Przywódcy Unii Europejskiej ukrywają swoją niekompetencję i problemy z prawem

Czołowi dostojnicy Unii Europejskiej grożą Polsce sankcjami za rzekome łamanie standardów demokratycznych, samemu mając wiele na sumieniu.

Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz, nie posiadający matury były alkoholik, każdego ideowego przeciwnika określa mianem „nazisty”. Obdarzył takim epitetem irlandzkich przeciwników traktatu lizbońskiego, holenderskiego polityka Erika Meijera oraz byłego premiera Włoch Silvio Berlusconiego.

Z kolei stojący na czele Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker jako premier Luksemburga budował w swoim kraju raj podatkowy dla światowych korporacji oaz przymykał oko na bezprawne działania miejscowych służb specjalnych. Często zaskakuje dziwnymi gestami w rodzaju klepania innych polityków w policzek lub po głowie. Wtajemniczeni twierdzą, że Juncker pozwala sobie na nie w stanie nietrzeźwym.

Skandale na tle finansowym od dawna są w Brukseli na porządku dziennym, o czym świadczy choćby dymisja składu Komisji Europejskiej pod przewodnictwem Jacquesa Santera w 1999 r. Należąca do niego Edith Cresson odpowiadała za defraudację pieniędzy przeznaczonych na programy szkolenia młodzieży. Ostatnio wiele wątpliwości budzi postawa urzędników KE wobec łamania prawa przez koncern Volkswagen. Mimo otrzymywanych sygnałów, przez lata nie zrobili w tej kwestii nic na rzecz ochrony pasażerów i środowiska kontynentu

Więcej w „Gazecie Finasowej” i na gf24.pl – już jutro w sprzedaży.

——