Przedsiębiorcy wygrywają z radą miasta

Na miesiąc przed wyborami w 2006 r. podjęta została uchwała o studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, zmieniająca przeznaczenie gruntów w Ursusie. Po latach przedsiębiorcy wygrywają w sądach, orzekających, że uchwała była niezgodna z prawem. Właśnie po raz szósty sąd administracyjny wydał korzystny wyrok dla przedsiębiorców.

„Rada Miasta nie wskazała, jakie ważne przyczyny spowodowały, że wyniki kilkuletnich analiz planistów zostały w istocie zanegowane dla około 90 ha terenu dawnych ZPC Ursus. Albo analizy te były błędne i Prezydent Miasta, uwzględniając uwagi i zmieniając przeznaczenie terenu, naprawił popełniony na etapie prac planistycznych błąd, albo analizy te były prawidłowe, zaś uwzględnienie uwag i w ich wyniku zmiana przeznaczenia terenu były błędne i nieprzemyślane. W ocenie Sądu, to nie analizy dokonane w toku prac nad studium i wynikające z nich wnioski były błędne, tylko uwzględnienie uwag przez Prezydenta Miasta było nieuzasadnione i nieprzemyślane” – czytamy w uzasadnieniu wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z 2012 r., do którego dotarła „Gazeta Finansowa”.

Nadzieja na powrót?

Te same zarzuty pod adresem Rady Warszawy wyraził NSA w wyroku z 8 stycznia 2015 r. Obie sprawy zostały wygrane przez Asmet i Energetykę Ursus – przedsiębiorców działających na terenie byłych zakładów ZPC Ursus – oba wyroki są już prawomocne. Na mocy uchwały z 10 października 2006 r., dotyczącej studium zagospodarowania przestrzennego dla terenów dawnej fabryki traktorów w Ursusie, przemysłowe grunty, które miesiąc przed jej uchwaleniem były przedmiotem zaciętej walki deweloperów, zyskały w dziwnych okolicznościach zupełnie nowe przeznaczenie – głównie w postaci zabudowy mieszkaniowej.

Po latach sądowych batalii kolejni przedsiębiorcy zyskują nadzieję na możliwość dalszego prowadzenia swoich zakładów na terenach, z których Rada m.st. Warszawy, jak wynika z prawomocnych wyroków sądów, bezprawnie wykluczyła działający tam przemysł. Warto zaznaczyć, że Rada Warszawy – podejmując kroki – nie przeprowadziła analizy zanieczyszczenia terenu, na którym od blisko stu lat działał przemysł ciężki. Tymczasem z jednej z dostępnych analiz wynika, że zanieczyszczenie przekracza tam nawet normy dla przemysłu.

Kto odpowiada za bubel prawny?

Przytłaczający jest fakt, że mimo wielu lat i licznych postępowań przed sądami administracyjnymi Rada Miasta Warszawy nie potrafi przekonująco wyjaśnić sądom, dlaczego bez pytania wprowadziła drastyczne zmiany w zagospodarowaniu terenu byłych ZPC Ursus. Dotknęły one właścicieli różnych obiektów przemysłowych (np. odlewni aluminium, cynkowni), firmy produkujące części do ciągników i maszyn rolniczych, a nawet elektrociepłownię zasilającą połowę dzielnicy Ursus. Uderzyły także w nowe inwestycje w przemysł, które mogły stworzyć tysiąc miejsc pracy.

Zmian dokonano bez uzgodnienia ich z przedsiębiorcami, którzy zainwestowali w Ursusie ok. 200 mln zł, a także bez możliwości zgłoszenia przez nich uwag. Przy okazji kolejnej porażki w sądzie warto zapytać, czy zostaną wyciągnięte konsekwencje wobec osób, które odpowiadają za ten bubel prawny. Bulwersujący jest fakt, że z publicznych pieniędzy sfinansowano bardzo kosztowne prace urbanistów i planistów przygotowujących dokumentację, która skrajnie nie odpowiadała rzeczywistości. Pozwoliła natomiast radnym podjąć decyzję o wyrugowaniu przemysłu ze znacznej części terenu byłych zakładów, ze szczególnym uwzględnieniem miejsc, gdzie z powodzeniem działa przemysł.

Niezwykła zmiana

„Syndyk przez cztery lata nie mógł, lub celowo nie chciał przekwalifikować 52 ha ziemi z ziemi przemysłowej na np. budowlaną lub usługową, przez co wartość tej ziemi wzrosłaby wielokrotnie i zamiast 94 mln zł mógł zyskać nawet ok. 500 mln zł za 52 ha ziemi w Ursusie. Teren ten został przekwalifikowany miesiąc po przetargu, a błyskawiczną <<pomocą>> wykazał się naczelny architekt Warszawy Michał Borowski. Pomoc ta jest wyjątkowo podejrzana, tym panem, tą transakcją i wieloma innymi powinna zająć się ABW i CBA” – pisał na początku 2007 r. w swojej interpelacji do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry ówczesny poseł LPR Zygmunt Wrzodak.

Kontrowersyjna uchwała, dzięki której grunty z dnia na dzień zmieniły swoje przeznaczenie oraz zwielokrotniły wartość w oczach deweloperów mieszkaniowych, najbardziej zaniepokoiła przedsiębiorców, którzy w miejscu fabryki traktorów prowadzili swoje zakłady.

Co ciekawe – w wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” pod koniec sierpnia 2006 r. (nieco ponad miesiąc przed uchwaleniem studium) Marek Machtynger z zarządu Challange Eighteen (spółki, która nabyła 52 ha pofabrycznego gruntu) stwierdził: „Chcemy inwestować w grunt, budować tu mieszkania, może centrum handlowe. Zachowamy dom kultury”.

Sprawą sprzedaży gruntów w Ursusie zainteresowała się również Najwyższa Izba Kontroli. Jak ustalił w 2007 r. „Dziennik”, NIK miała stwierdzić, że syndyk sprzedał zakłady po zaniżonej (nieaktualnej od dwóch lat) cenie i dopuścił się „rażącego niedopełnienia obowiązków”. Z kolei sąd gospodarczy za jego pracę przyznał gigantyczne wynagrodzenie w wysokości 3,5 mln zł, jednak syndyk złożył wniosek o podwyższenie go do 4,2 mln zł.

„To jest wstępne wynagrodzenie, które może być jeszcze podwyższone lub obniżone. Nie mam zwyczaju komentować orzeczeń sądowych. Wynagrodzenie syndyka wynika z przepisów prawa” – wyjaśniał syndyk w rozmowie z „Dziennikiem” i dodał, że „wycena przedsiębiorstwa była weryfikowana w 2005 r. na zlecenie sędziego komisarza. Biegli sądowi nie mieli zastrzeżeń”.

Uchwała niezgodna z prawem?

„Gazeta Finansowa” dotarła do treści wyroków sądowych z 2015, 2014, 2013 i 2012 r., w których Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie przyznaje, że uchwała o studium była niezgodna z prawem w stosunku do działek, o które walczą przedsiębiorcy z Ursusa, a Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargi kasacyjne Rady m.st. Warszawy.

W uzasadnieniu prawomocnych wyroków z 2012 i 2015 r. Naczelny Sąd Administracyjny uznał za nieuzasadnione twierdzenie Rady Miasta, że dokonana w studium zmiana nie będzie miała wpływu na funkcjonowanie skarżących spółek w dotychczasowym miejscu. 8 stycznia 2015 r. Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że zaskarżona uchwała z 10 października 2006 r. jest niezgodna z prawem w odniesieniu do działki, o którą walczy Energetyka Ursus –

właściciel elektrociepłowni, której historię „Gazeta Finansowa” opisywała w tekście „Jak to

się robi w Warszawie”.

 

Działka pozostająca w użytkowaniu wieczystym Energetyki Ursus jest zabudowana m.in. elektrociepłownią. Wedle poprzedniego planu miejscowego była ona przeznaczona pod funkcje techniczno-produkcyjne. W wyniku wprowadzenia zmian do projektu studium, już po jego publicznym wyłożeniu, funkcje produkcyjne i przemysłowe zostały usunięte i zastąpione funkcjami mieszkalnymi wielorodzinnymi. Takie funkcje wykluczają dotychczasowe przeznaczenie terenu. Ponadto – jak czytamy w uzasadnieniu wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, utrzymanego przez NSA – spółka „została zaskoczona zmianami wprowadzonymi do studium, na wniosek innych podmiotów, bez możliwości wypowiedzenia się na temat tych zmian, w sytuacji, gdy miałyby one prowadzić do konieczności – w jakiejś perspektywie czasowej, w wyniku zmiany przeznaczenia terenu – zaprzestania działalności produkcyjnej. Takie działanie – w okolicznościach rozpoznawanej sprawy – naruszało prawo użytkowania wieczystego spółki poprzez naruszenie zasady zaufania do władz publicznych i zasady równego traktowania podmiotów uprawnionych do składania wniosków do wyłożonego projektu studium”, a Rada Miasta „nie wyjaśniła w istocie, poza ogólnikowymi stwierdzeniami, jakie były powody wprowadzenia zmian i nowych rozwiązań planistycznych”.

„Ciekawe pomysły” Rady Miasta

Jak do tej pory nie widać, aby Rada Miasta chciała naprawić błędy, które popełniła przy uchwalaniu studium tego terenu i które powieliła w uchwalonym planie zagospodarowania z lipca 2014 r. Zgodnie z wyrokami sądów na tym terenie powinny być utrzymane funkcje przemysłowe. Zamiast tego w projekcie planu miejscowego Rada Miasta zaproponowała drogi przechodzące przez budynki elektrociepłowni zasilającej pół dzielnicy Ursus. Gdyby nie determinacja przedsiębiorców, to kuriozalne rozwiązanie niestety zostałoby utrzymane. Podobnie jak propozycja funkcji mieszkalnych na terenie odlewni aluminium i cynkowni. Ale dzięki wygranej sprawie przez spółkę Asmet ten pomysł nie będzie realizowany. Niestety całkowicie niepojętym rozwiązaniem – nadal możliwym do realizacji – jest budowa przedszkola na miejscu oczyszczalni ścieków przemysłowych. Co na to rodzice potencjalnie zainteresowani posłaniem dzieci do takiego przedszkola? Takich „ciekawych pomysłów” Rady Miasta na zagospodarowanie tego terenu jest więcej. Najwyższy czas je zrewidować i wprowadzić właściwe nowe rozwiązania zgodne z prawem. W przeciwnym wypadku może się okazać, że zamiast rozwoju obszaru po byłych ZPC Ursus, wzajemnie zwalczające się strony będą latami spotykać się w sądzie, a mieszkańcy będą ponosić tego koszty, jak do tej pory.