Na wojnie z podatnikami. Dlaczego firmy uciekają przed fiskusem za granicę?

Z punktu widzenia PiS-u podmioty płacące ubezpieczenie społeczne oraz podatki poza krajem działają na niekorzyść polskiego państwa, lecz rządząca ekipa najwyraźniej nie zadała sobie pytania, dlaczego Polacy tak bardzo unikają polskiego systemu podatkowego. Odpowiedź wydaje się dość prosta, choć niewygodna dla rządzących.

Niekonkurencyjne podatki

Prawo i Sprawiedliwość zdobyło władzę na jesieni 2015 r., głosząc program gospodarczy, który miał zjednać dla niej środowiska małych i średnich przedsiębiorców. W duchu walki o ich przywileje zabrano się do prac nad opodatkowaniem zagranicznych sieci sklepów wielkopowierzchniowych. W ferworze walki zapomniano jednak, że stawki podatkowe w Polsce są nadal niekonkurencyjne względem innych krajów rozwijających się. Przykładowo, w Polsce podatek CIT wynosi 19 proc., co stanowi wynik zbliżony do niektórych najbogatszych krajów Europy, jak choćby Wielkiej Brytanii, czy też Finlandii. Tymczasem w Bułgarii wynosi on zaledwie 10 proc., a w Rumunii 16 proc. Jeśli zaś chodzi o kwotę wolną od podatku dochodowego od osób fizycznych, zajmujemy wciąż jedno z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej.
Prawo i Sprawiedliwość tak bardzo uzależniło swój program wyborczy od rozmaitych kosztownych obietnic, iż zamiast zdecydować się na znaczącą obniżkę podatków, skupia całą swoją energię na uszczelnianiu systemu podatkowego oraz nakładaniu nowych obciążeń. Zapomina tym samym, iż najlepszym sposobem na zwiększenie wpływów do budżetu jest najczęściej obniżka podatków.

Ironią losu jedynym premierem, który w ostatnich latach obniżył drastycznie podatki, był postkomunista Leszek Miller, którego rząd zadecydował w 2004 r. o obniżeniu stawki podatku CIT z 27 proc. do 19 proc. Pomimo wielu głosów krytyki, że tego typu posunięcie zada śmiertelny cios budżetowi, wpływy budżetowe z tytułu tegoż podatku jeszcze tego samego roku wzrosły o 3 mld zł. Od tego czasu minęło jednak 13 lat, a pozostałe państwa nie próżnowały, dokonując jeszcze dalej idących obniżek. W rezultacie Polska ze swoimi stawkami podatkowymi jest dziś coraz mniej konkurencyjna, a wpływy z CIT ponownie zaczęły spadać. Zamiast wprowadzać nowe podatki oraz uszczelniać system pod kątem zagranicznych podmiotów, nowe władze powinny więc zdecydować się na zwiększenie konkurencyjności poprzez szybkie i zdecydowane obniżki podatków. Bez wątpienia takie właśnie są oczekiwania małych i średnich przedsiębiorców, którym obiecywano przecież „dobrą zmianę”.

Tymczasem jednak proponowana przez Prawo i Sprawiedliwość nowa klauzula zapobiegająca unikaniu opodatkowania, tak naprawdę wprowadza dodatkowe koszty i stwarza pokusę nadużycia. Wspomniana Rada do spraw Unikania Podatków to wszak kolejne urzędnicze etaty oraz wzmożona aktywność organów kontrolnych. Spodziewane zyski z klauzuli są w tej chwili wciąż tylko teoretyczne, natomiast konkretne są koszty, jakie państwo poniesie na jeszcze większą biurokrację. Ekipa Platformy Obywatelskiej okryła się złą sławą, zatrudniając w czasie swoich trwających 8 lat rządów dodatkowe 60 tys. urzędników. Zamiast odwrócić ten negatywny trend, Prawo i Sprawiedliwość przyłącza się do niego już na samym początku, także poprzez konieczność zatrudnienia dodatkowych osób do obsługi programu 500 zł na dziecko.

Nowa klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania zawiera także zapisy, które tworzą niezdrowe relacje między podmiotami prywatnymi a fiskusem. Zgodnie z nimi po uiszczeniu opłaty w wysokości 20 tysięcy złotych podatnik będzie mógł uzyskać opinię, czy resort finansów nałoży na niego większą daninę, czy jest już bezpieczny. Reguła ta w jawny sposób narusza zasadę domniemania niewinności. Ponadto, skoro o tym, czy ktoś unika podatków, bądź nie, musi zadecydować specjalna komisja, stwarza to sytuację korupcjogenną. Jest to dość oczywiste zarówno z punktu widzenia wielkich podmiotów gospodarczych, jak i członków komisji, kimkolwiek by byli.

Kolejne miesiące będą dla Prawa i Sprawiedliwości kluczowe i pokażą, jak dalece poważnie ugrupowanie to poważnie traktuje swoje własne wyborcze obietnice. W czasie kampanii wyborczej obecna premier Beata Szydło zapowiadała m.in. obniżkę CIT do 15 proc. oraz VAT-u do 22 proc. Niedawno minister finansów Paweł Szałamacha wykluczył pierwszą z nich, natomiast o jakiejkolwiek obniżce VAT-u nikt w rządzie nie odzywa się ani słowem. Na razie główna energia rządzących skupia się na szukaniu dodatkowych zysków budżetowych przy pomocy nowych podatków i uszczelnianiu obecnie istniejącego systemu.

—–