Patenty bez szansy. Jak urzędnicy potraktowali wybitnego inżyniera i opozycjonistę

Kreatywny bohater

Kazimierz Bachanek (rocznik 1944), to na pewno postać o bogatym życiorysie. Przez lata pracował w Biurze Konstrukcyjnym WSK Świdnik. Był też cenionym fachowcem, który w czasach PRL-u mógł wyjechać za granicę. Ale przeszkodziła mu w tym jego działalność polityczna. Już w lipcu 1980 r. Bachanek uczestniczył w strajku, jaki podjęła załoga WSK Świdnik. Tamten protest zapoczątkował falę pokojowych strajków, jakie w następnych dniach wybuchły w kilkudziesięciu zakładach pracy całej Lubelszczyzny. Zakończyły się podpisaniem porozumienia z komunistycznymi władzami, które po raz pierwszy w historii zobowiązały się do realizacji robotniczych postulatów. Bachanek był w samym centrum wydarzeń, jakie rozgrywały się wówczas w świdnickiej wytwórni. Potem, gdy w narodziła się „Solidarność”, od początku włączył się w budowanie jej struktur w świdnickiej wytwórni, zostając niebawem członkiem Komisji Zakładowej związku. To on jesienią 1980 r. wykonał specjalne krzyżyki, które otrzymywali nowi członkowie zakładowej Solidarności po złożeniu uroczystego ślubowania związkowego. Widniała na nich litera „V” oraz napis „Czuwam”. Wykonane przez Bachanka „Krzyże przyrzeczenia”, odegrały w świdnickiej wytwórni ważną rolę w stanie wojennym, gdy „Solidarność” została zdelegalizowana i nie można było nosić standardowego znaczka związku. Krzyże Bachanka stały się takim znakiem przynależności do podziemnej „Solidarności”. Bachanek był w niej zaś sercem i czynem. Został członkiem podziemnej komisji związkowej, zajmował się kolportowaniem nielegalnych wydawnictw związkowych, w tym „Grota” – pisma zakładowej „Solidarności” w WSK Świdnik, będąc jednocześnie członkiem jego podziemnej redakcji. Za kolportaż podziemnych wydawnictw został m.in. w marcu 1984 r. aresztowany przez bezpiekę. Dostałby wówczas za to kilkuletni wyrok, ale z uwagi na ogłoszoną przez władze amnestię, Prokuratura Rejonowa w Lublinie umorzyła śledztwo. Gdy został zwolniony z aresztu, ponownie włączył się w działalność podziemnych struktur. Lubelska bezpieka prowadziła wówczas kilka spraw, w ramach których zajmowała się również Bachankiem. Zaniechała ich dopiero w sierpniu 1989 r.

Po 1989 r. Bachanek dalej pracował w biurze konstrukcyjnym świdnickiej wytwórni i ciągle był członkiem zakładowej „Solidarności”. Ale gdy powstał IPN przeszłość wróciła do niego. Mógł wówczas zobaczyć papiery jakie na jego temat zgromadziła SB i dowiedzieć się, kto na niego rzeczywiście donosił. W przeciwieństwie do wielu swoich kolegów Bachanek miał jednak do tego spory dystans. Jednak, gdy w lecie 2006 r. zrobiło się głośno o rzekomej współpracy z SB prof. Zyty Gilowskiej, tak jak on pochodzącej ze Świdnika, niejako wbrew swojej woli znalazł się w centrum tej sprawy. Nie mogło być jednak inaczej, skoro sprawa lustracyjna Zyty Gilowskiej trafiła niebawem do Sądu Lustracyjnego. Wtedy okazało się, że wśród dokumentów archiwalnych o jakie IPN poprosił Sąd Lustracyjny, są także te dotyczące Bachanka. Część z nich pochodziło ze sprawy „Elektronik”, w ramach której gromadzono o nim wszelkie informacje. I właśnie część z nich miała pochodzić od „Beaty”, który to pseudonim nadał Gilowskiej ich wspólny znajomy, kpt. Witold Wieczorek z lubelskiej SB. Bachanek zastanawiał się wówczas, czy przypadkiem Gilowskiej nie może zawdzięczać tego, że nie wyjechał na zagraniczny staż, wtedy gdy była taka szansa. Dla konstruktora z PRL-u taki wyjazd to było największe marzenie. Bachanek po wielu refleksjach doszedł jednak do wniosku, że to zarówno, on jak i sama Gilowska mogli paść ofiarą ich wspólnego znajomego, kpt. Wieczorka, który zawsze twierdził, że pracuje w pionie gospodarczym milicji. W każdym razie sprawa lustracji Gilowskiej była tym momentem w życiu Bachanka, kiedy jego nazwisko pojawiało się w polskich mediach tuż przy nazwisku Zyty Gilowskiej, wówczas wicepremiera i ministra finansów w rządzie najpierw Kazimierza Marcinkiewicza, a potem Jarosława Kaczyńskiego. Tak czy inaczej opinia publiczna w Polsce miała okazję przy tej sprawie dowiedzieć się o skromnym inżynierze ze Świdnika, za to z duszą prawdziwego wynalazcy.

Leszek Pietrzak

Leszek Pietrzak

historyk, przez wiele lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa, następnie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był również członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI