Niemcy postawili na etos i autorytet!

Joachim Gauck, nowy prezydent Niemiec, to postać znana w Europie, a przede wszystkim symbol dekomunizacji w Niemczech. Właśnie dlatego Niemcy zdecydowali się powierzyć mu urząd prezydenta – to Gauck ma odbudować nadszarpnięty przez swojego poprzednika prestiż urzędu.
dr Leszek Pietrzak – 18 marca b.r. Niemieckie Zgromadzenie Federalne wybrało pastora Joachima Gaucka na nowego prezydenta RFN. Gauck wygrał już w pierwszej turze, uzyskując poparcie 991 spośród 1232 obecnych w czasie głosowania członków zgromadzenia.
Bezapelacyjne zwycięstwo
Pod głosowanie liczącego 620 posłów Bundestagu i taką samą liczbę reprezentantów niemieckich landów zgromadzenia poddano trzy kandydatury. Niemiecka lewica wystawiła własną kandydatkę, 73-letnią Beate Klarsfeld, zaangażowaną w ściganie zbrodniarzy hitlerowskich. Ta jednak uzyskała zaledwie 126 głosów. Z kolei skrajnie prawicowa, Narodowodemokratyczna Partia Niemiec (NPD) zaproponowała historyka-rewizjonistę, Olafa Rose, na którego głosowało zaledwie 3 wyborców. 108 członków Zgromadzenia Federalnego wstrzymało się od głosu, a cztery głosy były nieważne. Już w pierwszej turze głosowania były pastor Gauck odniósł bezapelacyjne zwycięstwo, uzyskując poparcie aż 991 spośród 1232 obecnych w czasie głosowania członków zgromadzenia. Wybór Gaucka wydawał się już przed głosowaniem oczywisty. Jego kandydatura została zgłoszona wspólnie przez partie rządzącej, chadecko-liberalnej koalicji oraz opozycyjnych socjaldemokratów i zielonych. Wyborcza matematyka mówiła zatem, jaki będzie wynik głosowania niemieckiego zgromadzenia. Wydaje się, że kontrkandydaci Gaucka stanowili jedynie elementem rywalizacji o urząd niemieckiego prezydenta. Tuż po głosowaniu nowo wybrany prezydent wygłosił swoje pierwsze prezydenckie przemówienie. Poza wieloma słowami na temat odpowiedzialności ludzi władzy przed społeczeństwem, Gauck nie omieszkał sięgnąć do przeszłości, przypominając, że równo 22 lata temu w komunistycznej NRD odbyły się pierwsze wolne wybory. W ten sposób Gauck dał wszystkim do zrozumienia, że nie można zapomnieć o komunistycznej przeszłości.

Pod obserwacją STASI
Joachim Gauck urodził się 24 stycznia 1940 r. w Rostocku. Jego szkolne lata były niezwykle trudne. Ciężkie warunki bytowe, obecność sowieckich wojsk i nasilające się represje były prawdziwą zmorą dla wschodnich Niemiec. Dodatkowo w 1951 r. jego ojciec został aresztowany przez wojska sowieckie i deportowany na cztery lata do gułagu na Syberii. To sprawiło, że Gauck przez wiele następnych lat musiał borykać się z opinią wroga komunizmu i Związku Sowieckiego. Po ukończeniu szkoły średniej, w latach 1958 – 1965 studiował teologię w Rostocku. Następnie był pastorem w kilku parafiach Kościoła Ewangelicko-Luterańskiego Meklemburgii. W latach 70. wspierał niemieckich dysydentów. Z tej racji był pod stałą obserwacją NRD-owskiej Stasi. Gauck nigdy nie miał złudzeń, czym jest komunizm i jak należy go traktować. Był zdecydowanym antykomunistą. Gdy w 1989 r. zaczynały się polityczne zmiany w Polsce, stał się jednym z założycieli opozycyjnej wobec komunistycznego reżimu organizacji Neues Forum. Uruchomiona w Polsce lawina wolności dotarła niebawem do NRD i nie dało się już jej zatrzymać. 22 marca 1990 r. odbyły się w NRD pierwsze wolne wybory. Pastor Gauck został posłem nowo wybranej Izby Ludowej. W listopadzie 1990 r. został na własną prośbę zwolniony ze służby jako pastor i objął funkcję pełnomocnika federalnego ds. akt komunistycznego Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa (Stasi). Wkrótce też kierowaną przez niego instytucję zaczęto nazywać powszechnie Urzędem Gaucka.

Dekomunizacja według Gaucka
Gauck od początku niemieckiego zjednoczenia był przekonany, że dekomunizacja byłej NRD musi być procesem szerokim i pełnym, gdyż tylko wtedy możliwe będzie oczyszczenie życia politycznego i społecznego z pozostałości komunizmu. Od tego właśnie procesu, w jego ocenie, uzależniony był sukces całokształtu reform politycznych i gospodarczych we wschodnich Niemczech. Chodziło przede wszystkim o odsunięcie ludzi pełniących ważne funkcje w NRD-owskim aparacie partyjnym i państwowym od struktur nowej władzy, a w dalszej perspektywie o prawie 150 tys. tajnych współpracowników Stasi, których działalność wymagała dopiero zbadania. Były to zadania ogromne. Jednak dla Gaucka był to moralny obowiązek wobec tysięcy prześladowanych Niemców w czasach NRD. Obejmując swój instytut, Gauck dobrze widział, że nie może dopuścić do tego, aby kontrolę nad archiwami Stasi przejęli funkcjonariusze komunistycznej partii i jej służby bezpieczeństwa. Miał też jasny pogląd na ludzi Stasi. Zdecydowanie przeciwstawiał się wszelkim próbom rozróżniania funkcjonariuszy Stasi na „dobrych” i „złych”, chciał odsunięcia ich wszystkich od jakiegokolwiek wpływu na sytuację w Niemczech. Gauck był też od początku zwolennikiem absolutnej niezależności swojego urzędu. Nie wyobrażał sobie, aby jego praca mogła być w jakikolwiek sposób ograniczana. Takiego właśnie spojrzenia nigdy nie było w Polsce, gdzie zasób po byłych organach bezpieczeństwa państwa przez dwadzieścia lat był pod kontrolą nie zdekomunizowanych służb specjalnych. Taka optyka Gaucka na pewno była gwarantem sukcesu dekomunizacji. Właśnie dzięki bezkompromisowemu podejściu udało się w Niemczech przeprowadzić lustrację. Dzięki niej skompromitowani współpracą ze Stasi urzędnicy państwowi, policjanci, wojskowi, sędziowie, prokuratorzy, nauczyciele, akademicy czy dziennikarze mogli zostać odsunięci od wpływu na życie publiczne zjednoczonych Niemiec. Jak szeroki zasięg miała lustracja w wykonaniu Urzędu Gaucka, może świadczyć chociażby fakt, że do służby w Bundeswehrze nie został przyjęty ani jeden oficer byłej NRD-owskiej Narodowej Armii Ludowej, powyżej stopnia porucznika. Pewne jest jedno, że dekomunizacja w Niemczech w przeciwieństwie do Polski powiodła się. Zaczęto ją zaraz po politycznych zmianach w roku 1990. Nie pozostawiono czasu na zrelatywizowanie winy i niekończące się dysputy, jak miało to miejsce w Polsce. Było jasne, że aby zjednoczenie Niemiec mogło się powieść, NRD nie mogła przetrwać w żadnej formie. Zło z komunistycznej NRD zostało przez Gaucka pokazane i jasno nazwane. To właśnie dlatego niewielkie są szanse, że kiedyś może ono wrócić.

Prezydencja Gaucka
Wybór Joachim Gaucka na urząd niemieckiego prezydenta nie był przypadkowy. Gdy okazało się, że urzędujący prezydent Niemiec, Christian Wulff, przyjął w 2008 r. pożyczkę w wysokości 0,5 mln euro, w formie czeku na okaziciela, od biznesmena Egona Geerkensa, w Niemczech wybuchł skandal. Potem okazało się, że Wulff był finansowany także przez innych biznesmenów i często odbywał na ich koszt urlopy. Skandal przerodził się w aferę z prezydentem Wulffem w roli głównej. Przez kilka tygodni nie schodziła ona z czołówek niemieckich mediów, mając także szeroki rezonans w całej Europie. W rezultacie zaistniałej sytuacji Wulff podał się w dniu 17 lutego 2012 r. do dymisji. W ten sposób powstał vacat na stanowisku. Ale jeszcze gorsze było to, że cała afera w poważnym stopniu nadszarpnęła reputację urzędu niemieckiego prezydenta. Przez prawie miesiąc w łonie niemieckiej koalicji toczono rozmowy, jak wyjść z tej trudnej sytuacji. W końcu okazało się, że pole manewru, jeśli chodzi o poważnych kandydatów, jest bardzo ograniczone. Polityczny rozsądek nakazywał postawić na kogoś, kto jest znany i ma autorytet. Wybór mógł być tylko jeden – Joachim Gauck.

Autor jest doktorem historii, przez wiele lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa, następnie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był również członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. Wojskowych Służb Informacyjnych.

Leszek Pietrzak

Leszek Pietrzak

historyk, przez wiele lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa, następnie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był również członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI