Niehoży doktorzy

Dokładne badania rozprawy habilitacyjnej dr Polus-Rogalskiej doprowadziły do jeszcze smutniejszego wniosku. Otóż okazało się, że autorka nie tylko dokonała takich zapożyczeń od prof. Jolanty Zdybel, lecz także od innych naukowców i dlatego pozostałe rozdziały pracy wyglądają podobnie. Mało tego okazało się również, że wcześniejsza książka dr Polus-Rogalskiej („Etyczny wymiar jednostki we współczesnych koncepcjach społeczno-polityczno-ekonomicznych) jest w zasadzie identyczna z jej rozprawą habilitacyjną. Ale zanim uruchomiono uczelniane procedury w tej sprawie minęło wiele miesięcy. Jeszcze bardziej opieszale władze bydgoskiego uniwersytetu podeszły do sprawy złożenia doniesienia do prokuratury o możliwości popełnienia plagiatu, co bezwzględnie nakazuje prawo. Ale najbardziej zaskakujące jest to, że po wielu postępowaniach wewnątrzuczelnianych i śledztwie prokuratury w tej sprawie dr Polus-Rogalska nadal pracuje na bydgoskim uniwersytecie jako „pracownik nieetatowy”. 

Równie spektakularny był przed laty przykład dr Jakuba Wójcika – adiunkta w katedrze Filologii Angielskiej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (UMK) w Toruniu. W jego wypadku chodziło o rzetelność obronionego przez niego w 2006 r. anglojęzycznego doktoratu (pt. „The Devil Incarnate of the Noble Savage, or the Good Indian: the Construction of the Portrayal of the Native Americans in Pre-Civil War American Fiction (1790–1860)”, jak również o rzetelność jego dwóch artykułów naukowych. W obu wymienionych przypadkach okazały się one zwykłymi plagiatami prac zachodnich autorów. Postępowania wyjaśniające w sprawie doktoratu Wójcika i jego publikacji z wielkimi oporami toczyły się przez wiele miesięcy, zarówno na poziomie wewnątrzuczelnianym, jak i w prokuraturze. W ich rezultacie Sąd Rejonowy w Toruniu w lutym 2010 r. (sygn. VIII K 58/10), orzekł wobec niego karę jednego roku pozbawienia wolności, którą zawieszono na okres 3 lat tytułem próby, oraz ukarał go grzywną w wysokości 3 tys. zł, jak również kosztami procesu w kwocie 570 zł. Ale to jeden z nielicznych przypadków, gdy dopuszczający się plagiatu naukowiec został skazany przez polski sąd.

Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz

Jak duża część polskich naukowców jest nierzetelna i dopuszcza się w swoich pracach naukowych nierzetelności, czy zwykłego plagiatu, tego nikt do końca nie wie. Od lat ogranicza się dostęp do prac naukowych (magisterskich, doktoratów, habilitacyjnych) znanych osób, w obawie… przed ich plagiatowaniem. Faktycznie obostrzenia skutecznie zapobiegają odkryciu oszustwa lub nagłośnienia miałkości pracy naukowej. 

Pewne jest jedno, że dzisiaj z racji postępu w informatyzacji nauki i lepszych możliwości dochodzenia do źródeł, które coraz częściej są już w formie elektronicznej, o wiele łatwiej jest je wykryć. Ale niestety nie robią tego promotorzy i recenzenci prac naukowych. Nie robi tego w Polsce również żadna instytucja. Jeśli dojdzie już do ujawnienia nierzetelności czy stwierdzenia plagiatu pracy naukowej, to zazwyczaj ma to miejsce wówczas, gdy ich autorzy zdecydują się je opublikować w postaci książkowej, przez co dostęp do nich zyskuje wiele osób. Ale tylko te z nich, które dysponują odpowiednią wiedzą z danej dziedziny lub jej poszukają są w stanie to rozpoznać. Programy antyplagiatowe, jakimi dysponują dzisiaj polskie uczelnie są nadal zbyt ubogie, aby mogły skutecznie to wykrywać.

Leszek Pietrzak

Leszek Pietrzak

historyk, przez wiele lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa, następnie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był również członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI