Najwyższa Izba Kolegów

„Ty sobie szykuj kandydata na wicedyrektora” – mówił prezes Najwyższej Izby Kontroli Krzysztof Kwiatkowski do wpływowego posła Jana Burego, szefa klubu parlamentarnego PSL przed konkursem na wiceszefa delegatury NIK w Rzeszowie. Po tym jak ów „konkurs” wygrał asystent Burego ten wysłał SMS do Kwiatkowskiego: „Panie prezesie, jak donoszą, zadanie wykonane”.

Rozmowy byłego polityka PO, ministra sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska z peeselowskim baronem tym razem zostały nagrane legalnie przez CBA, za zgodą sądu, a opinia publiczna dowiedziała się o nich z wniosku Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach do marszałka Sejmu o uchylenie immunitetów zarówno szefowi NIK, jak i posłowi Buremu. Na podstawie podsłuchów i zeznań świadków prokuratura chce postawić Kwiatkowskiemu cztery zarzuty przestępstwa urzędniczego, czyli przekroczenia uprawnień (art. 231 kodeksu karnego). Buremu zaś – trzy zarzuty podżegania do przekroczenia uprawnień przez szefostwo NIK. „Gazeta Finansowa” dotarła do wniosku Prokuratury Generalnej o uchylenie immunitetu Janowi Buremu, szefowi klubu PSL i Krzysztofowi Kwiatkowskiemu, prezesowi Najwyższej Izby Kontroli. Materiały przesłane do Sejmu pokazują gorszący obraz państwa: zblatowania, układów i poczucia bezkarności elit politycznych, żerujących na państwowym mieniu i stanowiskach.

Uzgodnione z wicepremierem

Dlaczego szef NIK Krzysztof Kwiatkowski uzgadniał nominacje z Janem Burym? Otóż zdaniem śledczych była to spłata długów za pomoc w wyborze na szefa izby. Z poparciem KK na nowego prezesa NIK Jan Bury wiązał nadzieje na uzyskanie realnego wpływu na niektóre decyzje podejmowane przez KK jako Prezesa NIK, w szczególności te dotyczące obsady kadrowej na stanowiskach kierowniczych. Kwiatkowski został szefem izby 27 sierpnia 2013 r. Miesiąc wcześniej 27 lipca 2013 r. o g. 21.37 Bury mówił Kwiatkowskiemu: „dzisiaj miałem spotkanie z naszym kandydatem, także wczoraj był u nas premier Piechociński, Krzysiu naprawdę może być ciekawie także w bastionie PiS-u [na Podkarpaciu – red.], może być jeszcze różnie wiesz”. A Kwiatkowski odpowiedział: „żebyś wiedział Piechociński [Janusz, wicepremier i szef PSL – red.] jak był na imieninach no to mi powiedział rozumiesz, że będzie chciał, żeby został Cichosz [Marian, wiceprezes NIK od września 2011 r.]. Następnie wszyscy trzej: Bury, Kwiatkowski, Cichosz podjęli – zdaniem prokuratury – działania, aby Jan Bury mógł obsadzić swoimi ludźmi kluczowe dla niego delegatury, przede wszystkim rzeszowską. NIK to kluczowa instytucja kontrolna państwa rozliczająca i orzekająca czy państwowe pieniądze są wydawane zgodnie z prawem.

Sprawa zarzutów dla Burego i Kwiatkowskiego jest pochodną tzw. afery podkarpackiej, w wyniku której zarzuty usłyszały osoby z otoczenia Jana Burego, a on sam publicznie kilkakrotnie skarżył się, że jest na celowniku CBA. Większym szokiem dla opinii publicznej było, że pielęgnowany przez Krzysztofa Kwiatkowskiego wizerunek państwowca, jest tylko kreacją public relations, a on sam gra według klasycznych reguł III RP, w których kluczowy nie jest interes publiczny, a interesy kolegów.

Konkurs na stanowisko wiceszefa delegatury NIK w Rzeszowie został ogłoszony 8 lipca 2013 r. Wiceprezes NIK Cichosz będący członkiem komisji konkursowej, w uzgodnieniu z Kwiatkowskim i Burym rozpoczął sabotowanie konkursu. Bury dogadał się 24 lipca z Kwiatkowskim, że w związku z faktem, że jego ludzie nie mogą już wziąć udziału w konkursie, przyszły szef NIK sabotował konkurs, aby nie przyniósł on rozstrzygnięcia. 7 sierpnia 2013 r. został unieważniony konkurs na wicedyrektora Delegatury NIK w Rzeszowie. Tego dnia Jan Bury zadzwonił do Mariana Cichosza, a następnie przekazał telefon Krzysztofowi Kwiatkowskiemu. Cichosz: To co słyszymy, co Janek mówi i rozumiem, że jest to wynik waszego uzgodnienia tak?”. Kwiatkowski: „Tak, tylko działamy transparentnie, ty mówisz oczywiście, że nie rozmawialiśmy, to nie powinno być rozstrzygnięte i koniec (…). Mówisz, że twoim zdaniem na tym etapie nie powinno się tego rozstrzygać i że nie weźmiesz udziału, nie że formalnie rezygnujesz w pracach (…), ale generalnie, żeby nie doszło do rozstrzygnięcia tego, tylko pamięta, wiemy o tym we trójkę!”. Gdy doszło do przesłuchiwania kandydatów Cichosz przedłożył odręczny wniosek o zwolnienie go z funkcji członka komisji konkursowej. Tego samego dnia Bury pochwalił Cichosza za lojalność wobec nowego szefa NIK Kwiatkowskiego.

Człowiek Burego

Wszystko to zostało zrobione po to, aby wiceszefem NIK w Rzeszowie został Paweł Adamski, związany z Burym co najmniej od 1992 r., gdy pracował jako jego sekretarz w Sejmie. Adamski w rozmowach deklarował Buremu pełną lojalność, informowanie o pracach izby i tym, co się dzieje. Po co Buremu byli ludzie w NIK, pokazuje rozmowa z Adamskim z 13 września 2013 r. Bury: „bo ja piszę w tej sprawie do prezesa NIK-u pismo, mnie chodzi o to, żeby … powiatowi, wiesz o tym, nie?” Adamski: „ja ci dałem stanowisko w sprawie zastrzeżeń starosty, nie”. Bury: „wszystko mam, tak wszystko mam…”. Adamski był bowiem już pracownikiem NIK.

18 września 2013 r. Kwiatkowski w rozmowie z Burym nie pozostawia wątpliwości, że konkursy są fikcją. „Ty sobie szykuj kandydata na wicedyrektora”. Bury: „a powiedz mi tak do końca miesiąca ten Rzeszów ogłosiłbyś?”. Kwiatkowski: „a chcesz żeby szybko czy poczekać? Jak wolisz?” Bury: „Wiesz, co ci powiem. Nie wiem, czy szybkie decyzje nie byłyby lepsze”.

Według zeznań członków komisji konkursowej Paweł Adamski został wiceszefem NIK w Rzeszowie, chociaż miał najmniejsze doświadczenie i nie miał żadnej prezentacji. W tym samym dniu Bury wysłał SMS-a do Kwiatkowskiego: „panie Prezesie, jak donoszą zadanie wykonane”.

Oligarcha Bury

Jan Bury (w październiku skończy 52 lata) to wieloletni poseł PSL z Podkarpacia. Na pierwszy rzut oka osobie nie zajmującej się naszą polityką zawodowo trudno zrozumieć dlaczego szef NIK Krzysztof Kwiatkowski respektował wpływy i starał się dogodzić Buremu pomagając mu w obsadzeniu swoimi ludźmi sił najważniejszej państwowej instytucji kontrolnej. Bury to jednak nie taki zwykły poseł. „Chociaż jego majątek szacowany jest w mediach na „zaledwie” od jednego do kilku milionów złotych, to jego prawdziwy kapitał stanowi wpływ na obsadę stanowisk w spółkach skarbu państwa i sądach (jest przedstawicielem Sejmu w Krajowej Radzie Sądownictwa). To modelowy przykład polityka, który wykorzystuje posiadane wpływy w tworzeniu biznesowego imperium. A te gwarantują bezkarność, nawet gdy w oczywisty sposób zostaje przyłapany na łamaniu prawa” – pisałem na łamach „Najwyższego Czasu” w ubiegłym roku.

Gdy latem 2011 r. Bury został złapany na złamaniu ustawy antykorupcyjnej (będąc wiceministrem skarbu kupił połowę udziałów w spółce prawa handlowego), jedyną konsekwencją była nagana od premiera Tuska i obowiązek wpłacenia jednej pensji na cele charytatywne. Po złamaniu ustawy antykorupcyjnej Bury jak gdyby nigdy nic został wybrany po raz kolejny do Sejmu, a później do prestiżowej Krajowej Rady Sądownictwa, która ma wpływ na kariery sędziów w Polsce i czuwać ma – o ironio – nad przestrzeganiem praworządności. Buremu nie zaszkodziło nawet ujawnienie przez posła PiS Marka Suskiego z trybuny sejmowej, że będąc wiceministrem skarbu odpowiedzialnym za nadzór spółek energetycznych, pił alkohol w luksusowej knajpie za pieniądze kontrolowanej przez państwo elektrowni w Kozienicach (rachunek opiewał na ponad 15 tys. zł). Tym razem nie dostał nawet nagany. Tusk nie tyle nie chciał odwołać Burego, ile okazywał się zwyczajnie za słaby. Bury odszedł z jego rządu dopiero latem 2012 r., gdy wybuchła afera z ujawnionym nagraniem polityków PSL mówiącym o patologiach i interesach w rządowych agencjach. Stanowisko stracił wówczas – na pewien czas – jak się okazało minister rolnictwa Marek Sawicki, a po cichu także Bury, który nie mógł narzekać, bo został szefem klubu parlamentarnego PSL. Natomiast ludzie i interesy Burego pozostały niezagrożone.

Bury zaczął karierę polityczną w wieku 18 lat w 1981 r. zapisując się do związku Młodzieży Wiejskiej, satelickiego względem komunistów ZSL. Ludowcy, o czym mało osób pamięta, byli pionierami kapitalizmu politycznego w Polsce, ze wszystkimi jego patologiami. Jedna z pierwszych nomenklaturowych spółek Agrotechnika – jak wynika z hasła w internetowej Wikipedii w 1984 r. była założona przez działaczy Związku Młodzieży Wiejskiej oraz oficerów Wojskowej Akademii Technicznej. Zajmowała się handlem artykułami spożywczymi, ale w kolejnych latach, korzystając z kredytów Banku Światowego sprowadzała do Polski części komputerowe, mimo że kraje zrzeszone wówczas w organizacjach miały embargo na sprzęt komputerowy do krajów socjalistycznych. Dzięki temu eksportowi części komputerowych, w większości do ZSRR, zysk spółki wyniósł 688 mln złotych. Działaczami tej spółki ówcześnie byli Waldemar Pawlak i właśnie Jan Bury. Jan Bury 27 kwietnia 1991 r. zawarł w imieniu Związku Młodzieży Wiejskiej umowę darowizny z Andrzejem Gąsiorowskim reprezentującym głośną spółkę Art-B. Agrotechnika ostatecznie zbankrutowała.

Bury nigdy nie zdobył masowej popularności. Zadowalał się rosnącymi wpływami na Podkarpaciu i rozbudową biznesów i wpływów rozumianych jako lista dobrych znajomych, przekładającymi się na realną pozycję w PSL. A to z kolei pozwalało na udział w korzyściach wynikających ze sprawowania władzy przez tę partię. Jak duże są to wpływy i oczekiwania, pokazały cytaty z podsłuchanych w 2014 r. rozmów polityków w trakcie spotkań w restauracji Sowa & Przyjaciele. Najpierw ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego z prezesem PKN Orlen Jackiem Krawcem. „J..nie go [Jana Burego z PSL – przypis Red.] w końcu ktoś i tyle. Na poważnie. No tyle tylko, że to może rozsypać się koalicja”– mówił ówczesny minister skarbu. Dosadniej wyraził się szef CBA Paweł Wojtunik w rozmowie z ówczesną wicepremier Elżbietą Bieńkowską. „Teraz może mniej, ale Buremu się wydaje, że ona się zadaje, że go słucha. Ma…” – opisywał przełożenia Jana Burego na minister edukacji z Platformy Joannę Kluzik-Rostkowską. Opisywanie kolejnych superinteresów z państwowymi podmiotami, na których bogaciła się rodzina Jana Burego, on sam czy też firmy dobrych znajomych robi się powoli nudne. Jedyną reakcją na kolejne publikacje medialne jest refren jednej z piosenek „Elektrycznych Gitar” – „wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak jak jest”.

Ciekawsze są inne wątki, opisywane przez media. I tak obecne kłopoty Burego z CBA (biuro już w zeszłym roku przeszukało jego biuro poselskie!) to konsekwentne kasowanie przez Biuro układu podkarpackiego. Na początku maja br. RMF opisało jak poseł Bury wymierzał na swoim terytorium sprawiedliwość. Gdy z powodów zarzutów zwolniono marszałka województwa podkarpackiego Mirosława K., doszło do zmiany rządzącej koalicji. Była ona możliwa, bo polityk PSL Lucjan Kuźniar zasilił szeregi opozycji. Niedługo potem Bury miał spotkać się ze swoim kolegą wiceszefem Komendy Głównej Policji gen. Mirosławem Schosslerem i przekazać informacje na temat firmy żony Kuźniara o rzekomych nieprawidłowościach, które mają tam miejsce. Sprawa trafiła do CBŚ, które poważnie zajęło się sprawą. „Ktoś się na nas uparł, spowodował masę kontroli, doprowadził do tego, że firma upadła” – opowiadał dziennikarzom Lucjan Kuźniar, Bury komentować sprawy nie chciał.

To dosyć typowa historia dla ludzi, którzy naruszają biznesowe bądź polityczne interesy Burego. Spotyka ich seria niefortunnych zdarzeń, zaczynają się nimi interesować organy ścigania. Obecna historia jest jednak wyjątkowa, bo pierwszy raz w historii to sam Bury ma na sobie CBA, które ewidentnie utrudnia mu swobodę działania.

Politycy PSL dbają o to, żeby mieć w tajnych służbach czy prokuraturze swoich ludzi. Od kilkunastu miesięcy było głośno, że domagają się „swojego” wiceszefa CBA… Teraz Jan Bury – jak twierdzą nasi informatorzy – chce pozbyć się swoich kłopotów zabiegając o wybór „swojego” nowego Prokuratora Generalnego – na miejsce Andrzeja Seremeta.

Avatar

Jan Piński

Dziennikarz z 18-letnim stażem. Były szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, a także były redaktor naczelny "Uważam Rze". Aktualnie naczelny "Gazety Finansowej" i gf24.pl. Z zamiłowania szachista (były wicemistrz Europy juniorów). Motto: dziennikarz nie pisze co wie, ale zawsze wie co pisze.