Na parkietach polała się krew

Taki tydzień na światowych giełdach zdarza się raz na 20 lat. Przyjęcie taktyki łapania spadających noży sprawiło, że krew lała się obficie. Przebicie się DJIA przez poziom 10 000 pkt. otworzyło drogę do dalszych spadków, które zatrzymały się dopiero ponad 20 proc. niżej. Niespotykaną zmienność przyniosła piątkowa (10.10) sesja i z niej bykom wreszcie udało się wyjść obronną ręką. Ostatecznie DJIA i S&P500 zniżkowały w skali tygodnia o 18,2 proc., a Nasdaq o 15,3 proc. Od 20 proc. do 25 proc. straciły DAX, CAC40, Nikkei225 czy Bovespa.


Fed pod ścianą

Praktycznie z każdym dniem inwestorzy tracili i tak już małe zaufanie do rynków finansowych, a działania rządów i banków centralnych pogłębiały tylko panikę. Paliwa do wzrostów w postaci skoordynowanej akcji globalnej obniżki stóp procentowych o 0,5 pkt. proc. starczyło ledwie na kilka godzin. Według ekonomistów będą potrzebne kolejne cięcia. Sporo miejsca na takie ruchy ma EBC, gorzej wygląda sytuacja Rezerwy Federalnej. Podstawowa stopa w USA spadła już do zaledwie 1,5 proc.

Brak zaufania

Problemem jest to, że banki nie chcą pożyczać sobie pieniędzy. Trzymiesięczny LIBOR na USD, mimo tak niskich stóp Fed-u, kształtuje się na poziomie prawie 5 proc. Warto zauważyć, że obniżki stóp do 1 proc. są jedną z głównych przyczyn bańki na rynki nieruchomości, która jest podstawą obecnego kryzysu.

Islandia bankrutem

Najdotkliwiej poszkodowanym krajem w tym światowym zawirowaniu jest obecnie mała Islandia, przez rankingi uznawana za najlepsze miejsce do życia na świecie. Trzy największe islandzkie banki zostały już znacjonalizowane, a w kraju szaleje inflacja.

Chaos się potęguje

Tak naprawdę nikt nie wie jak skutecznie rozwiązać obecny światowy kryzys, a kolejne działania rządów potęgują chaos. Szczyt G-7 i spotkanie członków strefy euro nie przyniosły zbyt wielu konkretów, poza tym, że banki będą ratowane przez rządy.

Autor jest analitykiem Beskidzkiego Domu Maklerskiego