Niehoży doktorzy

Podobny, aczkolwiek zupełnie niezauważony przez opinię publiczną był przypadek doktoratu Józefa Jędrucha byłego szefa KFI Colloseum – hybrydy finansowej, której działalność była przed laty przyczyną ogromnej afery finansowej. Jej główny bohater – Józef Jędruch dokonał oszustw szacowanych na 430 mln zł na szkodę wielu podmiotów. W 2001 r. w związku z prowadzonym śledztwem został po raz pierwszy zatrzymany przez UOP, ale gdy go zwolniono, Jędruch uciekł za granicę. Ścigało go wówczas CBŚ, ABW oraz Interpol, który wydał za Jędruchem międzynarodowy list gończy. W 2003 r. Jędruch został aresztowany w Izraelu i sprowadzony do Polski, gdzie trafił ponownie do aresztu. Cztery lata później wyszedł na wolność, po tym jak w jego imieniu pewna starsza pani wpłaciła 3 mln zł kaucji. W tym czasie toczył się już przeciwko Jędruchowi proces sądowy i ciążyło na nim aż dziesięć zarzutów, za co groziło mu łącznie dziesięć lat więzienia. Ostatecznie w 2013 r. sąd skazał Jędrucha na 6 lat więzienia i 400 tys. zł grzywny oraz zobowiązał go do naprawienia szkody w wysokości 54 mln zł. Wobec Jędrucha sąd orzekł również zakaz pełnienia wszelkich funkcji w spółkach prawa handlowego na okres dziesięciu lat. Jednak w poczet kary zaliczono Jędruchowi czas spędzony w areszcie. Gdy wyszedł na wolność zapragnął zostać naukowcem – prawnikiem. I właśnie wtedy prof. Marek Chmaj postanowił spełnić pragnienia Jędrucha i wypromował go na doktora prawa, a cała obrona doktoratu na warszawskim SWPS poszła bardzo gładko. Jednym z recenzentów pracy Jędrucha była pani profesor Teresa Gardocka – prorektor SWPS, a prywatnie żona byłego Prezesa Sądu Najwyższego Lecha Gardockiego, obecnego dziekana Wydziału Prawa SWPS.

Doktoraty Goliszewskiego i Jędrucha to przykłady ludzi, którzy dzięki swoim wpływom bądź posiadanym pieniądzom zapragnęli „zdobyć” tytuły naukowe, tylko po to, aby dodać je do nazwiska na swoich wizytówkach. 

Poziom dna

Ale problemem jest dzisiaj w Polsce nie tylko zdobywanie tytułów naukowych „po znajomości”. Jeszcze bardziej groźne dla polskiej nauki jest to, że ich poziom jest bardzo niski, a nawet bywa wręcz żenujący. W czasie ostatniej kampanii prezydenckiej zrobiło się głośno o doktoracie pani Magdaleny Ogórek – kandydatki postkomunistycznego SLD na Urząd Prezydenta RP, która jednak nie odniosła sukcesu, jaki marzył się jej samej, a jeszcze bardziej szefowi tej partii Leszkowi Millerowi. Ogórek uzyskała zaledwie 2,38 proc. głosów i nie mogła liczyć się w wyborczej rozgrywce. Gdy jednak w czasie kampanii zaczęto analizować karierę zawodową pani Ogórek pojawił się również wątek jej doktoratu. Jego temat jak na aktywistkę lewicy był dość nietypowy. Otóż Ogórek w swojej doktorskiej rozprawie zajmowała się „Beginkami i Waldensami na Śląsku i Morawach do końca XIV w”.. Dysertacja została w 2009 r. obroniona na Uniwersytecie Opolskim. W 2012 r. doktorat został wydany pod tym samym tytułem w formie książkowej. W każdym razie w czasie prezydenckiej kampanii wyborczej wyszło na jaw, że na doktoracie Ogórek „suchej nitki” nie zostawili czytający go historycy, którzy zajmują się średniowiecznymi ruchami beginek i waldensów. Jeden z nich – dr hab. Paweł Kras z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (KUL) w recenzji doktoratu Ogórek od razu zaznaczył, że jest w nim tyle błędów merytorycznych, że nie jest w stanie ich szczegółowo omówić, z uwagi na ograniczone „ramy objętościowe recenzji”.

Leszek Pietrzak

Leszek Pietrzak

historyk, przez wiele lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa, następnie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był również członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI