Nie ma państwa bez NIK

Bez autorytetu i zaufania obywateli Najwyższa Izba Kontroli nie jest w stanie skutecznie wypełniać swoich funkcji w państwie.

W ubiegłym tygodniu do Kancelarii Sejmu wpłynęły ekspertyzy dotyczące sposobu w jaki Sejm powinien zająć się wnioskiem o uchylenie immunitetu szefowi NIK Krzysztofowi Kwiatkowskiemu. Ekspertyzy na ten temat u niezależnych ekspertów zamówiła Pani Marszałek Małgorzata Kidawa-Błońska. Po zapoznaniu się z ekspertyzami Sejm ma jeszcze we wrześniu zająć się rozpatrzeniem wniosku. Sprawa uchylenia immunitetu Krzysztofowi Kwiatkowskiemu ma związek z wnioskiem Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta, jaki został skierowany do Sejmu w końcu sierpnia bieżącego roku. Kwiatkowskiemu prokuratura chce postawić cztery zarzuty niezgodnego z prawem wpływania na przebieg konkursów na szefów delegatury NIK w Rzeszowie i w Łodzi, a także wicedyrektora departamentu środowiska w NIK. Jak podkreślał rzecznik Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk, prezes NIK miał „manipulować przebiegiem konkursów na te stanowiska”. Cała sprawa ma związek z aferą dot. obsady stanowisk w NIK, na trop której wpadła Centralna Agencja Antykorupcyjna (CBA), która od dwóch lat prowadzi czynności zlecone jej przez Prokuraturę Apelacyjną w Katowicach, prowadzącą śledztwo w sprawie korupcji na Podkarpaciu. W śledztwie tym jedną z kluczowych postaci jest rzeszowski poseł PSL i szef klubu parlamentarnego stronnictwa poseł Jan Bury. Dwa tygodnie temu media ujawniły szczegóły rozmów dotyczących obsady stanowisk w NIK, jakie poseł PSL prowadził z szefem NIK Krzysztofem Kwiatkowskim. Ale jak się okazuje Prokuratura Apelacyjna w Katowicach zgromadziła także materiał dowodowy dający podstawy do przedstawienia trzech zarzutów także byłemu wiceprezesowi NIK Marianowi Cichoszowi. Dwa z nich dotyczą przekroczenia uprawnień i mają związek z wymienionymi wcześniej konkursami na stanowiska dyrektora i wicedyrektora Delegatury NIK w Rzeszowie, trzeci zaś wiąże się zniedopełnieniem obowiązków, jakich miał się dopuścić Cichosz w trakcie jednego z postępowań kontrolnych prowadzonych przez NIK. Wywodzący się z PSL Marian Cichosz funkcję wiceprezesa NIK, objął jeszcze w czasach kiedy izbą kierował Jacek Jezierski. W 2014 r. został odwołany z tej funkcji i objął stanowisko konsula generalnego RP w Hamburgu. Śledczy zwrócili się do Kolegium Najwyższej Izby Kontroli o wyrażenie zgody na pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej. Ale to nie koniec NIK-owskiego wątku afery. W oku zainteresowania katowickich śledczych są jeszcze dwie inne osoby z NIK.


Od odrodzonej Polski do III RP

Historia NIK zaczęła się wraz z odzyskaniem polskiej państwowości w 1918 r. To wówczas naczelnik Państwa Józef Piłsudski dekretem z 8 lutego 1919 r. powołał Najwyższą Izbę Kontroli Państwa (NIKP) jako instytucji uprawnionej do kontroli rachunków instytucji państwowych, a także wszelkich instytucji niepaństwowych, otrzymujących dotację ze Skarbu Państwa. Rola Izby w ciągu następnych lat systematycznie rosła, a Izba cieszyła się polityczną niezależnością. Nawet gdy w kwietniu 1935 r. na mocy nowej Konstytucji RP, NIKP została formalnie podporządkowana Prezydentowi RP zachowała swoją niezależność i niezawisłość. Mający wówczas konstytucyjną zwierzchność nad Izbą Prezydent Ignacy Mościcki nigdy nie odważył się ingerować w jej funkcjonowanie, tym bardziej w prowadzone przez nią kontrole instytucji państwowych. W komunistycznej Polsce funkcje głównego organu kontrolnego państwa sprawowało początkowo Biuro Kontroli (BK) podporządkowane Krajowej Radzie Narodowej (KRN) a potem Radzie Państwa. NIK reaktywowano dopiero w 1949 r., ale już trzy lata później jej kompetencje przejęło Ministerstwo Kontroli Państwowej, by ponownie wskrzesić NIK w roku 1957 r. Ale NIK w czasach PRL nie mógł skutecznie wypełniać swoich ustawowych celów. Ostateczne wyniki kontroli państwowych inspektorów NIK były rozstrzygane w zaciszu gabinetów członków Biura Politycznego KC PZPR, przynajmniej w najważniejszych sprawach. Zresztą posada szefa NIK była partyjną nagrodą, za wcześniejsze dokonania na polu utrwalania komunistycznego systemu.

Gdy w 1989 r. przystąpiliśmy do budowy demokracji jednym z kluczowych zadań była odbudowa pozycji NIK. I nie było to wcale łatwe zadanie. Pierwszym, na którym spoczęło to zadanie był niestrudzony prezes NIK Walerian Pańko. Jego tragiczna śmierć w październiku 1992 r. była ceną jaką prezes NIK poniósł dążąc do wyjaśnienia kulis afery FOZZ, w ramach której polskie państwo zostało okradzione na wiele miliardów złotych. Ale jego śmierć, na pewno była tym wydarzeniem, które miało duże znaczenie w procesie odbudowy autorytetu państwowego izby. Potem przyszedł czas szefowania izbie przez śp. Lecha Kaczyńskiego, za czasów którego zaczęto kontrole różnych segmentów państwa i ich instytucji, diagnozując jego choroby. Ale i jego kadencja w NIK pozostała niedokończona. Rządząca wówczas Polską koalicja SLD-PSL odwołała go z tego urzędu (1995 r.) jeszcze przed upływem jego sześcioletniej kadencji, traktując go jako polityczne zagrożenie dla swoich rządów. To był jeden z bardziej spektakularnych zamachów na niezależność izby w czasach III RP. Pomimo swojej przynależności politycznej, niezależność NIK starali się zachować kolejni prezesi izby: Janusz Wojciechowski (1995–2001 r.), Mirosław Sekuła (2001–2006 r.) oraz Jacek Jezierski, który był kandydatem na szefa NIK zgłoszonym w 2006 r. przez będące wówczas u władzy PiS. Gdy 27 sierpnia 2013 r. funkcję prezesa NIK obejmował Krzysztof Kwiatkowski wydawało się, że także on będzie zachowywał odpowiedni dystans wobec świata polityki, a zwłaszcza koalicji PO-PSL, dzięki głosom której mógł objąć to stanowisko. Niestety stało się zupełnie inaczej! W zasadzie ziścił się najgorszy scenariusz, w jakim mógł uczestniczyć szef NIK i kierowana przez niego instytucja.


Zabójczy cios

Tak naprawdę ujawniona afera zniszczyła dotychczasowy wizerunek NIK jako instytucji apolitycznej, trzymającej się z dala od bieżącej polityki i rządzących. Zniszczone zostało to co z tak wielkim trudem i pomimo wielu przeciwności budowaliśmy w Polsce przez tyle lat. Okazało się bowiem, że NIK tak jak wiele innych instytucji państwowych także został zawłaszczany przez rządzących i jest wykorzystywany dla zaspokojenia ich własnych celów. To prawdziwy cios w instytucję, która jest najważniejsza dla funkcjonowania państwa. NIK ma go bowiem kontrolować, dbać o uczciwość i transparentność procedur, jakie w nim obowiązują. Tymczasem jak pokazuje ujawniona afera jej ludzie sami mieli uczestniczyć w ich łamaniu. To strata jaką trudno będzie odbudować. A bez niej trudno jest mówić o funkcjonowaniu państwa. Bo tak naprawdę NIK jest najważniejszym probierzem jego funkcjonowania!

Autor jest historykiem, przez wiele lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa, następnie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był również członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI

——————–

 

 


Leszek Pietrzak

Leszek Pietrzak

historyk, przez wiele lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa, następnie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był również członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI