PGNiG: My się zimy nie boimy

„Ze względu na niskie temperatury i wynikające z tego bardzo wysokie zużycie gazu oraz częściowe zmniejszenie dostaw z kierunku ukraińskiego, zarząd PGNiG-u podjął dziś decyzję o częściowym zmniejszeniu dostaw do pięciu największych odbiorców przemysłowych – zakładów azotowych oraz PKN Orlen. Zmniejszenia dostaw dla tych odbiorców mieszczą się w ramach zawartych umów handlowych”. – podał w swoim komunikacie PGNiG …w ubiegłym roku. Jakie jest prawdopodobieństwo, że w tym roku PGNiG również wystosuje podobny komunikat do swoich odbiorców?

W PGNiG-u bez zmian

Odbiorcom gazu pozostają co najwyżej modlitwy o ciepłą i łagodną zimę, by nie doszło do ewentualnego kryzysu. Analitycy, jak i sama spółka nie pozostawiają złudzeń – PGNiG nie zwiększy w tym roku pojemności swoich magazynów. Pomimo tego, że przy poprzednim kryzysie rozgłaszano wszem i wobec, że jedną z głównych jego przyczyn były zbyt małe zapasy, i że w przyszłości musi się coś zmienić. Faktycznie nie zmieniło się nic.

Trudne pytania

Poprosiliśmy PGNiG o odpowiedź na pytania, czy jest przygotowane na wypadek mroźnej zimy, jak wyglądają tegoroczne zapasy spółki oraz czy w przypadku, gdyby powtórzyła się sytuacja z ubiegłego roku, jest na nią przygotowana, czy też dostawy będą jednak ograniczone. – Nie bardzo wiem jak powinniśmy rozumieć pytanie o przygotowanie na wypadek mroźnej zimy. Stan napełnienia magazynów wynosi ok. 95 proc. a ich napełnianie nadal trwa. Oznacza to, że magazyny są niemal całkowicie zapełnione. Procedury kryzysowe są stale ulepszane, nasze służby wiedzą jak postępować w czasie tzw. „szczytowego” zapotrzebowania na gaz. Sądzę więc, że należy uznać, że jesteśmy przygotowani do sezonu zimowego – taką odpowiedź otrzymaliśmy od rzecznika spółki.

Ministerstwo milczy

Te same pytania skierowaliśmy do sekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki – Piotra Naimskiego. Tam też panuje cisza. W obecnej sytuacji odpowiedzi są jednak oczywiste i nic dziwnego, że zarówno spółce, jak i Ministerstwu trudno oficjalnie powiedzieć, że jeśli zima będzie ostra, to dostawy kolejny raz będą ograniczone.

Zabraknie gazu?

Jakby tego było mało, już wkrótce może się okazać, że Polsce zabraknie 2,5 mld m3 gazu, ponieważ z końcem roku wygasa kontrakt z RosUkrEnergo (RUE). Czy i na jakich warunkach uda się zawrzeć kolejny i czy PGNiG zbytnio nie zwleka z rozmowami, balansując z bezpieczeństwem energetycznym na cienkiej linie? Ile będzie kosztował gaz, wynegocjowany w sytuacji kryzysowej? Kto poniesie tego koszty? W kolejce do rozmów z PGNiG-iem czeka też węgierski Emfesz, który na początku tego roku wygrał przetarg na dostawy gazu do ZA Puławy. Spółce jednak, jak do tej pory, nie udało się skutecznie zaistnieć na polskim rynku. – Emfesz jest nielubiany przez polski rząd. Pojawiają się nawet sygnały, że jest ścigany na rynku – powiedział GF Andrzej Szczęśniak, niezależny ekspert rynku paliwowego.

Zapłacą konsumenci

Kto zatem powinien się martwić o to, co wydarzy się zimą? Troski pozostają głównie odbiorcom, ponieważ to oni będą w takiej sytuacji głównymi poszkodowanymi. Rząd, ustanawiając zasadę „siły wyższej”, zdjął odpowiedzialność z PGNiG-u i zablokował ewentualne roszczenia odbiorców za straty z tego tytułu. Tak więc wyłącznie konsumenci poniosą koszty ewentualnych podwyżek.

Kto straci?

W samym PGNiG-u kręci się karuzela stanowisk. Zmieniają się prezesi, dyrektorzy, nie zmienia się natomiast strategia. Pytanie zatem, czy rząd wie, co dzieje się w spółce i czy nie obawia się, że jeśli kolejny raz wybuchnie zimą kryzys to społeczeństwo rozliczy rządzących z głośnych, aczkolwiek bez pokrycia, słów o „bezpieczeństwie energetycznym”. Co powie społeczeństwo, gdy okaże się, że trzeba będzie znacząco podnieść ceny gazu? W jaki sposób wyrazi swoje niezadowolenie? – Myślę, że Ministerstwo wie, jaka jest sytuacja w PGNiG-u. Panowie Naimski i Woźniak byli tam w końcu przez wiele lat – powiedział GF Andrzej Szczęśniak.