Ośmiornica Burego. Czy skompromitowany polityk uniknie odpowiedzialności?

Dlaczego poseł Jan Bury nie został aresztowany? Bo nie wydał takiego polecenia! Taki żart opowiadają sobie funkcjonariusze CBA badający interesy wpływowego polityka PSL, wieloletniego członka Krajowej Rady Sądownictwa.

W tym niepozornym dowcipie kryje się jednak najważniejsza prawda, jaka wyłania się ze śledztwa. Wpływy Burego były niemal wszędzie: w ministerstwach, spółkach skarbu państwa, sądach, prokuraturze, policji, Najwyższej Izbie Kontroli, bankach, agencjach rządowych i w wielu innych instytucjach ważnych dla funkcjonowania państwa i jego gospodarki. Bury miał nawet swoich ludzi w związkach łowieckich i Kościele. Swoje „układy” skrupulatnie budował latami, by móc z nich korzystać, gdy zachodziła taka potrzeba.

Agenci CBA, z którymi rozmawialiśmy, wiedzą o Janie Burym znacznie więcej niż to, co zostało zapisane w notatkach prowadzonych przez nich spraw operacyjnych i aktach śledztwa katowickiej prokuratury, gdzie Jan Bury składał w ostatnich tygodniach obszerne wielogodzinne wyjaśnienia. Dzięki wypracowanym „układom” i osiągniętej pozycji politycznej były poseł przez lata mógł skutecznie unikać odpowiedzialności, śmiejąc się w żywe oczy, ilekroć wychodziły na jaw jego pokrętne interesy. Politycznej karierze nie zaszkodziło nawet oczywiste złamanie ustawy antykorupcyjnej w 2011 r. Później, jako szef klubu parlamentarnego PSL, koalicjanta rządzącej PO, nie mógł zostać pociągnięty do odpowiedzialności, gdyż groziłoby to rozpadem koalicji. Tak było m.in. w sierpniu ubiegłego roku, gdy do Sejmu trafił formalny wniosek o uchyleniu mu immunitetu. Chociaż zbliżały się wybory, pozycja Burego była na tyle silna, że mógł zablokować uchylenie immunitetu.

Mało tego, Bury robił wszystko, aby destabilizować skuteczność organów ścigania, które były na tropie jego ciemnych interesów. Mogliśmy się o tym przekonać w czerwcu 2015 r., gdy szef CBA Paweł Wojtunik zwrócił się z dramatycznym listem do premier Ewy Kopacz, skarżąc się w nim, że poseł Bury swoimi działaniami destabilizuje pracę Agencji. Tak było do ostatnich wyborów parlamentarnych, które zakończyły się klęską ludowego władyki. Rzeszowski polityk, startując z partyjnej „jedynki”, uzyskał na Podkarpaciu zaledwie 5293 głosy i nie dostał się do Sejmu. Pozbawiony poselskiego immunitetu został w listopadzie aresztowany przez CBA, a Prokuratura Apelacyjna w Katowicach przedstawiła mu aż sześć zarzutów korupcyjnych. Jednak wniosek prokuratury o zastosowanie wobec niego tymczasowego aresztu z uwagi na bardzo realną możliwość matactwa nie został uwzględniony przez sąd, który orzekł, że nie będą także zastosowane żadne inne środki zapobiegawcze. Tamto postanowienie Sądu Okręgowego w Katowicach mogło dziwić, zwłaszcza że katowicki sąd, w wielu innych sprawach znacznie lżejszych gatunkowo, lekką ręką stosował wobec podejrzanych areszt tymczasowy. Można domniemywać, czy przypadkiem nie jest tak, że za decyzją katowickiego sądu nie kryły się wpływy Burego w wymiarze sprawiedliwości.

Przyjaciel ministrów

Takie podejrzenia nie są bezpodstawne. Wymiar sprawiedliwości był od dawna bardzo ważną częścią wpływów rzeszowskiego polityka. Poseł najbardziej zblatowany był z Krzysztofem Kwiatkowskim, ministrem sprawiedliwości w latach 2009-2011. Fragmenty rozmów Burego z Kwiatkowskim, zarejestrowane przez CBA zostały ujawnione w sierpniu ubiegłego roku, gdy katowicka prokuratura postanowiła skierować do Sejmu wnioski o uchylenie immunitetów obydwu politykom. Sojusz ten datował się przynajmniej od 2009 r., gdy PSL poparło Kwiatkowskiego, starającego się objąć urząd ministra sprawiedliwości. Później, dzięki temu wsparciu, udało mu się objąć stanowisko szefa NIK. Kwiatkowski był wdzięczny do tego stopnia, że postanowił obsadzić ważne stanowiska w NIK zaufanymi ludźmi Burego, nie zważając na konkurs.

Jednak oprócz fraternizowania się z szefami resortu, Bury dobrze wiedział, że w praktyce jego relacje z wymiarem sprawiedliwości najbardziej zależą od dobrych układów z sędziami. Agenci CBA opowiadali o tym, jak bardzo pracowity był Bury, zasiadając przez wiele lat w Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS). W przeciwieństwie do wielu swoich kolegów, poseł zawsze interesował się wszystkimi nominacjami sędziowskimi, czytał akta kandydatów na prezesów sądów, rozmawiał z nimi. Dobrze wiedział, że nawiązując takie bezpośrednie kontakty, zdobywa ich sympatię. Była to skuteczna droga do budowania wpływów. Dbał też o interesy korporacji sędziowskiej. Gdy w czasach kierowania resortem przez Jarosława Gowina (PO) powstał projekt likwidacji sądów rejonowych, Bury zorganizował wówczas szeroki protest godzący w te plany.

Świeże pieczywo od CBA

Polityk PSL od powstania CBA dążył do tego, aby mieć w nim swoich „zaufanych” ludzi. Robił wszystko co mógł, aby szefem Delegatury CBA w Rzeszowie został jego kandydat. Gdy stanowisko to objął dotychczasowy zastępca komendanta wojewódzkiego policji w Kielcach Jacek Kawalec, Bury mógł spać spokojnie. Kawalca dobrze poznał, gdy ten był jeszcze komendantem miejskim policji w Rzeszowie. A w samym biurze miał jeszcze innych znajomych, jak wynika z materiałów śledztwa w Katowicach. Żartowano, że agenci biura przywożą mu codziennie rano świeże pieczywo do domu, wraz z informacjami.

Po jakimś czasie centrala CBA w Warszawie musiała uruchomić swoje Biuro Spraw Wewnętrznych (BSW), które zaczęło podsłuchiwać funkcjonariuszy Delegatury w Rzeszowie. Gdy Kawalca zastąpił Robert Płoszaj i gdy wszczęto parę spraw dyscyplinarnych, Buremu skończył się dopływ świeżych informacji z rzeszowskiej delegatury.

Na szczęście dla siebie, Bury miał jeszcze potężne kontakty w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW). Przez lata bowiem wiceszefem ABW agencji był jego dobry kumpel, płk Zdzisław Skorża. Gdy w 2013 r. Skorża przeszedł wreszcie na emeryturę, Bury zaczął szukać na to miejsce nowego „zaufanego”. Pierwszych dwóch kandydatów na to stanowisko nie przeszło jednak agencyjnej „wirówki”, czyli procesu dogłębnej weryfikacji życiorysu. Udało się to dopiero trzeciemu nominatowi, zgłoszonemu przez rzeszowskiego polityka. Okazał się nim Piotr Marciniak, urodzony w 1982 r. adwokat z Krakowa. Człowiekiem zaakceptowanym przez Burego musiał być także każdy szef Delegatury ABW w Rzeszowie.

Największe wpływ Bury miał w policji. Był promotorem wielu policyjnych karier. Jednym z tych, którzy dobrze dogadywali się z rzeszowskim posłem, był jeszcze do niedawna zastępca Komendanta Głównego Policji gen. Mirosław Schossler (odwołany przez nowy rząd). O tym, że „podopieczni” Burego musieli potem spłacać dług wobec swojego politycznego patrona przekonaliśmy się kilka miesięcy temu, gdy okazało się, że Bury „zainteresował” Schosslera osobą Lucjana Kuźniara, partyjnego buntownika, który po dymisji z funkcji Mirosława Karapyty, zdecydował się poprzeć na stanowisko marszałka województwa kandydata zgłoszonego przez PiS. Schossler po rozmowie z Burym zlecił działania, które miały prześwietlić Zakłady Tłuszczowe „Białoboki”, firmę należącą do żony Kuźniara, a ta pod wpływem kontroli państwowych instytucji i służb niebawem padła.

Przyjaciel przedsiębiorców i bankowców

Wspomniany Marian D., właściciel firmy Maante z Leżajska i główny sponsor polowań z udziałem znajomych rzeszowskiego polityka był jednym z tych, którzy zawsze byli wymiernie wdzięczni rzeszowskiemu politykowi. Z zeznań, jakie Marian D. złożył w katowickiej prokuraturze wynika jasno, że ową „wdzięczność” rzeszowskiemu politykowi wyrażał sztabkami złota i gotówką, przekazywaną najczęściej w rzeszowskim „Sajgon Barze”. Marian D. twierdzi, że liczył, iż Bury „wynegocjuje” jego firmie znacznie lepszą umowę z Lotosem, którego prezes Paweł Olechnowicz zaliczał się do jego dobrych znajomych. Maante miało umowę z Lotosem na składowanie paliw, ale chciało wynegocjować poprawę dotychczasowej umowy. Z kolei pracownicy Lotosu uważali, że Maante działa nieuczciwie, bo wwozi nielegalnie paliwo do zaprzyjaźnionych stacji paliwowych w okolicach Rzeszowa. Marian D. chciał również, aby Bury załatwił mu lepszy kredyt w Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK), w którego radzie nadzorczej zasiadał przewodniczący PO na Podkarpaciu, poseł Zbigniew Rynasiewicz, również dobry kumpel polityka PSL. Bury miał też – wg Mariana D. – załatwić umorzenie sprawy podatkowej leżajskiej firmy, jaka trafiła do Naczelnego Sadu Administracyjnego. Sprawa ta dotyczy jednie z zarzutów, jakie postawiła Buremu katowicka prokuratura.

Takich biznesmenów liczących na wsparcie swoich interesów przez Burego było sporo. Wiedzieli, że rzeszowski poseł zna prezesów państwowych spółek i od jego rekomendacji zależy zawarcie z nimi nowego kontraktu, czy też przedłużenie starego. W 2011 r. ujrzały światło dzienne szczegóły jego nocnej biesiady z członkami zarządu Elektrowni Kozienice w restauracji hotelu „Kazimierz” w Kazimierzu Dolnym. Rachunek opiewał aż na 15,7 tys. złotych! Zapłaciła go kontrolowana przez państwo elektrownia. A w spotkaniu z zarządem wziął udział były wspólnik Burego i biznesowy partner elektrowni, Zenon Daniłowski.

Banki to ważna część w układzie wpływów Burego. Znaczącą wśród nich rolę odgrywał Bank PKO SA. Bury był blisko zaprzyjaźniony z dyrektorami oddziałów w Rzeszowie i Lublinie. Pochodzący z Rzeszowa dyrektor regionalny PKO SA w Lublinie Antoni Magdoń i regionalny dyrektor PKO SA w Rzeszowie Wincenty Kulpa, byli bliskimi kolegami rzeszowskiego posła. Rekomendacje Burego pomagały w interesach z tym bankami.

Ale pomoc w relacjach z bankami nie wyczerpywały „pakietu dla przedsiębiorców” oferowanego przez podkarpackiego polityka. Dzięki wsparciu Burego, wielu z nich mogło otrzymać dofinansowanie do swoich inwestycji ze środków unijnych, za co na Podkarpaciu odpowiadał partyjny podwładny Burego – marszałek Mirosław Karapyta.

Państwo Burego

Bury swoją polityczną karierę zaczynał w latach 80. pod okiem doświadczonych działaczy ZSL, satelity komunistycznej PZPR. W partyjnych gabinetach działaczy rzeszowskiego ZSL załatwiano stanowiska, koncesje, transakcje i uzgadniano jaki będzie dla nich „odsyp”. A wszystko było suto oblewane wódką. I Bury nasiąkł taką atmosferą do tego stopnia, że nawet gdy do Polski przyszła demokracja i wolny rynek, nie był w stanie wyzwolić się od wtłoczonych mu przez starszych kolegów schematów zachowania i robienia biznesu. Tym bardziej, że były one skuteczne. Gdy stał się już jednym z czołowych polityków PSL – spadkobiercy ZSL, powielał sprawdzone wzorce. Ale Bury, w przeciwieństwie do swoich nauczycieli, wykazał się znacznie większym talentem organizacyjnym i pracowitością. To, co zbudował, może przypominać ośmiornicę sycylijskiej mafii, która na południu Włoch opętała wszystkie lokalne struktury państwowe, mocno kontrolowała gospodarkę, sięgając swoimi niewidzialnym wpływami włoskiej stolicy. Podobnie jest w wypadku Jana Burego. To nie tylko jego przemożne wpływy w wymiarze sprawiedliwości, służbach, bankach, państwowych firmach i prywatnym biznesie, ale także doskonałe relacje z całym instytucjonalnym otoczeniu. To wszystko sprawiało, że wolny rynek tam, gdzie sięgały macki wpływów Jana Burego po prostu nie istniał. Żadna procedura, żaden przetarg, żaden konkurs nie mógł zostać uczciwie przeprowadzony, bo de facto był rozstrzygnięty, zanim jeszcze został rozpisany. Parafrazując stwierdzenie byłego szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza, wolny rynek w „państwie Burego” istniał zatem tylko teoretycznie. Funkcjonariusze CBA, którzy pracują przy jego sprawie nie mają jednak wątpliwości: wina Jana Burego będzie musiała być udowodniona nie na 100 proc., a na 200 proc. I nawet wtedy wyrok sądu nie będzie przesądzony.

——

 
Leszek Pietrzak

Leszek Pietrzak

historyk, przez wiele lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa, następnie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był również członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI