Ludwiku Dorn, nie idź drogą Anety Krawczyk

Zachowanie byłego marszałka po odejściu z PiS-u jest co najmniej niestosowne i nie pasuje do wizerunku twardego polityka. Teraz niestety, po odsunięciu od wpływów w swojej partii zachowanie Ludwika Dorna bardziej przypomina zachowanie małego obrażonego chłopczyka niż mężczyzny, nie mówiąc już o mężu stanu jakim jeszcze niedawno starał się być. – Umawialiśmy się, że na ten temat nie będziemy rozmawiać – strofuje Monikę Olejnik marszałek Dorn w „Kropce nad i”. Za karę nie przyjdę do pani programu przez trzy miesiące – nadyma się. Tak było jeszcze rok temu, a teraz?


W telewizji śniadaniowej dumny Ludwik gotuje swoje ulubione potrawki, niczym Renata Beger. „Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma” – to staropolskie powiedzenie doskonale pasuje do zachowania Dorna. Ale czy trzeba od razu tracić swoją godność? Obrażony Ludwik wysyła list do członków PiS i nawołuje do bojkotu prezesa.

Czy widzi w tym jedyną szansę na powrót do wielkiej polityki? Czy wystarczy pójść do niechętnych Kaczyńskiemu mediów, naskarżyć na dawnych kumpli, aby podtrzymać swoją popularność? Upudrowany i narzekający przed kamerą Ludwik bardziej przypomina Anetę Krawczyk, bohaterkę seksafery, niż byłego marszałka Sejmu. Umieć rozstać się z godnością to wielka sztuka. Utrata korzyści ma prawo boleć, ale czy nie lepiej byłoby pozostać bajkopisarzem?