Miniekonomia w maksiwymiarze

Edukacja finansowa dzieci to jeden z najnowszych trendów w bankowości na całym świecie. Nie wszyscy pewnie wiedzą, że obecna oferta polskich banków nie tylko nie odbiega od polityki realizowanej w tym zakresie przez wiodące instytucje zagraniczne, lecz także stawia nas wśród pionierów rewolucji w myśleniu o finansach najmłodszych.

Dlaczego tak się dzieje i czy programów edukacyjnych oferowanych przez banki należy się obawiać? Przede wszystkim na proces edukacji finansowej własnego dziecka warto patrzeć jako na inwestycję w jego (a czasem i swoją) przyszłość. Mając na uwadze nadchodzące zmiany ekonomiczne, związane chociażby z propozycją zmian dotyczących OFE czy niżem demograficznym, niezbędne jest „uzbrojenie” najmłodszych w odpowiednie narzędzia do ugruntowania swojej przyszłości zawodowej i pozycji ekonomicznej. Tutaj ze swoją ofertą wychodzą banki, którym jak nikomu innemu zależy przecież na kliencie świadomym ekonomicznie, znającym swoje potrzeby i możliwości. Taki klient szybciej spłaci swoje zobowiązania i lepiej zainwestuje potencjalne zyski. W tej chwili na rynku finansowym dostępna jest szeroka gama produktów adresowanych do dzieci i młodzieży. Na co zwrócić uwagę?

Znajomość własnych potrzeb

Ważny jest etap identyfikacji własnych potrzeb. Wiele zależy od wieku dziecka. W inny sposób zainteresujemy ekonomią nastolatka, inaczej ekonomii będziemy uczyć najmłodszych. W obu przypadkach warto zwrócić uwagę na aspekt praktyczny całości edukacji. Często nie zdajemy sobie sprawy z potencjału tkwiącego w naszych dzieciach. Już kilkuletnie dziecko może obecnie korzystać z usług bankowości elektronicznej, poprzez specjalnie stworzone do tego bezpieczne, animowane serwisy internetowe. Korzystając z produktów bankowych, najmłodsi uczą się tzw. socjalizacji ekonomicznej, która wpływa na ich postawy związane m.in. z wydawaniem i oszczędzaniem pieniędzy, zrozumieniem systemu ekonomicznego. Przede wszystkim jednak nabywają umiejętności planowania, myślenia perspektywicznego. Uczą się odpowiedzialności i szacunku do pieniędzy. Dysponując własnym minibudżetem, zbierając środki na określone cele, stają się powoli świadomymi konsumentami, którym łatwiej w przyszłości przyjdzie zarządzanie własnym majątkiem.

Bank daje marchewkę

Następnie należy zadać sobie pytanie dotyczące tego, czy wolimy sami uczestniczyć w edukacji dziecka w tym tak ważnym, ale i delikatnym aspekcie życia, czy wolimy odpowiedzialność za ten proces złożyć na barki profesjonalnych pedagogów. W tej chwili oferta banków dotycząca edukacji najmłodszych jest bardzo bogata i znajdziemy w niej zarówno produkty dla rodziców chcących czynnie uczestniczyć w edukacji dziecka, jak i dla tych, którzy uważają, że miejscem przekazywania tego rodzaju wiedzy powinna być szkoła. Łatwo przewidzieć, że banki dają nam tak naprawdę jedynie marchewkę w postaci m.in. dobrze oprocentowanego rachunku, karty debetowej, atrakcyjnego serwisu transakcyjnego dla dzieci czy materiałów edukacyjnych. Dalszy proces w dużej mierze zależy od rodziców, którzy dzięki swojej postawie mogą angażować dzieci do nauki finansów.

Domowa szkoła finansów

Nawet najlepszy program edukacyjny nie pomoże, jeśli złe nawyki dotyczące oszczędzania i gospodarowania pieniędzmi wyniesiemy z domu. Najpilniejszy uczeń nie przyswoi wiedzy związanej z finansami, jeśli rodzic będzie dysponował swoimi środkami w sposób nieracjonalny i rozrzutny. Dzieci uczą się głównie przez powielanie zachowań osób, które znajdują się w ich najbliższym otoczeniu. To, jakie nawyki dziecko wyniesie z domu, w przyszłości zaprocentuje umiejętnością funkcjonowania w dorosłym świecie finansów. W życiu codziennym znajdziemy wiele sposobności do zabawy w domową szkołę finansów.

Praktyka czyni mistrza

Od wspólnego wyjścia na zakupy, przez naukę przedsiębiorczości i sprzedaż, np. zbyt małych już ubrań albo niepotrzebnych zabawek, po oszczędzanie energii – mechanizm jest prosty. Jeśli pokażemy dziecku, że oszczędność nie wymaga wielu poświęceń, za to przynosi realne rezultaty, jak np.: mniejszy rachunek za zużycie prądu, odniesiemy sukces. Znanym z dziada pradziada sposobem na naukę szacunku do pieniędzy jest przekazywane dzieciom kieszonkowe. Pamiętajmy, że nie liczy się jego wysokość, a regularność. Dzieci powinny otrzymywać pieniądze w jednakowych odstępach czasowych. Oszczędzanie stanie się łatwiejsze, jeśli będzie się z nim wiązał określony cel. Może to być rower czy bilet do kina. Ważne, aby dziecko samodzielnie, choć często ukierunkowane przez rodziców, podjęło decyzję, na co przeznaczyć swoje środki. Starajmy się również premiować dobre nawyki. Jeśli po jakimś czasie oszczędzania widzimy, że dziecko skrupulatnie odkłada pieniądze na wymarzony rower, nagrodźmy jego systematyczność, dokładając podobną kwotę. Niewątpliwie dużą zaletą oszczędzania na oprocentowanym rachunku bankowym jest to, że dziecko dosłownie widzi, jak te pieniądze rosną, co może być dodatkową zachętą do odkładania swoich oszczędności.

Nie tylko dla dziecka

Korzystanie z bankowych produktów służących do nauki oszczędzania oraz zarządzania własnym minibudżetem powoduje, że rodzic zyskuje praktyczne narzędzie służące edukacji ekonomicznej swoich dzieci. To on otwiera najmłodszym drzwi do świata finansów. Niezależnie od tego, jaki wariant edukacyjny wybierzemy, zyskujemy pewność, że dziecko zdobywa realną wiedzę z zakresu finansów. Obecnie banki dały najmłodszym możliwość posiadania własnego rachunku, wpłacania i wypłacania gotówki za pomocą telefonu komórkowego czy możliwość doładowania telefonu komórkowego poprzez serwis transakcyjny. Określenie, jaki sposób edukacji najlepiej pasował będzie do wieku, gustu i umiejętności młodego finansisty, należy do rodzica świadomego potrzeb swojego dziecka. Warto odwiedzić stronę internetową swojego banku albo porozmawiać ze swoim doradcą. Czasem opłaca się porównać nawet kilka banków i wybrać ofertę, która najlepiej spełni oczekiwania naszych dzieci.

Autorka jest dyrektorem Biura Młodego Klienta w PKO Banku Polskim

Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN