Niehoży doktorzy

Zresztą nawet gdy okaże się, że mamy do czynienia z plagiatem wcale nie oznacza to, że naukowca, który się go dopuścił od razu dotykają konsekwencje tego czynu. Jak mogliśmy się wiele razy przekonać bardzo często zdarza się, że opinie wewnątrzuczelnianych komisji stwierdzających nierzetelność autora pracy, podważane są przez innych naukowców i sprawa ciągnie się dalej miesiącami. Jeśli już w ramach uczelnianego postępowania dyscyplinarnego zostaje stwierdzony przypadek plagiatu, to sprawca jego dokonania karany jest zazwyczaj upomnieniem lub naganą. W bardzo wielu przypadkach zostaje ono jednak umorzone z powodu przedawnienia, bo tak stanowią obowiązujące przepisy. Niewiele lepiej wygląda to, gdy sprawą plagiatu zajmie się prokuratura i trafia ona później do sądu. Tylko od 30 do 40 proc. spraw, w których chodzi o naukowy plagiat kończy się w polskich sądach wyrokiem skazującym dla nierzetelnego naukowca. Sądy bardzo często umarzają takie sprawy ze względu na niską szkodliwość społeczną. 
Zupełnie inaczej jest w krajach zachodnich, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Tam rygorystycznie przestrzega się naukowej rzetelności. Na amerykańskich uczelniach istnieją specjalne biura rzetelności naukowej, które zajmują się zarówno prewencją nierzetelnych zachowań naukowców, jak i ich ściganiem. W USA działa też specjalny urząd federalny (Office of Research Integrity) rozpatrujący każdy przypadek nierzetelności amerykańskiego naukowca, który otrzymał granty i fundusze państwowe. Warto również wspomnieć o tym, że w USA orzeczenia o dopuszczeniu się plagiatu drukowane są w dziennikach urzędowych i informacje o takich osobach pojawiają się w amerykańskich mediach. Osoba, która dopuściła się w USA plagiatu zostaje natychmiast zwolniona i nie ma już żadnych szans na pracę na uczelni. To system, który działa wręcz perfekcyjnie.

Niestety w Polsce jest inaczej. Tutaj można dalej funkcjonować w naukowym obiegu, jak jest to w przypadku dr Polus-Rogalskiej, która jak mówi oficjalna strona uczelni jest dalej jej „pracownikiem nieetatowym”. Mało tego, w Polsce ci, którzy ujawniają plagiaty mają wielkie problemy, skutkujące przede wszystkim marginalizacją przez środowisko naukowe i nie mogą liczyć na granty. Tak było m.in. w przypadku prof. Adama Jedynaka z Politechniki Wrocławskiej, którego działalność związaną z wyłudzaniem pieniędzy z Ministerstwa Oświaty i Szkolnictwa Wyższego na rzekome badania naukowe oraz niszczeniem kolegów, szeroko opisywała przed kilkoma miesiącami „Polityka”. Nierzetelność najbardziej dzisiaj niszczy polską naukę! Ale najgorsze jest to, że nierzetelni naukowcy kształcą tych, którzy potem sami będą kształcili, pracując w szkołach podstawowych i średnich, czy prowadząc zajęcia dydaktyczne ze studentami. Oni również nie wpoją swoim uczniom najważniejszej zasady mówiącej, że nierzetelność to grzech najcięższy. Nie może być zatem dziwne, że cały polski system edukacji jest dzisiaj nierzetelny. Bo jak wytłumaczyć fakt, że uczniowie i studenci nagminnie przepisują publikacje z internetu, a na sprawdzianach, klasówkach i kolokwiach notorycznie ściągają nie ponosząc za to żadnych konsekwencji ze strony swoich nauczycieli.

——

 
Leszek Pietrzak

Leszek Pietrzak

historyk, przez wiele lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa, następnie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był również członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI