Pakt Poroszenko-Merkel. Niemcy zarabiają na Ukrainie

Problem jednak w tym, że ukraińskie elity polityczne oraz finansowe zdają sobie doskonale sprawę, że dzisiejsza Europa, a tym bardziej UE nie Polską, a Niemcami stoi. Kijów wie, jak głębokich reform strukturalnych oraz kosztownych inwestycji wymaga gospodarka zrujnowana przez oligarchów, a więc przez same ukraińskie elity. Ponadto wobec wojny z Rosją i zamknięciem tamtejszego rynku (po części rynków WNP), Ukraina stoi przed kluczowym wyzwaniem reorientacji kierunków swojego importu i eksportu. Takie oczekiwania spełnia tylko jedna gospodarka europejska – niemiecka, bo jaka inna udźwignie na przykład koszty prywatyzacji systemu tranzytowego gazu z Rosji, a przecież Ukraina oferuje zachodnim inwestorom 49 proc. udziałów. Kijów myśli UE, a ma na myśli Niemcy i widać to doskonale w dialogu dwustronnym, podczas którego kładzie niezmienny nacisk na udział Berlina w tej kluczowej dla całej Europy transakcji, a także w rewersowym zaopatrzeniu kraju w gaz oraz w projektach podwyższenia efektywności systemu energetycznego. Na modernizację czekają elektrownie atomowe i przemysł metalurgiczny, a segment wysokich technologii, czyli kosmiczny oraz zbrojeniowy jest na skraju zapaści. Gospodarka potrzebuje tak samo technologii, kapitałów, jak i nowych rynków zbytu, co wobec zmiany struktury eksportowej wywołanej kryzysem ekonomicznymi i finansowym, dotyczy szczególnie sektora rolno-spożywczego. Ze względu na skalę wyzwań, jedynym adresatem ukraińskich problemów pozostają Niemcy oraz organizacje międzynarodowe, takie jak EBOiR czy MFW, ale i w nich Berlin ma bardzo dużo do powiedzenia. W 2015 r. niemiecko-ukraińskie obroty handlowe nie uległy wprawdzie zwiększeniu i obecnie wynoszą ok. 4,5 mld euro. Co więcej, ukraiński eksport do Niemiec obniżył się o 30 proc., czyli do 1,4 mld euro, zaś import z tego kraju wzrósł do 3,2 mld euro. Ale to właśnie obecnie, jak nigdy dotąd wydaje się, że po kilku miesiącach wymuszonej pauzy wojennej, niemieckie kręgi polityczne i biznesowe podjęły zasadnicze decyzje i szykują się do mocnego wejścia na Ukrainę. Czynią to z typowym rozmachem i prędkością blitzkriegu.

Niemiecki blitzkrieg

W latach 2014-2015 Berlin faktycznie pauzował, jakby czuł się rozdarty pomiędzy intratnym partnerstwem gospodarczym z Moskwą a perspektywami nowego rynku zbytu, jakie reklamowała Ukraina. Przy tym czekanie nie równało się bezruchowi, bo suma niemieckich wkładów pomocowych dla Kijowa zamknęła się w tym okresie 700 milionami euro. Berlin rozsądnie sterował środkami finansowymi, bo obawiając się korupcji rzadko kiedy jednorazowa suma przekraczała kilka milionów euro. Za to pomoc dotyczyła wielu dziedzin przemysłu, finansów oraz polityki społecznej, co pozwoliło na dokładną penetrację stanu ukraińskiej gospodarki. Przecież za funduszami szła niemiecka kontrola wykorzystania oraz odpowiednie konsultacje. Jak się okazuje, z niemieckimi ekspertami konsultowano wszystko, od pomocy tzw. wewnętrznym uchodźcom wojennym, przez zmianę struktury własnościowej i organizacyjnej ukraińskich monopoli surowcowych – „Ukrgazu” i „Ukrnafty”. Przedmiotem były także dotacje dla małego i średniego biznesu, w tym farmerów, przemysł kosmiczny, reformy energetyczne, na sferze bezpieczeństwa i migracji kończąc. Oczywiście Niemcy nie wkładali jedynie własnych środków, dzieląc się kosztami i odpowiedzialnością z innymi państwami UE, w tym Polską, jednak nie ulega wątpliwości, że to oni koordynowali i kierowali systemem europejskiej pomocy. W oparciu o tak uzyskane doświadczenia Berlin zdecydował się na rządowy desant. W marcu 2015 r. do Kijowa przybyli szefowie ośmiu niemieckich ministerstw gospodarczych wraz z bardzo liczną grupą biznesu. Rezultaty rozmów międzyrządowych musiały przeważyć szalę korzyści współpracy z Ukrainą, bo skutkowały przyznaniem linii kredytowej na pół miliarda euro, z przeznaczeniem na rekonstrukcję gospodarki wschodniej części kraju, a więc regionów, gdzie skoncentrowany jest deficytowy obecnie przemysł ciężki. W listopadzie rząd niemiecki udzielił Ukrainie kolejnego wsparcia reform, tym razem w wysokości 136 mln euro. Jednocześnie Niemcy rozpoczęli szybkie nadrabianie zaległości instytucjonalnego dialogu ekonomicznego, powołując dwustronną izbę przemysłowo-handlową oraz inaugurując już w październiku niemiecko-ukraińskie forum gospodarcze. Pierwsze posiedzenie w Berlinie zostało uroczyście otwarte przez Merkel i Jaceniuka, ujawniając różnorodność propozycji i form niemieckiego zaangażowania. Priorytety, które rozstawił berliński MSZ zostały na Ukrainie opublikowane przez euroentuzjastyczną „Europejską Prawdę”. I tak, Niemcy zaangażują się w reformę instytucji państwa i wymiaru sprawiedliwości. Ponadto obszarem niemieckiego wsparcia będzie cała gospodarka, ze szczególnym uwzględnieniem kształcenia kadr zarządzających i specjalistycznych, bo celem jest prorynkowa rekonstrukcja ukraińskich przedsiębiorstw oraz ich własnościowa restrukturyzacja, ze szczególnym uwzględnieniem demonopolizacji i deoligarchizacji.