Mafia rosyjska pisze nową ustawę hazardową

Rozpoczęła się walka o kształt nowej ustawy hazardowej. Oprócz polskich firm biorą w niej udział gracze z zagranicy. Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zarejestrowali w grudniu ubiegłego roku przyjazd w tej sprawie przedstawicieli rosyjskiej mafii z Sołncewa k. Moskwy, uważanej za jedną z najpotężniejszych organizacji przestępczych na świecie – dowiedziała się „Gazeta Finansowa”.

W połowie grudnia ABW namierzyła trzech przedstawicieli Sołncewa odwiedzających Warszawę. Z rozmów, które prowadzili w naszej stolicy wynika, że chcą „pomóc” w uchwaleniu ustawy, która pozwoli im na mocne wejście na rynek automatów do gry. Oferowali fundusze na działalność lobbingową, drobnym miejscowym przedsiębiorcom. W styczniu po Warszawie i w Ministerstwie Finansów zaczął krążyć projekt takiej zmiany. Zakłada on np., że automaty do gier znów będą legalne i naliczały wymagany podatek… licznikiem elektromechanicznym. – Raj dla kombinatorów. Nikt nie wiedziałby, ile jest w Polsce automatów, a każdy właściciel de facto płaciłby ile chce – komentuje jeden z przedsiębiorców z branży. O ile bowiem legalizacja automatów jest korzystna dla budżetu państwa, o tyle już proponowany sposób poboru podatków, to zachęta do stworzenia szarej strefy. W takiej właśnie ustawie Rosjanie upatrywaliby szansy na wejście na polski rynek. Mogliby dostarczyć maszyny starego typu (nie wymagające zaawansowanego oprogramowania informatycznego rejestrującego obroty) i zapewnić kapitał na rozwój punktów.

Właśnie te dziwne, krążące projekty zmian w ustawie spowodowały, że 25 stycznia Ministerstwo Finansów wydało oświadczenie. „W nawiązaniu do medialnych doniesień Ministerstwo Finansów informuje, że nie pracuje obecnie nad zmianami w zapisach ustawy hazardowej. Prowadzone są natomiast prace nad strategią naprawy dochodów podatkowych, w tym analizy odnoszące się do uregulowań dotyczących gier hazardowych” – czytamy na stronie internetowej resortu.

Atmosfera prac nad ową „strategią naprawy dochodów” była jednak tak dziwna, że nowelizacją (która nie jest nowelizacją), jak i tymi, którzy o nią zabiegają, zainteresowało się tak ABW, jak i CBA. – Nie wiadomo dlaczego w toku tych prac zarzucono przepisy gwarantujące kontrolę państwa nad podmiotami działającymi w tej branży. Celowo pominięto takie zapisy, aby dać możliwość tworzenia szarej strefy – mówi oficer ABW. Tymczasem rozwiązanie jest banalnie proste. Państwo wprowadza centralny, elektroniczny system poboru podatków, a każdy kto chce działać na rynku, płaci za podłączenie do systemu. Należny podatek wyliczany jest automatycznie.

Gra idzie o miliardy złotych. Wartość tylko rynku automatów w Polsce szacowana jest na 5 mld zł rocznie. W planach rządów uregulowanie rynku i wprowadzenie normalnych rozwiązań ma zapewnić budżetowi dodatkowe wpływy na sfinansowanie m.in. programu 500 zł na dziecko. Według ostrożnych szacunków, załatwienie sprawy legalizacji hazardu internetowego, uregulowanie rynku automatów i pokera, a także zakładów bukmacherskich może dać budżetowi ponad 6 mld zł, czyli ponad jedną trzecią kosztów sztandarowego socjalnego programu rządu.

Krajobraz po Kapicy

Bałagan w polskiej ustawie hazardowej jest permanentny od blisko 7 lat. Brak normalnych rozwiązań to skutek działalności byłego wiceministra finansów Jacka Kapicy. W 2009 r. w atmosferze afery hazardowej przepchnął on idiotyczną ustawę, której celem było zdelegalizowanie automatów do gier i ograniczenie ich działania tylko do kasyn. Ustawa została uchwalona w szaleńczym tempie i Kapica pominął obowiązkową notyfikację techniczną skierowaną do Komisji Europejskiej, Skutkiem czego w 2012 r. Europejski Trybunał Sprawiedliwości uznał zapisy tej ustawy za niezgodne z prawem europejskim, a więc nieobowiązujące.

Tuż przed oddaniem władzy Platforma Obywatelska wypuściła kolejnego bubla prawnego. Ustawa hazardowa, która weszła w życie we wrześniu 2015 r. delegalizuje automaty do gry od lipca 2016 r., ale jednocześnie do tego czasu dała wszystkim na rynku wolną rękę na prowadzenie takiej działalności. Bez żadnych ograniczeń i wymogów. Co więcej, ustawa wprowadziła preferencje dla zagranicznych firm, które działając na naszym rynku przez swoje zagraniczne filie nie muszą płacić nawet podatków dochodowych.

Pozostały jeszcze idiotyczne przepisy zakazujące hazardu przez internet. Są one dlatego nierozważne, gdyż nikt nie jest w stanie ich wyegzekwować. Na jego istnieniu zarabiają więc zagraniczne firmy, które oferują, bez żadnego problemu, możliwość gry Polakom. Skutek jest taki, że kolejne 5 mld zł Polacy wydają na ten cel dając zarobić właścicielom zagranicznych firm. Dziś już około 200 firm kusi Polaków hazardem przez internet i liczba ta systematycznie rośnie.

Równie szkodliwy jest również zakaz gry w pokera. Pod absurdalnym pretekstem, że jest to gra losowa. W rzeczywistości jest to gra, w której liczą się umiejętności obliczania prawdopodobieństwa i psychologiczne umiejętności wpływu na ludzi. W przypadku internetu zakaz jest idiotyczny, przede wszystkim dlatego, że jest nieskuteczny. A także dlatego, że gra ta jest traktowana jako hazard i nielegalna z wyjątkiem horrendalnie opodatkowanej gry w kasynach. Według ostrożnych szacunków, legalizacja pokera pozwoliłaby budżetowi pozyskać rocznie około 500 mln zł. Dziś dochodzi do absurdalnej sytuacji, w której polscy pokerzyści zaliczani do światowej czołówki, nie mogą rozgrywać turniejów w kraju i z konieczności grają za granicą.

Pojedynki lobbystów

Idea ograniczenia hazardu administracyjnie jest tylko elementem walki lobbystów. Skuteczność zakazów można porównać do fiaska prohibicji w Stanach Zjednoczonych. Im większe bariery i ostrzejsze przepisy, tym większa szara strefa i dochody grup przestępczych zarabiających na oferowaniu tego, co zabronione. I tak brak legalizacji internetowego hazardu skutkuje tym, że preferowane są zagraniczne firmy, których to nie obowiązuje. Z kolei forsowana przez Jacka Kapicę likwidacja automatów do gier – pod pretekstem dbania o kondycję moralną i finansową społeczeństwa otwierała rynek dla wprowadzenia wideoloterii.

Jak ujawnił w grudniu 2009 r. dziennik „Polska The Times” w latach 2008-2009 resort finansów przygotował pięć wersji nowych rozwiązań ustawowych. Wszystkie projekty miały trzy wspólne cechy: zyskiwały na nich dwa podmioty – Totalizator Sportowy (TS) i współpracująca z nim amerykańska firma G-Tech (dostarcza oprogramowanie dla TS, a jej wynagrodzenie zależne jest od przychodów ze sprzedaży). Za przygotowanie tych projektów odpowiadał nie kto inny, a ówczesny wiceminister finansów i szef Służby Celnej Jacek Kapica. Gdy „Polska The Times” chciała od niego uzyskać odpowiedź, kto odpowiada za takie, a nie inne zapisy, Kapica jej nie udzielił. Znaczące jest, że dla G-Tech pracowali lobbyści zaprzyjaźnieni z politykami dawnej Unii Wolności. A to w tej partii Kapica zaczynał karierę polityczną.

Dziś gra o kształt nowej ustawy znów zaczyna się od falstartu. Jeszcze nie powstał oficjalny projekt, a już tajne służby muszą śledzić tych, którzy chcą zapłacić za to, jak mają wyglądać nowe regulacje. – Obecne prawo nie ma sensu. Polacy nie zrezygnują ze swojej pasji, jaką jest hazard. Pytanie dlaczego ma na tym zarabiać szara strefa lub zagraniczne firmy i rządy w wypadku hazardu przez internet. Potrzeba nam transparentnej ustawy pozwalającej legalnie prowadzić taką działalność w Polsce, tak, aby podatki i pieniądze zostawały w Polsce – podsumowuje Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.

—–

 

 
Avatar

Jan Piński

Dziennikarz z 18-letnim stażem. Były szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, a także były redaktor naczelny "Uważam Rze". Aktualnie naczelny "Gazety Finansowej" i gf24.pl. Z zamiłowania szachista (były wicemistrz Europy juniorów). Motto: dziennikarz nie pisze co wie, ale zawsze wie co pisze.