklamowej na rowerach. Zacięta walka i konkurencja na tym rynku są wprost proporcjonalne do rosnących budżetów. Wpływy z reklamy na rowerach w 2014 r. wyniosły już ok. 4 mln zł, a w 2015 r. mają wzrosnąć do 6,5 mln zł. W wielu miastach Polski niskie wymagania przetargowe (np. 3 tys. zł) prowadziły do wygrania zmagań przez firmy, które później nie radziły sobie ze zleceniami. Wysokie wymagania, takie jak w łódzkim przetargu, miały wykluczyć z wyścigów tych, którzy chcą jedynie spróbować swoich sił w biznesie. Jak widać same wymagania nie wystarczają. Trzeba jeszcze pilnować ich przestrzegania.